Pogoda nadal nie sprzyja, jesień wkracza pełną parą i jakby człowiek ją od siebie odrzucał, to ona i tak przyjdzie, czy mu się to podoba, czy nie. Deszcz, wiatr, chłód - typowe jej symptomy. Jeszcze ja - taki zmarzluch, odkąd odeszły upały, siedzę w warstwach na sobie, a i tak mi zimno. Ręce już nie pamiętają, co to znaczy być ciepłymi, stópki to samo. Kołdra też nie czyni swojego zadania, nie grzeje, nie jest przyjemnie pod nią być, bo jakaś taka zimna i sprawia, że ząbki lubią poobijać się o siebie, a właściciel ząbków zwija się w kłębek i czeka, aż ciut cieplej mu się zrobi, zazwyczaj wcześniej zaśnie niż się zagrzeje, cóż - bywa i tak. Jak sobie pomyślę, co to będzie w zimie, to aż się boję, chyba będę spała w szaliku i rękawiczkach.
Dzień zleciał szybko, trochę czasu spędziłam też u chirurga. Cóż mogę powiedzieć, nie idzie ku lepszemu, wszystko zatrzymało się na etapie, który nie jest dla nikogo zadowalający, totalne dno. Sączek został wyjęty, przerwa przez tydzień i później znowu "przyjemności" zakładania go do mojego ciała. Ile razy jeszcze będę musiała cierpieć, - nie mam zielonego pojęcia, każda wizyta to dla mnie niewyobrażalny stres i obawa, że usłyszę słowa, które skierują mnie na oddział szpitalny. Nie chcę już leżeć w szpitalu, za długo był moim domem. Dodatkowo, załatwiam też papiery o kontynuację zasiłku rehabilitacyjnego. Dwa miesiące mi pozostaną, a co później, jeżeli się nie zagoję? Nie wiem, może poszukam jakiejś "gałęzi" albo czegoś podobnego, bo nie wyobrażam sobie, jak będę miała żyć bez odpowiednich środków? Miesięcznie, na same opatrunki wydaję ponad 200 zł, a gdzie jakieś lekarstwa do tego, gdzie inne potrzeby, które posiadam? Jeżeli uda się uzyskać zasiłek, który wyniesie 150 zł, to nawet na opatrunki nie wystarczy. Przeraża mnie to, czuję się, jakbym była bombą, która gdy się nie zagoi - wybuchnie i sprawi, że nie będę miała się za co leczyć. Ja nie wiem, kto tworzy te wymagania, które należy spełnić, żeby dostać rentę, przecież zdarza się tak, że ktoś choruje, a nie ma przepracowanych tylu lat, ile oni wymagają do jej przyznania. Jeżeli to ma być wyznacznik, to ja dziękuję za takie coś. Nie odprowadzałeś składek przez określony czas? Żegnaj, męcz się sam, renty nie dostaniesz, za mało nam dałeś! Przecież choroby sobie nikt nie wybiera..., do kroćset!!! Jak tu być nastawionym pozytywnie, jak wszystko idzie nie tak? Póki, co nie będę się zadręczać, jeszcze trochę czasu mam.
Nadal nie palę! :D
"Nie powiem Ci nic, choć krzyk sam ciśnie się do ust..."
Podobnie zaczyna być jak w USA - nie pracujesz, nie masz pieniędzy - to nie masz nawet możliwości się leczyć. To nie jest pogoda nawet dla bogaczy, tylko dla krezusów.
OdpowiedzUsuńTo jeszcze raz ja :) Gratulacje z tytułu niepalenia :D
OdpowiedzUsuń