Nadal zimno. Niby mróz ma odpuszczać, według niektórych mądrych głów (czyt. mojego taty), ale coś chyba to polepszenie pogody nie chce przyjść, jakby komuś chciało zrobić na złość?! Pfff, wytrzymam każdą aurę. Skoro piszę, to znaczy, że przeżyłam wyjazd do Siemianowic Śląskich, ale działo się, oj działo... Jak zwykle prowadził mnie Krzysztof Hołowczyc, którego podczas jazdy zwyzywałam dobre 5 razy, ale to tak z samych trzewi na niego krzyknęłam, bo wyprowadził mnie z równowagi maksymalnie. Głównym jego problemem było to, że opóźniał najważniejsze skręty, czyli mówił, kiedy ja już nie byłam w stanie podporządkować się jego komendzie. W efekcie padało: "jesteś poza trasą, nowa będzie lepsza". Zaczęła się ta przygoda dlatego, że postanowiłam zamiast dotychczasowej trasy (Bieruń, Tychy), pojechać przez Imielin, który doprowadził mnie do S1, a następnie umożliwił zjazd na A4, z której łatwo mogłam zjechać na drogę prowadzącą m.in. do Siemianowic Śląskich. Dlaczego piszę "mogłam", bo oczywiście nie zjechałam tam, gdzie powinnam. Mapy mam niezaktualizowane i niestety trasa po remoncie nie jest na mapę naniesiona, dlatego Krzysiu postanowił prowadzić mnie prosto przez Dolinę Trzech Stawów, autostradą na Wrocław. Według tego, co widziałam na Zumi, miałam skręcić na Sosnowiec i ble ble ble. Intuicja podpowiadała mi, skręcaj, nie pomylisz się, ale jak zwykle jej nie posłuchałam... - to już ostatni raz, ona mnie nigdy nie zawodzi, nie wiem dlaczego się jej sprzeciwiam. No, ale nic. Pobluźniłam trochę po cichu, a w mózgu zaczęły się otwierać odpowiednie klastry, które wyciągały obrazy, kiedy to jeździłam do pracy i próbowały odnaleźć na autostradzie na Wrocław, jakieś zjazdy na miasta, które doprowadziłyby mnie do Siemianowic... Niestety, nie odnalazłam nic, coby mogło wywołać na mojej twarzy uśmiech. Odezwał się wtedy Hołowczyc, za 50 metrów skręć w prawo... Oho! Pierwsze przerażenie. On prowadzi mnie do centrum Katowic, tylko nie to! Znowu mózg otworzył klaster, tym razem ze słowami ludzi, którzy mówili mi, że lepiej, jak się na Siemianowice pojedzie przez Spodek. Czyżby obawy miały się spełnić? Nadzieja, że jednak ominiemy to tragiczne rondo trzymała mnie jeszcze w ryzach. Tata, który robił za pilota, był w ogóle niezorientowany, podobnież do mnie, ja też nie wiedziałam, gdzie jestem ;) Jednak, miałam jakiś wewnętrzny spokój, dopóki Krzysio nie wprowadził mnie w błąd po raz drugi. Jadę i maszyna mówi mi, że mam trzymać się głównej drogi. Główna droga biegła po łuku w lewo, więc tak pojechałam, a szanownemu Hołowczycowi chodziło, że jednak trzeba jechać w prawo przed tym łukiem. Znowu komenda, jesteś poza trasą, nowa będzie lepsza. Trzy razy jeszcze informował mnie zbyt późno o zjeździe, aż tu nagle - stało się! Tato, ja Ci nic nie chcę mówić, ale tam widzę Spodek! O nie. Przesiadaj się, ja nie pojadę przez to Rondo :) Tata w śmiech i mówi, Ty nie dasz rady? Taka niby forma podbudowania mnie... Pomyślałam sobie, a co mi się może stać, zaufam tej maszynie po raz kolejny. Sprawa była o tyle ciężka, że ułożenie GPS uniemożliwiało mi patrzenie na ekran, słońce odbijało obraz, poza tym, musiałam poświęcić całą uwagę na to, co działo się na drodze... Na szczęście zobaczyłam upragniony znak informujący mnie o zjeździe na Siemianowice Śląskie. Rondo, które miało być tak bardzo przerażające, wcale takie nie było, gdyż zjazd na mój cel był pierwszy, więc nie musiałam zbytnio kombinować. Radość po zjeździe z ronda - bezcenna! Dalsza część trasy przebiegła pomyślnie, chociaż mieliśmy pomyłki, ale do celu dotarliśmy. Trasa miała być krótsza... ;) Postanowiłam, że absolutnie nie kombinujemy z powrotem do domu. Jedziemy tą samą trasą, co zawsze, Bóg pozwolił mi przeżyć jazdę do szpitala, nie będę narażać się drugi raz. To nie na moje nerwy ;)
Oczywiście, mówię wiele rzeczy, ale czasami daję się namówić! No - to dzięki tacie, który stwierdził, że damy radę wrócić inną trasą, po załatwieniu sprawy w szpitalu, ustawiłam przyrząd GPS na szybka trasa...Yhyhm. Wcale nie była szybka. Znowu czekały na mnie centra i inne tego typu przeszkody z tramwajami włącznie. Masakra! Ale przeżyłam.
Podsumowując;
Ilość stworzonych zagrożeń na drodze: 0
Ilość wepchnięć się na ładny uśmiech: 3
Ilość przeproszeń : 1
Ilość pomyłek:8
Ilość win zwalonych na Krzysztofa H.:8
Ilość spalonych kalorii ze stresu: 255
Bez GPS nie dałabym sobie rady, i chociaż parę razy źle oszacował i wprowadził mnie w błąd, to i tak znajdował alternatywy, które w efekcie doprowadziły mnie tam, gdzie nigdy nie chciałam trafić, no ale, dzięki temu wiem, że nie ma się czego bać, teraz jestem w stanie jechać gdziekolwiek w nieznane. GPS - tak, ale jeszcze przytomność umysłu jest potrzebna. Dobrze, że posiadam. Następnym razem zaufam intuicji ;)
Rozpisałam się o dojazdach, a tu jeszcze trzeba zdać relację, co doktor ciekawego powiedział mi. Przede wszystkim, pierwsza operacja wycięcia zropiałej torbieli była źle przeprowadzona. To jej zawdzięczam obecny stan. Po wycięciu "obcej", nie powinni byli mi rany zaszywać... Zaszycie spowodowało, ze bakterie, które zostały w ranie, rozprzestrzeniły się na plecy i dlatego wyglądam, jak wyglądam i mam takie problemy, jakie mam. Dostałam leki, a komora z tego, co wiem, czeka mnie za około 2 miesiące. Plan po niej też jest. Ona zabije mi bakterie, a później doktorzy z Siemianowic wytną ranę z przerostami i zszyją ją na nowo... Musi być tylko sterylna... Cieszę się, że jest plan, że nie tkwię w kropce. Nie będę miała długiego procesu gojenia, nie będę narażać się na kolejne ataki bakterii, bo rana będzie zaszyta, a co najważniejsze, będzie w środku czysta! Jupi!!! Jestem bardzo zadowolona z leczenia w Siemianowicach. Same konkrety, bez owijania w bawełnę!
To teraz sobie podskoczę z radości i uciekam robić obiadek. Dzisiaj mięsko z ryżem w sosie słodko-kwaśnym. Mniam;)
To teraz sobie podskoczę z radości i uciekam robić obiadek. Dzisiaj mięsko z ryżem w sosie słodko-kwaśnym. Mniam;)
Ojć, Śląsk to utrapienie wielu kierowców. Pamiętam jazdę do Warszawy właśnie przez GOP - i mało brakowało, a zamiast do Warszawy pojechalibyśmy do... Cieszyna. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńZim, to mnie rozumiesz. Niby jest oznakowanie, a i tak można się pogubić w tym całym ruchu. Ja współczuję kierowcom, którzy mają to na co dzień, Moje miasto jest małe, ale korki niesamowite, kiedy są godziny szczytu, a co dopiero takie Katowice, czy inne - podobne miasta :)
OdpowiedzUsuńHyhy, pozdrawiam zagubionych w Katowicach :) Trzeba było z A4 przy KWK Wujek w kierunku Skoczowa i do mnie trafić. Pewnie tu pan Krzysiu chciał Cię doprowadzić :P
OdpowiedzUsuńA poważnie - wreszcie widać koniec Twojej męki i udręki. Oby szybko ten czas komory nadszedł. Będziesz komornikiem, komorniczką... nie! komornianką :) A potem przyjedziesz do mnie przez Katowice... rowerem i już nie będzie powodów do paniki:))
Pozdrawiam Cię wiosennie, bo to już ostatni taki ostry atak zimy. Teraz zacznie zbierać swoje zabawki i... byle do wiosny :)