niedziela, 16 stycznia 2011

Sto lat, sto lat! Tym oto toastem, uczciliśmy wczorajsze urodzinki mojej bratanicy. 3 latka to poważny wiek, dlatego nie ma miejsca na uśmiech ;) Melusia w lekkim szoku, nie wiedziała, co zrobić, więc świeczki pomogła zdmuchnąć ciocia Salanee. Jak ten czas szybko leci. Pamiętam narodziny tego szkraba, była wtedy taka malutka, bezbronna, całkowicie zależna od innych. Mijały miesiące, ona rosła. Pierwszy uśmiech, pierwsze próby komunikacji z nami, a później poszło. Usiadła szybko, zaczęła pełzać, potem pojawił się pierwszy ząbek..., i drugi, i trzeci... I sruuu, zaczęła chodzić. Jako ostatnia przyszła do niej mowa. Od tego czasu łaknę każde jej słowo, zdanie. Teksty Amelki są niezastąpione. Jest taka mądra, dojrzała jak na swój wiek. Nie wiem, czy nie zabraliśmy jej trochę dzieciństwa. Dzieci w jej wieku, nie powinny posługiwać się laptopem, nie powinny zajmować się telefonami, nie powinny bawić się w dorosłych. Za szybko. Słowa, które padają z jej ust są czasami nie do przebicia. Zdania, które składa sprawiają, że czasami padam na przysłowiowy pysk. "Aga, zastanówmy się nad tym, czy ten klocek rzeczywiście ma być tutaj? Pomyśl...", "Aga, mam dla ciebie propozycję... Może bym się wysikała?" "Aga, ten telefon na pewno nie ma zasięgu, dlatego nie mogę dodzwonić się do taty..." Żałuję, że nie zapisuję tego, co ona mówi. Jest taka samodzielna, nigdy nie bałam się jej zostawić samej w pokoju, bo wiedziałam, że ona nie zrobi nic złego. Rozmawia się z nią, jak z dorosłą osobą, taka moja kumpela..., zapatrzona we mnie do granic możliwości. Chodzi za mną jak rzepek. Do ubikacji: "Aga, idę z Tobą", z psem "Aga, idę z Tobą", do sklepu "Aga, idę z Tobą" Kiedy jej mówię, że nie może iść ze mną, wtedy robi takie smutne oczka, a jej usta wypowiadają zdanie "..., ale dlaczemu?" To wystarcza, idzie ze mną. Czasami się na nią wkurzam, ale to chyba normalny stan. 3 latka! Hm. Postanowiłam na urodzinach wziąć sobie do głowy to, co mówił mi ksiądz Mariusz, kiedy odwiedził nasz dom. Zapewne czytaliście, co mi radził. Alkohol jako odkażacz. Niestety, nie dałam rady tego wypić, zebra musiała pomóc. Nienawidzę alkoholu... Nigdy bym nie pomyślała, że tak bardzo może mnie od niego odrzucić, że widzę tylko samo zło i nawet urodziny nie są w stanie tego zmienić. Nie należę do osób, które dobrą zabawę upatrują sobie tylko z alkoholem. Za dużo widziałam.W każdym razie, zebra to wypiła ;) Było wesoło. Jednym z prezentów urodzinowych był zestaw do makijażu. Skorzystaliśmy na tym wszyscy. Amelka niekoniecznie była zainteresowana malowaniem swojego lica, my za to biliśmy się o te kredki. Każdy z nas wyglądał oryginalnie. Brzuchy bolały ze śmiechu, dziadek chcąc nie chcąc, stał się lovelasem, który miał pójść na podbój osiedla. Kiedy już alkohol uderzył do głowy, zapomniał, co nosi na twarzy i poszedł z psem na dwór. Tam spotkał sąsiada. Uahahaha. Od dzisiaj nic u niego nie będzie już takie samo. Dawno nie widziałam takiej zgodności. W rodzinie robię za obserwatora, który na dzień następny zdaje relacje, jak kto się zachowywał. Pierwszy raz, nie miałam się do czego doczepić. Oczywiście, były małe niedociągnięcia, ale to czas zweryfikuje, kiedyś na pewno... Rodzinka słowem silna, czasami tylko niektórzy nie potrafią docenić tego, co się im ofiaruje. Życie.

 Ludkowie, jakimś dziwnym sposobem, zniknęła mi część linków do Was. Kogo nie ma w moich zakładkach, proszę dać mi znać, dodam. Nie wiem, co się stało, ale na pewno byłam to ja :)

3 komentarze:

  1. Czy na zdjęciu jest dziadek? :) Wszystkiego najlepszego dla Amelki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak Zim, to dziadek :D Nadmienię, że te rysunki to moje dzieło ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To rzeczywiście nic już nie będzie takie samo :)

    OdpowiedzUsuń