Końcówka września okazała się być prawdziwie słoneczna. Każdy dzień przyniósł pozytywne nastawienie, mimo występujących przeszkód w postaci różnych czynników chcących popsuć nastrój. Od tamtego tygodnia dużo się zmieniło, szczególnie w świecie realnych przyjaźni. Mogłabym tu wiele na ten temat pisać, ale nie zrobię tego. Boli tylko fakt, że posłane życzenia okazały się być literkami, które owszem stworzyły zdanie, ale nic więcej nie mogły wnieść do mojego życia. No bo po co wysyłać komuś życzenia, a później robić łaskę, że się w ogóle odpisze? A odpowiedź oznacza tylko jedno - odwal się? W którym my wieku żyjemy, że obrażają się dorosłe osoby? Nie można spraw załatwiać oko w oko? I czym sobie zawiniłam? Za co się mnie tak traktuje? Dlaczego całe zło tego świata zawsze skupia się na mnie? Nigdy tego nie zrozumiem, ale wiem, że coś we mnie pękło. Zbyt dużo wycierpiałam przez 3 lata, zbyt często musiałam się martwić, zbyt wiele łez wylałam. Chciałam tylko żyć normalnie, uśmiechać się, nadrobić stracony czas i co mam? Poczucie, że znowu zostałam "skopana"? Bardzo długo ważyłam to słowo, ale znam sytuację i dlatego się tak czuję. Jeżeli tak się to ma zakończyć - przyjmę na cycki, chociaż przykro niesamowicie. EOT.
A z życia codziennego?
Ano korzystam ile wlezie. Dzień mam rozłożony na każdą minutkę. Rano z Amelką i Tamarką (koleżanki córką z ADHD), chodzimy do przedszkola i chociaż droga, którą pokonujemy nie jest długa (jakieś 10 minut wolnym tempem), to w samym przedszkolu pęka mi głowa od tego nadmiaru słów wypowiedzianych przez 6- letnią Tamarę. Amelka oczywiście stara się jej dorównać i przekrzykują się obie, ja po środku, więc wszystko odbija się na mnie ;) Na tapecie aktualnie znajduje się powieszony, nieżywy pies u Amelki, i zakupiona rybka u Tamarki. Amelka oczywiście opowiada wymyślone historie, a Tamarka fakt posiada rybkę. No, jest fajnie ;)
Na rowerze jeżdżę, to wiadomo z poprzedniego wpisu. Końcówka sezonu, pogoda piękna, więc jadę siną w dal z mp3 grajkiem i słuchawkami na uszach, głównie zajeżdżam soundtracki, jakoś tak pielęgnują me uszy i dają kopa do pedałowania. Dwie godziny jazdy w zupełności wystarczają, abym czuła się spełniona fizycznie.
Gdy o 14:30 odbieram Amelkę, mały bąk zawsze biegnie do mnie z rysunkiem, który później wieszam sobie na ścianie. Idziemy na loda, jeździmy na rowerku, buszujemy po markecie, aż do powrotu jej mamy. D
Wieczorkiem odwiedzam Lalkę, tak się mi zapisało po prostu. Tam zawsze znajdzie się ktoś z kim sobie usiądę. Fajnie tak, czuć się mile widzianą, mam tam można powiedzieć taki swój mały, drugi azyl :)
Ech, życie. Dobrej nocy dla Was, robaczki.
A z życia codziennego?
Ano korzystam ile wlezie. Dzień mam rozłożony na każdą minutkę. Rano z Amelką i Tamarką (koleżanki córką z ADHD), chodzimy do przedszkola i chociaż droga, którą pokonujemy nie jest długa (jakieś 10 minut wolnym tempem), to w samym przedszkolu pęka mi głowa od tego nadmiaru słów wypowiedzianych przez 6- letnią Tamarę. Amelka oczywiście stara się jej dorównać i przekrzykują się obie, ja po środku, więc wszystko odbija się na mnie ;) Na tapecie aktualnie znajduje się powieszony, nieżywy pies u Amelki, i zakupiona rybka u Tamarki. Amelka oczywiście opowiada wymyślone historie, a Tamarka fakt posiada rybkę. No, jest fajnie ;)
Na rowerze jeżdżę, to wiadomo z poprzedniego wpisu. Końcówka sezonu, pogoda piękna, więc jadę siną w dal z mp3 grajkiem i słuchawkami na uszach, głównie zajeżdżam soundtracki, jakoś tak pielęgnują me uszy i dają kopa do pedałowania. Dwie godziny jazdy w zupełności wystarczają, abym czuła się spełniona fizycznie.
Gdy o 14:30 odbieram Amelkę, mały bąk zawsze biegnie do mnie z rysunkiem, który później wieszam sobie na ścianie. Idziemy na loda, jeździmy na rowerku, buszujemy po markecie, aż do powrotu jej mamy. D
Wieczorkiem odwiedzam Lalkę, tak się mi zapisało po prostu. Tam zawsze znajdzie się ktoś z kim sobie usiądę. Fajnie tak, czuć się mile widzianą, mam tam można powiedzieć taki swój mały, drugi azyl :)
Ech, życie. Dobrej nocy dla Was, robaczki.
Cieszę się, że korzystasz z uroków pięknej jesieni. Powiem Ci, że ja również. Choć ostatnio różniście bywa ze mną, ale dni tak piękne nie pozwalają na siedzonko w domu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko:-)
Jeszcze się Iva zdążymy nasiedzieć w domu :) I chociaż kocham narty, to jakoś nie chcę tej zimy.
OdpowiedzUsuńWiesz, mówi się że ludzie opuszczają ludzi w problemach tak jak trędowatych. Ale zdarza się też odwrotna sytuacja. Gdy ktoś wychodzi z tego "grona trędowatych", znika też to, co było podstawą danej znajomości - współczucie, czy nawet litość. Czasem ludzie zadają się z kimś z poczucia obowiązku, poczucia winy (muszą komuś pomagać, bo czują niezaspokojoną winę - choćby to były najbardziej wydumane winy), współczucia... Ale bardzo łatwo można to pomylić z autentyczną miłością bliźniego, bo wierzę, że właśnie miłość bliźniego, różnie wyrażana, jest podstawą każdej prawdziwej przyjaźni. Zawsze warto zadać sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć - czy zadaję się, czy przyjaźnię się z tą osobą z litości/współczucia/poczucia winy, czy z autentycznej, szczerej relacji, miłości bliźniego?
OdpowiedzUsuńA że dzieci potrafią nagadać, to tyż prowda :) A jaka to była rybka? :) Mam nadzieję, że nie wigilijny karpik ;)
Pozdrawiam :)