poniedziałek, 25 stycznia 2010

Mniej mnie ostatnio w tym świecie, powód - brak chęci. Jest  to główna przeszkoda, i  przez to, najpierw zaczyna się zaniedbywać bloga, a potem  to już  z górki na "klik", komunikat, "czy jesteś pewien, że chcesz usunąć bloga"... Kilkakrotnie miałam z tym stanem do czynienia, i zawsze kończyło się to jednym, "TAK, usuwam bloga", i wszystko, co było znikło, przestało istnieć, poszło w zapomnienie. Nigdy tego nie żałowałam, przecież był to tylko adres internetowy, składający się z paru literek, kropek, i ukośników... Sięgam pamięcią wstecz, i tak sobie myślę, po co właściwie założyłam tego bloga? Chciałam dać upust swoim emocjom, chciałam sobie ulżyć, chciałam gdzieś zaistnieć... Dziwne, nie? Ja i istnieć?  W tym wszystkim, nie myślałam jednak, że znajdą się ludzie, którzy będą tutaj regularnie wchodzić, którzy zaznaczą swoją obecność w komentarzach... Gdybym teraz miała usuwać bloga, byłoby mi trochę ciężko..., ale jakoś sens bloga mi się zatracił, i właściwie nie wiem, po co mam tu jeszcze być..., czasami coś się kończy, i nie ma z tego wyjścia. Traci się ten sens, jest się takim nijakim człowiekiem, zobojętniałym, przyjmującym wszystko, co ma być. Czy to zjawisko długotrwałe? Nie wiem, ale zaczyna to trwać,  i to nie jest dobre. Niby nie ma o czym pisać, a tak naprawdę, wiele się dzieje, tylko dla mnie nie jest to ważne..., już nie jest ważne, a czy kiedyś w ogóle było?  Muszę znaleźć takie lekarstwo, które mnie wyleczy z tego zobojętnienia, które pokaże mi, po co tutaj byłam do tej pory.

2 komentarze:

  1. Jeżeli pojawia się zniechęcenie do pisania bloga, to można sobie zrobić przerwę i wrócić tu, kiedy znowu będzie się miało nowy zapał i nową ochotę. Kasowanie bloga to nie jest dobry pomysł. Można po prostu przestać się nim interesować na czas jakiś. Nigdy nie wiadomo, czy kiedyś się jeszcze ten blog do czegoś nie przyda. :)

    Tak więc - bądź!

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko proszę Cię tylko nie to!! Ja na Twoim blogu jestem gościem co dziennie, fakt nie zawsze piszę komentarze, ale JESTEM.
    Wiem masz trudny okres teraz. Ale w blogowni dajesz upust swoim bólom, smutkom, cierpieniom bynajmniej tym psychicznym.
    Ja też juz kiedyś chciałam usuwać bloga, ale nie i dobrze, bo wiem, że dzis bym tego żałowqała.
    Ty masz swoje problemy, ja mam tez swoje, wiele z nich nie pokazuje światu, ale powiem Ci, że wchodzę tu bo wspierasz mnie tak, właśnie wspierasz! swoimi notkami. Pokazujeż, że mimo bólu i cierpienia żyjesz, idziesz na przód.
    Aga, nie likwiduj bloga!!
    Proszę.
    Pozdrawiam serdecznie Iva

    OdpowiedzUsuń