poniedziałek, 4 lipca 2011

Znów mi urosła, jak ja to mówię kulka nad górną szóstką. Ja nie wiem! Lekarstwo troszkę się ukruszyło i od razu pojawił się ten nieproszony gość. Dentysta kazał przyjść, kiedy lekarstwo wypadnie, ok i będę tak sobie chodzić do sierpnia, aż przyjdzie moja kolej leczenia? Przecież to jest niepoważne! Nie mógłby mi wyleczyć tego zęba, a potem na spokojnie czekałabym na leczenie pozostałych? Jakbym miała mało na głowie..., chociaż z czym innym mogłabym czekać, ale ząb to dyskomfort dla mnie, każdy inny ból jestem w stanie znieść... Zobaczę, co jutro przyniesie dzień, jeżeli kulka nie zniknie, w środę idę do dentysty. A jutro? Jutro planuję zarejestrować się na czwartek do chirurga. Tak, moi mili zakończyłam leczenie w Siemianowicach Śląskich. Rana jest bardzo ładna, właściwie to niewiele jej zostało. Jest ubytek tkankowy..., nie powiem, żeby mi to nie przeszkadzało, ale  nic nie mogę na to poradzić, muszę zaakceptować, że w części plecowej nie jestem jakby kompletna i nigdy się to już nie zmieni. Na razie cieszę się, że się uporałam ze świństwem. Gdyby coś mnie niepokoiło mam przyjechać natychmiast, gdybym miała potrzebę przyjechania też mam przyjechać, i gdyby wyskoczyło mi coś innego, także mam przyjechać. Miło, aczkolwiek nie skorzystam, taką mam nadzieję :) Wracam do mojego chirurgicznego doktorka, na pewnie miesiąc lub dwa.

W dniu wczorajszym, będąc w kościółku popadłam w zamyślenie. Chciałam w jakiś sposób podziękować Panu Bogu, że pozwolił mi wyzdrowieć... Do głowy przyszła myśl, że najlepiej byłoby odwiedzić Jasną Górę. Jak to zrobić? Pielgrzymka? Hm, byłoby fajnie, ale jakby ja się nie nadaję, biorąc pod uwagę mój stan ogólny. Nie chodzi o dojście na nogach, bo swoich mięśni jestem pewna i wiem, że bym podołała, ale ogólnie o warunki. Nie jestem osobą wybredną, czy coś, ale nie wyobrażam sobie siebie. Często biegam do ubikacji, zażywam leki, muszę utrzymywać wysoki stan higieny. Wiadomo, jak jest na pielgrzymkach, nie zaspokoję  wszystkich swoich potrzeb. I kiedy popadłam w smutek, że pewnie nie uda mi się podziękować za wszystko na Jasnej Górze, Kisiołek kiedyśmy się widzieli, poinformował mnie o planie, jaki przyszedł do głowy  Banderasowi ( Banderas, jak to nie tobie, popraw mnie )... Wyjazd do Częstochowy. W jedną stronę pociągiem, powrót rowerami!!! Normalnie! I powiedzcie mi, że marzenia się nie spełniają! I ukryte pragnienia też! Rowery i Częstochowa to jakby wszystko, co dla mnie najważniejsze. Podziękuję i jeszcze wrócę z Częstochowy kręcąc własnymi nogami... W tym momencie jest to dla mnie ważne. Tak więc, Robert, Jolu, Kisiołku, ja się piszę, ja chcę jechać, ja nie widzę innej opcji. Byle pogoda dopisała :)

A teraz udaję się w stan spoczynku. Należy mi się. No, dobranoc :)

6 komentarzy:

  1. Zgadza się. To jest mój pomysł (żaden jakiś wielki). Już od dłuższego czasu planujemy z Jolą taki wypad, ale na planach się kończyło. Ostatnio jednak przyłożyłem sie do planów i jest trasa. Ok. 110 km. Jedynym problemem jest jak najwcześniejszy dojazd do Częstochowy. Pociągi do Katowic to tylko 3 sztuki na dzień. Myślę jednak że coś z tego będzie i jak się pogoda wyklaruje to brykniemy na Jasna Górę. Tak że, jak to mówi stare przysłowie pszczół: "Myjcie się dziewczyny, nie znacie dnia ani godziny..." - czyli, bądź gotowa do ewentualnej drogi. Dostaniesz cynk. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki aby wszystko się powiodło

    OdpowiedzUsuń
  3. Buahahaha, bo inaczej podczas trasy będzie za nami gnać stado gzów - trza się myć zatem ;)
    To fakt, że okroili nam pociągi do Katowic, niegodziwcy, co oni nie wiedzieli, że ja wyzdrowieję? Hihihi. Jakoś damy radę. Jedyną przeszkodą jest na dzień dzisiejszy pogoda. 110 km fajnie brzmi, a jeszcze ciekawiej poczują to nogi :D Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w Częstochowie, ale... już się nie mogę doczekać. Pozdrawiam Banderasów :)

    Oluś, trzymaj trzymaj :D

    OdpowiedzUsuń
  4. mi kiedyś taka "kulka" wyrosła przed dziąsłem (jakby na brodzie tylko od środka i wyżej ciut) okazało się, że się przygryzłam i krwiak się zrobił - musieli mi to wyciąć. Szwy i jogurty przez tydzień bo nic innego jeść się nie dało bleee
    Mam nadzieję, że to twoje samo ci zejdzie...

    A co do pielgrzymki - 3mam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kalu, póki co, kulki nie ma. Mam wrażenie, że ten mój ząb żyje własnym życiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dedykacja dla cioci Salanee od takiego jednego u mnie na blogu - luknij :)

    OdpowiedzUsuń