Marcel Achard powiedział kiedyś, że; "Na świecie nie ma nic piękniejszego od pobudzania ludzi do śmiechu" Prawda to niewątpliwa jest!!! Dzisiaj był wieczór z Kabaretem Ani Mru Mru. Ciężko jest opisać to, co przeżyłam, śmiałam się dobre dwie godziny. Jutro pewnie odczuję to na swoich mięśniach brzucha. Skecze widziałam pierwszy raz. Każdy był idealny, aczkolwiek na Lokomotywie popłakałam się ze śmiechu, i to z tym skeczem chciałabym was dzisiaj zapoznać (o ile go już nie widzieliście...) U nas Marcin miał inne okulary - takie wielkie i do tego białe. Czapa też inna, a słowo "narpierw" było wypowiedziane poprawnie - chyba :) W każdym razie - przysłowiowego kaca i delirkę zagrali idealnie. Najlepszym lekarstwem na wszystkie problemy jest śmiech!!! Mój śmiech jest dosyć charakterystyczny, więc chyba najgłośniej na tej sali się zachowywałam, ale co obejrzałam to moje, a wszystko inne sobie musicie wyobrazić, bo tego się nie da opisać. Jak w każdym programie, zdarzyła się też chłopakom wpadka - nie wytrzymali i sami zaczęli się z siebie śmiać, co wywołało oczywiście salwy braw wśród publiczności. No, to sobie popisałam. Udaję się spać, dobrej nocy :)
środa, 15 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz