niedziela, 4 marca 2012

Późno. W tle rozbrzmiewa Tomasz Budzyński, w kubku, obok komputera dymi zielona herbata, brzuszek zapełniony pysznym serniczkiem na ciepło z bitą śmietaną i czekoladą, czegoż pragnąć więcej? Na tę chwilę niczego. Dzień udany, wieczór również. Bardzo potrzebowałam takiego powrotu do normalności, poczucia że można porozmawiać o wszystkim i niczym, że można się uśmiechać i uśmiechać, i uśmiechać. Dawno nie praktykowałam. Czasami ciężko jest wyrazić słowami to, co chce się przekazać, może dlatego, że nie ma słów, które mogłyby opisać takie chwile? Myślę, że tak właśnie jest. To, co się przeżywa na swój sposób, czasami musi pozostać w nas. I dlatego nic więcej nie napiszę :) 

Dzisiaj, w godzinach przedpołudniowych, wybraliśmy się na rowery. Wczoraj wypucowałam swojego bicykla, a dzisiaj po przejażdżce zastanawiałam się, po co to zrobiłam? :D Trasa typowo off road'owa, błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Uchlapana byłam cała, ale jaka frajda to się nie da opisać :) Sezon rowerowy 2012 uważam za otwarty!!!

2 komentarze:

  1. Miło czytać, że udaje Ci się tak optymistycznie spędzać czas. I podziwiam zapał rowerowy. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję serdecznie :) Jedyne, co mam to ten zapał ;)

    OdpowiedzUsuń