poniedziałek, 20 września 2010

List do syna

Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy go stracili, ciebie oskarżając;
Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili, licząc się
jednak z ich zastrzeżeniem;
Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami, jeżeli nie odpłacasz na nienawiść
nienawiścią,
nie udając jednakże mędrca i świętego; Jeżeli marząc - nie ulegasz
marzeniom;
Jeżeli rozumując - rozumowania nie czynisz celem;
Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując jednakowo oba te złudzenia, Jeżeli ścierpisz wypaczenie prawdy
przez Ciebie głoszonej,
kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę, by wydrwić naiwnych albo
zaakceptujesz ruinę tego, co było treścią twego życia,
Kedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
Jeśli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie twe sukcesy i potrafisz
zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę, jeśli potrafisz przegrać i
zacząć wszystko od początku, bez słowa, nie żaląc się, że przegrałeś;
Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły, choćbyś od
dawna czuł ich wyczerpanie,
byleby wytrwać, gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
lub spacerować z królem w sposób naturalny, Jeżeli nie mogą Cię zranić
nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;
Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę, nadając wartość każdej
przemijającej chwili;
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej i co - najważniejsze - synu mój -
będziesz Człowiekiem.


 Chciałam Wam dziewczyny bardzo, ale to bardzo podziękować. Wiecie, jak jestem wdzięczna za to, co dla mnie robicie, jak trafne są wasze wypowiedzi, jak motywują mnie do dalszego działania. W ostatnim czasie spadła na mnie nie tylko moja choroba, ale także choroba bliskiej mi osoby. Dźwigam oba te ciężary, bo mimo wszystko wierzę, że może się uda pokonać wszystkie przeciwności losu. Ubolewam nad faktem, że nie wszystko jednak zależy ode mnie. Ja mogę wspomóc słowem, mogę znaleźć wyjście, ale jeżeli nie będzie chęci z drugiej strony, nic nie zdziałam. I tak bardzo nie mogę się z tym pogodzić, tak bardzo pragnę, żeby wszystko było, jak dawniej. Gdybym wiedziała, że tak się to wszystko potoczy, inaczej rozegrałabym karty. Nie dopuściłabym do wielu rzeczy, nie pozwoliłabym się im rozwinąć. Wiem, że nie mogę się obwiniać, bo nie moją winą jest to, że ktoś zachorował, ale mimo wszystko, mogłam coś zrobić wcześniej..., nie byłam jednak na tyle oczytana, żeby wiedzieć, co się stać może. A przecież już przez to wszystko przechodziłam, dlaczego nie umocniłam się wcześniej? Podświadomie wierzyłam, że nic się już więcej złego nie stanie, że teraz to ja jestem silniejsza. Stało się jednak, i znowu powtarza się sytuacja z przed kilku miesięcy. Ja wiem, że prawdziwe one by tego nie chciały, że tu tak naprawdę ktoś za nie decyduje, a konsekwencje tego czynu, czasami mogą być już nieodwracalne. Gdybym mogła być realnie, byłoby inaczej, a być nie mogę. Zastanawiam się, dlaczego ja? Dlaczego Bóg mnie tak doświadcza? Może wie, że jestem mocna, że jeżeli na czymś lub kimś mi zależy, to zrobię wszystko, co mogę, żeby pomóc? Może we mnie jedyna nadzieja? Ale czy nadzieja pomoże mi w tym, aby ta osoba zaczęła walczyć? Samą nadzieją jeszcze nikt - nic nie zdziałał. Nie wiem. Poza tym znowu milczy, a dobrze wie, jak bardzo mnie to boli..., jak bardzo się martwię...A ja tak bardzo chciałabym, żeby ta osoba zaakceptowała to, co kiedyś zostało zrujnowane, i żeby zaczęła odbudowę tymi zużytymi narzędziami, tylko musi uwierzyć, że się da..., i musi chcieć...., i dobrze wie, że nie będzie w tej odbudowie sama, że jest kimś ważnym, kimś kto wielokrotnie pokazał mi właściwą drogę, kto motywował i powtarzał, że będzie dobrze!!! Nie może dać zwyciężyć egoizmowi, który czyni choroba, nie! Z takim egoizmem nie da się żyć, bo ten egoizm sprawić może, że pewnego dnia..., będę mogła tylko zapalić świeczki na grobie..., a ja tak bardzo tej osoby potrzebuję tutaj, teraz! Jednak milczy...

8 komentarzy:

  1. A może... Wcale nie jest to żadne doświadczenie? Jezus, chociaż bezgrzeszny i we wszystkim doświadczony, też cierpiał. Czasem nie znamy i nie poznamy nigdy odpowiedzi na niektóre pytania. Polecam Ci artykuł: http://dlajezusa.pl/dj/content/view/742/206/

    Jestem z Tobą... Chociaż daleko, ale może nie aż tak.
    PS: Tekst piosenki już dodałam :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze małe co nieco... Nie ma osób tak silnych, żeby w ogóle nigdy niczym się nie złamały. Dla mnie jesteś silna. Przynajmniej tak odbieram to, co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jasne! Zgadzam się z Zim, że nie jesteś jakąś ciapą czy ofiarą losu:) To czuć gdy się Ciebie "czyta". Wierzę jednak, że Bóg chce nauczyć Cię polegania na Nim - nie na sobie i swoich siłach. Chce abyś W KOŃCU ODDAŁA MU to co dźwigasz SAMA. Nie masz nad tym życiem władzy i chćbyś nie wiem jak się wytężała, Twoja siła jest ograniczona Aguś. Dlatego jesteś zmęczona. Jezus mówi "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni a Ja dam wam ukojenie"Mat.11,28
    Przyjdź do Niego i oddaj Mu Swoje ciężary - daleko z nimi nie zajdziesz. Wiem, że bardzo się martwisz przyjacielem. Nie jestem jakąś panienką, żyjącą w chmurach. Mam swoje życie i wierz mi, wiem co znaczy bezsilność. Ale nauczyłam się jednego - Bóg nie jest ograniczony! Niczym. Pozwól Mu DZIAŁAĆ. Tak - piszę "pozwól" ponieważ dopóki Mu nie oddasz Swoich ciężarów, On nie może nic zrobić! To co Go ogranicza to my sami - nasza wolna wola, którą nam dał. To Ty decydujesz, czy On będzie działał.

    Mam nadzieję, że moje słowa nie były za ostre, Aguś. Trzymaj się tam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. Słoneczko nie możesz się poddać, walcz, walcz do samego końca. Jesteś silną kobietą i dasz radę, wierzę w Ciebie....
    A jeśli chodzi o bliską Ci osobę, wspieraj ją mimo, że Ona milczy, pokaż jak jest dla Ciebie ważna, że może na Ciebie liczyć...
    Mam nadzieję, że wszystko się ułoży

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Wam, bardzo mi pomagacie. Zbieram siły, zbieram..., zrobię jeszcze parę rzeczy, żebym potem nie miała do siebie pretensji, że może zrobiłam za mało. Nie na wszystko mam wpływ i zdaję sobie z tego sprawę, dlatego mnie to boli, bo ja chciałabym zbawiać świat, a szczególnie ten, co jest mi bliski, jednak wiem, że nie jestem wszechmocna. Każdy mi zawsze powtarzał, że jestem silna, ale tę siłę do dalszego działania dajecie mi Wy, pisząc, tłumacząc, ja czytam a wewnątrz mnie narasta wola, że trzeba zacząć żyć, a nie zamykać się i zatracać coraz bardziej. Zregeneruję te siły, przystosuję się do zaistniałej sytuacji. Nie ja ją wybrałam, ale ja się muszę nauczyć z tym żyć.
    Dziękuję Wam dziewczyny :*:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Salanee, jeśli uwierzysz w to, że nie masz siły, to tak będziesz się czuć. Nie zawsze mamy wpływ na wszystko i nie możemy mieć - skąd mogłaś przewidzieć, że taka paskuda akurat Ciebie dorwie?
    Nie zawsze też mamy wpływ na innych ludzi. Pamiętaj, że ostateczna decyzja co i jak zawsze należy tylko i wyłącznie do tej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  7. Salanee, przesyłam Ci całe naręcze dobrego humoru, Nadziei, uśmiechu,
    pozytywnych myśli i serdecznych życzeń byś mogła dziś dostrzec choć promyk tego, "co niewidoczne dla oczu"...
    Wiesz, wczoraj w moim życiu wydarzyło się coś, co tak bardzo rozjaśniło moją Drogę, że nie mam już najmniejszej wątpliwości co do tego, że wyzdrowieję.
    Wiem, że zniosę wszystko...
    Zdarzył się Cud, dosłownie.
    Moje zaskoczenie i radość były tak wielkie, że nawet nie byłam w stanie popłakać się ze szczęścia.
    I wiem, że z takim doświadczeniem, z takim wsparciem i tak cenną "Perłą", którą mam, pokonam wszelkie trudności.
    Pięknie napisała Dorota:"Bóg nie jest ograniczony! Niczym!"
    Przytulam Cię mocno :*

    OdpowiedzUsuń