czwartek, 9 grudnia 2010

Czwartek bez dostępu do internetu. O ile rano nie przeszkadzało mi to wcale, teraz jestem, że tak powiem zdenerwowana, bo chciałam tyle rzeczy zrobić, maila napisać… ech, no właśnie!

Widzenie z doktorem i jego ekipą, przyniosło następujące postanowienia.
Posiew – bakterie, jakie siedzą w mojej ranie, nie mieszczą się dochtórowi w głowie, nazwy ich, jakby pochodzą z dalekiej Afryki…, nikt nie wie, co to za bakterie - włącznie z tymi paniami, co je hodowały. Zapewne to one wymyśliły takie mądre nazwy. Mam w sobie następujące pasożyty beztlenowe: Prevotella Oralis Group, Porphyromonas asaccharolytica, Bacteroides fragilis, Klebsiella oxytoca…, i bądź tu człowieku mądry. Doktor znowu przepisał stos leków, które będą mi towarzyszyć przez czas jakiś – mam nadzieję, że bez bonusów… Najważniejszą jednak rzeczą jest to, że dostałam skierowanie na leczenie w Komorze Hiperbarycznej. Są dwie w Polsce, ja będę się starała dostać do Siemianowic Śląskich. Pewnie nie będzie lekko, bo ludzi dużo, ale na dzień dzisiejszy, tylko ta komora jest mi w stanie pomóc, leki nie działają na mój organizm, a zażywając tyle medykamentów, wykończę żołądek, a nie chciałabym z jednej choroby, popadać w drugą. Pierwszym krokiem w osiągnięciu sukcesu, miał być owy mail, którego nie napiszę, dopóki mi Internetu nie włączą… - to jest jakiś pech, bo kiedy tego cudu techniki naprawdę potrzeba, to go nie ma, ale, bo zawsze jakieś być musi, ktoś jednak nade mną czuwa... - od dni kilku miałam popsuty telewizor w pokoju, a jak odłączyli mnie od świata, naprawił się telewizor, Hym - dziwne... :)

Godzina 20:15 - internet włączony, teraz pewnie przestanie działać telewizor ;)

Maila do Siemianowic sobie na dzisiaj jednak odpuszczam, jutro z nowymi pokładami energii, napiszę go jednym tchem.
U endokrynologa nie było źle, pozostaję bez leków, inna sprawa, gdybym była w ciąży, albo ją planowała, to musiałabym zacząć przyjmować hormony, jednak ja ani nie jestem w tej ciąży, ani jej nie planuję, to mam spokój, muszę czekać, aż mi się tarczyca zepsuje, wtedy dopiero leczenie. Mam jednak nadzieję, że jeszcze ten mój gruczoł trochę pozipie :)Następna wizyta za pół roku. Zapominam do czerwca!

Zima wróciła. Sypie na całego. Siedzę sobie w ciepłym pokoju i słucham muzyki Petera Gabriela, dokładniej płytę Secret World, popijam czerwoną herbatkę z miodem i rozmyślam. Lubię to robić, wyciszyć się, pobyć z muzyką, ona otwiera mój umysł, działa pozytywnie, pozwala dostrzec to, czego nie widziałam tak dawno - radość i wiarę, że przecież wcale nie jest źle, że można jakoś poradzić sobie, wybrnąć ze ślepego zaułka, do którego zapędził niechcący mnie mój umysł. Nie każda muzyka tak ze mną robi, Peter Gabriel jest dla mnie dużym ukojeniem, to forma muzykoterapii, którą sobie sama dzisiaj przepisałam. Zastanawiam się, ile osób w ogóle wie, kto to jest Peter Gabriel, ale nic tam, nie każdy musi go przecież znać, chociaż na pewno każdy zna Genesiss...
To tak dla poznania... Secret World - za każdym razem, kiedy słucham tego utworu, ciarki po mnie przechodzą, zamykam oczy, kołyszę się w rytm brzmień, wsłuchuję się w ten jego głos i odpływam...




Pees:
Ola, od Was się uczę :)
Mam nadzieję, że pomagacie Sherlockowi. Nakarmcie pieski z Sherlockiem. Ja ich nakarmiłam dzisiaj 15. Jest na to sposób. Wszystkie pieski otwieracie w nowym oknie przeglądarki, potem karmiąc zamykamy każde okno z osobna... Nie pozwólmy, aby któreś z nich było smutne - pomóżmy Im!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz