piątek, 17 grudnia 2010

Dzień spędzony w jednym z hipermarketów wraz z rodzinką. Głównie urzędowałam z bratanicą. Jestem wykończona. Najwięcej czasu spędziłyśmy oczywiście w dziale zabawek. Nie obyło się bez wygłupiania, bez gonienia pomiędzy regałami, bez przewrócenia tego i owego. A., wszystko chciała mieć, wszystko jej się podobało, wszystko było takie kochane, wiecie jak to dzieci. Najbardziej jednak spodobał jej się piesek, którego można było założyć na rękę i bawić się do woli. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ów pluszak był cały brudny i bez oka, które pewnie gdzieś w transporcie zgubił. Na nic nasze tłumaczenia, że ta zabawka jest zepsuta. Musiała być i już! Stacjonowała w koszyku zatem, i gdzieś przy dziale z alkoholami została podobno zgubiona, czyt. odłożona, aby dziecię niedobre nie zauważyło. Najlepsze było jednak na końcu, bo okazało się, że A., wyszła z hipermarketu z konikiem..., za który powinniśmy zapłacić, ale nikt nie wiedział, że ona go miała w kieszeni, dopiero w domu się zorientowaliśmy, więc... UPS. Nieświadomość nasza, niewiedza jej, że tak nie wolno robić. Ech. Głupie uczucie, pocieszam się jednak faktem, że ta zabawka jest malutka, i sklep dużych strat przez nas nie poniósł.

Teraz zdjęcie i pytanie, czy to, co tam jest napisane jest poprawną formą? Przecież powinno być: Billo staje na tylnych łapach.Wypowiedzcie się, jak uważacie i dlaczego właśnie tak. Czy producent walnął byka? Nie ukrywam, że głównie liczę na Emila Rucińskiego :D Z polskim nigdy nie miałam problemów, ale teraz zaczynam myśleć. jeżeli ludzie, którzy tworzą zabawki i opakowania, potrafią masowo wypuścić rzecz z taką formą piśmienną na opakowaniu, to ja podziękuję! Nie dziwmy się wobec tego, że młodzież pisze tak, a nie inaczej, że nie zna podstawowych zasad, że w nosie ma poprawną polszczyznę. Emil, tyle masz tych słowników, na pewno to jasno wytłumaczysz. Tylko nie pisz mi o "tylni strzelcy", bo to wiem ;)



6 komentarzy:

  1. Oczywiście masz rację - tam jest błąd. Powinno być: "tylnych łapach". :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój polski chyba pogarsza się tu za granicą, bo dopiero po przeczytaniu komentarza Emila, zorientowałem się gdzie był pies pogrzebany ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. He he to musiało zabawnie wyglądać.
    Przedświąteczne zakupy potrafią być nieźle męczące, zwłaszcza z takim małym dzidziusiem ....

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czemu, ale poczułam jakieś wzruszenie jak przeczytałam ten post o zabawkach :) I ten piesek bez oka, musiałyście mieć naprawdę dobry czas w tym markecie :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, potrafią być męczące, szczególnie z małym łobuzem, który chodzi przyczepiony, jak rzep do mnie.

    Zim, powiem ci, że mnie ogarnęła nostalgia za tym dzieciństwem, za niezwracaniem uwagi na szczegóły, za tą bezinteresownością dziecięcą... Czas tam był najlepszy, utopiłyśmy się w tych zabawkach, wszędzie oko wieszało się przez chwilkę :)

    Jakub, się nie przejmuj, wiem jak to jest będąc poza granicami. Moja koleżanka, która przeprowadziła się do Włoszech i przestała używać ojczystego języka, po powrocie nie zapominała polskich nazw, np. detergenty :) Nie zapomnę, jak mi próbowała wytłumaczyć o co jej chodzi ;)
    A co, do czepialstwa słownego. Nauczył mnie tego mój znajomy, który co rusz mówił, że tu coś źle napisane, powiedziane. Dzięki niemu na zawsze zapamiętam, że jak się cofa, to nie trzeba mówić do tyłu, bo przecież inaczej cofać się nie da, jak jest prawda, to nie trzeba dodawać do niej prawdziwa, przecież prawda sama w sobie taka jest, jak coś jest na faktach to już bez słowa autentyczne, bo fakt taki jest, albo słowo lubiałam tudzież lubiałem... Pozostawię bez komentarza :)
    Mówią na mnie wredna w związku z tym, ale nic na to poradzić nie mogę, tak mnie nauczono, będę przekazywać dalej, a może dzięki mnie, ktoś coś dobrego wyniesie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tam miało być "zapomniała" bez słowa "nie"

    OdpowiedzUsuń