niedziela, 26 lutego 2012

Nie tak miało być. Magurka odeszła w zapomnienie, przestała się liczyć...

Wyjechaliśmy o 9:00. Kasia, Robert, ja, Jarek, Nela (pies). Pogoda zapowiadała się wyśmienicie, słoneczko, temperatura dodatnia, humory dopisywały. W Międzybrodziu Bialskim zaparkowaliśmy Zafirkę i wyruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Nowego Świata, a później miało być więcej... No właśnie i tu pozytywna część się kończy. Na szlaku puściliśmy Nelę, żeby mogła troszkę pohasać, Husky potrzebuje się wybiegać. Szła przy nas chwilkę i poszła w las, bo poczuła zwierzynę. Najpierw nie przejęliśmy się tym, że jej nie ma, bo zdarzały się już  podobne sytuacje, jednak zawsze wracała,  ale w miarę upływu czasu, zaczęliśmy się martwić. Neli nie było. Na nic gwizdania, nawoływania. Odbijało się tylko echo... Rozdzieliliśmy się, chodziliśmy po śladach, które mogły być śladami naszej kompanki czworonożki, wszystko na nic. Po 3 godzinach szukania poddaliśmy się. Postanowiliśmy wrócić do Międzybrodzia w dniu jutrzejszym, aby ponaklejać plakaty z jej podobizną, informacją i kontaktem telefonicznym..., jednak zrobiliśmy to jeszcze dzisiaj. Przed chwilą wróciliśmy. Plakaty są wszędzie, przeszliśmy jeszcze tym szlakiem, znowu nawoływaliśmy..., bez rezultatów. Nie mogę się ogarnąć, cały czas mam ją w głowie, wyobrażam sobie, że jest tam gdzieś sama w lesie, czy Bóg wie, gdzie indziej. Rano nie dostała jedzenia, Jarek miał jej dać na szlaku, będzie głodna, będzie jej się chciało pić, będzie zmęczona, sama w obcym miejscu, nie rozumiejąca co się stało, dlaczego ją zostawili, po raz kolejny? Dwa lata temu została znaleziona, trafił jej się dobry dom, chodziła na spacery, nie była głodna, każdy ją lubił... Nie wyobrażam sobie, że jej nie ma, mimo iż nie był to mój pies, to czuję, jakbym straciła część czegoś mojego, bo przywiązałam się do niej, była częścią paczki, a teraz? Pozostała smycz i miejsce w bagażniku, wyścielone specjalnie dla niej... Jakie są szanse na jej odnalezienie? Nie wiem. Chcę wierzyć, że ktoś zadzwoni z informacją, że się znalazła i jest zdrowa..., chcę wierzyć, że nawet, jak ktoś nie zadzwoni, to przygarnie ją i zagwarantuje jej taki dom, jaki dawał jej Jarek, chcę też wierzyć, że nie wpadła we wnyki... Tak bardzo chcę, żeby wróciła...
Nie wiem, kiedy pojawię się tu znowu. Odeszła mi ochota na cokolwiek.

1 komentarz: