Hej, cześć i czołem. Ależ nas jesień rozpieszcza, nieprawdaż? Korzystając z jej uroków, kilka dni temu zrobiłyśmy z Amelką kasztanowo - żołędne ludki. Dzisiaj na blogu Kali, dostałam namiar na fajnego bloga, w którym można pobawić się wraz z dziećmi. Jako, że mamy taką, a nie inną porę roku, zabawa będzie dotyczyła właśnie kasztanowych stworków. Na pewno weźmiemy w niej udział, może małej uda się zdobyć dyplomik, ona teraz potrzebuje pochwał, więc dzięki Kalu :)
A z życia. Byłam wczoraj u dentysty. Odbudowa zęba wyniesie 300 zł. Miałam nadzieję, że na tym się skończy, niestety nie ma tak kolorowo. Zanim zostanie odbudowany, trzeba mu będzie wyczyścić kanały, czyli kolejne 200 zł. Nie ma innego sposobu, a nie chcę stracić zęba. Ech, te geny.
Walczę też z nieprzyjemnymi konsekwencjami, które spowodował preparat żelaza. Z dwóch działań niepożądanych wolę jednak to, które występuje. Mam zakaz spożywania marchewki, ona potęguje objawy. Szkoda, że nikt mi o tym wcześniej nie powiedział. Do lutego - marchewko papa, a witajcie śliwki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz