Zima w pełni, nic tylko założyć cieplejsze spodnie, rękawiczki i wybyć na górki... Szkoda, że człowiekowi w pewnym wieku już nie wypada, chociaż? Gdyby bratanica była zdrowa, to bym ją wzięła ze sobą, że niby to ona chce zjeżdżać, a ja tylko do przypilnowania, ale akurat musiało dopaść ją przeziębienie, bidulka. Prycha, kicha, kaszle. Znowu nie chodzi do przedszkola, znowu zażywa antybiotyki. Nie chce też jeść, a powinna, bo brzuszek ucierpi. Spędzamy wspólnie południa, popołudnia. Gramy sobie w gry, układamy puzzle, oglądamy Pingwiny z Madagaskaru. Moim ulubieńcem jest oczywiście Julian, Amelka kocha się w pingwinach :) Śmiejemy się na tej bajce do granic możliwości, teksty Króla Juliana są bezcenne, zresztą nie tylko jego.
Jak tam wasze brzuszki po Tłustym Czwartku? Ja dzisiaj już doszłam do normy, ale wczoraj to miałam lekką tragedię. Nie chodzi o przejedzenie się, ale o jakość pączków kupnych. Mimo, iż upiekłam donaty , tata przyniósł po pracy pączki tradycyjne. Nie chciałam ich jeść, bo wiedziałam, że wystąpi zgaga, ale tak mi je zachwalał, że spróbowałam..., i miałam za swoje. Cierpiałam długo, piłam herbatki, ziółka, brałam leki i nic. Żołądek bolał do tego, na nic patrzeć nie mogłam. W życiu nie dam się już na pączka namówić. Przez to wszystko, zjedli mi donaty i w sumie nic z tego wczorajszego dnia nie mam, chociaż nie, trochę mam, bo kilka sztuk robionych zjadłam zanim domownicy wrócili, po nich zero zgagi, bo pieczone w piekarniku, ale wiem też, że w życiu już ich nie zrobię, bo samo wyrabianie ciasta drożdżowego sponiewierało mi rękę i dzisiaj ledwo nią ruszam, same szkody :) Zdjęciem się jednak pochwalę, a co ;)
Poza tym, to jakoś płynie sobie ten czas. Zasłuchuję się w Myrze Rós, co tu dużo mówić, kobieta jest świetna. Konar wie, co człowiekowi w duszy gra. Cisza, spokój, harmonia... Polecam, wspaniałe ukojenie dla serducha.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz