Kilka dni temu obiecałam, że podzielę się z Wami wytycznymi, które otrzymałam z Siemianowic Śląskich wraz z zapisaniem mnie do komory hiperbarycznej. Może pokrótce przybliżę do czego służy hiperbaria tlenowa. To nic innego, jak leczenie tlenem pod zwiększonym ciśnieniem (ok. 2,5 atmosfery). Pomieszczenie komory przypomina wielki batyskaf, w którym jest rząd kilku krzeseł. Wchodzi się tam w specjalnych, bawełnianych ubraniach bez kieszeni, które są dostarczane przez pracownię hiperbarii (w Siemianowicach mają o ile dobrze widziałam rozmiary XL i XXL. Mam nadzieję, że znajdzie się jakaś L, kiedy mnie przyjdzie tam jeździć, bo nie chcę wyglądać jak pajacyk, który ciągnie za sobą zbyt długie nogawki). Przy każdym krześle znajduje się maska, którą zakłada się na twarz po wejściu do komory. Obowiązkiem jest mieć swoją wodę, która będzie pomagała wyrównać ciśnienie podczas kompresji i dekompresji ( zaczyna się nieźle). Absolutnie nie wolno do komory wnieść nic dodatkowego, wyjątkiem jest gazeta na błyszczącym papierze. Kiedy wszystko zostaje dopięte na ostatni guzik, zostają uruchomione prawa fizyki. Tlen zaczyna przenikać do wnętrza wszystkich tkanek i komórek. Przekazuje im życiodajną siłę do metabolizmu. Ilość tlenu w organizmie zaczyna wzrastać kilkukrotnie w porównaniu do oddychania w warunkach normalnego ciśnienia atmosferycznego (ciekawe jak się to będzie miało do mnie i moich problemów z różniącą ciśnień). Co daje taki zabieg? Działa bakteriobójczo i bakteriostatycznie, dostarcza zwiększoną ilość tlenu do niedotlenionych tkanek i narządów, wspiera organizm w walce z zakażeniami...
Są to tylko niektóre zalety hiperbarycznej oksygenacji - tak się fachowo nazywa. One mnie akurat najbardziej interesują, bo dotyczą mojego schorzenia. Za pomocą tlenoterapii hiperbarycznej, wyhamowują się się niekorzystne mechanizmy, które broniąc się uruchamia matka natura. Przez cały czas trwania zabiegu, przy pacjentach czuwają: pielęgniarka, inżynier, który obsługuje cały ten sprzęt i lekarz anestezjolog jest to forma bezpieczeństwa, bo nie wiadomo, jak kogo organizm zareaguje na pierwsze zderzenie z taką dawką czystego tlenu. Wszystko trwa ok półtorej godziny. Serii takich jest 30 w przypadku niegojących się ran, więc będzie ciekawie :) Z tego, co zdążyłam się dowiedzieć, na pewno zatka mi uszy, na pewno będę się dziwnie czuła, na pewno nic mi się więcej nie stanie.
Wracając do tych zasad bezpieczeństwa, które muszę znać, zanim wejdę do komory:
- nie wolno spożywać alkoholu przynajmniej 12 godzin przed (nie piję)
- nie wolno palić papierosów przynajmniej 2 godziny przed sprężeniem (nie palę)
- trzeba mieć ubrania bawełniane ( to już pisałam wyżej, że ubrania dają, ja muszę sobie zapewnić bawełnianą bieliznę i obuwie na zmianę)
- nie wolno wnosić do komory wszelkich rzeczy, a w szczególności zapalniczek, zapałek, papierosów, telefonów komórkowych, urządzeń zasilanych bateriami, prasy codziennej (błyszczące magazyny można)
- do komory nie wolno wchodzić w makijażu, stosować kosmetyków, perfum, lakierów do włosów. Zakazane jest używanie kremów lub wazeliny ( to rozbawiło mnie najbardziej. No jak to nie wolno? W takim wypadku, przez 30 dni będę wyglądała jak siedem nieszczęść - nic na to nie poradzę ;))
Parę innych zakazów też jest, ale te są chyba najważniejsze. Nie wyobrażam sobie, jak mogę nie nakremować twarzy, a lakier? Chyba na miesiąc ogolę się na 22 mm. Kto ma możliwość mnie widywać osobiście wie, że ja bez lakieru nie wyjdę! Zapowiada się ciekawy okres w komorze, tylko się jej trzeba jeszcze doczekać. Rozważam możliwość pozostania w Siemianowicach na cały okres leczenia. Nie wiem, jak organizm będzie sobie radził po terapii, wolałabym nie ryzykować dojeżdżając codziennie.
Tyle fachowości.
Wróciła zima, śnieg sypie, Adaś upadł. Ech. Biedny.


Sporo tych zakazów... A masz gdzie spać w tych Siemanowicach?
OdpowiedzUsuńZim, jeszcze nie, ale mam trochę czasu, będę myśleć :)
OdpowiedzUsuńNo cóż, sporo poświęceń, ale miejmy nadzieję, będą dobre skutki. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuń