W., odezwałam się troszkę później, niż po trzech dniach, więc pewnie rosołku już nie ma, ale to nic, zjem następnym razem, jak oczywiście mnie poczęstujesz ;)
Powróciłam. Dzisiaj tylko tutaj, ale już w najbliższych dniach, mam nadzieję, że odwiedzę także innych blogowiczów. Oj, podziało się przez te kilka dni. Operację przeżyłam - wbrew obawom mojej głowy. Skutki uboczne zabiegu oczywiście posiadam, jest to dosyć duże poparzenie II stopnia na brzuchu. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo skąd..., podobno to od płytki uziemiającej, ale wg. lekarza tę płytkę miałam przyczepioną do nogi, nie do brzucha. Można sobie teraz wyobrazić, co robią z człowiekiem, kiedy go uśpią. Samopoczucie jako takie. Niepocieszający jest fakt posiadania dziury w plecach - dosyć pokaźnej. Opatrunki nadal bolesne, bo wykonywane przez lekarza, i traktowane szczypiącymi lekami. Zapachu z rany już nie ma. Środek rany ładny ( podobno), ale boki jeszcze nie chcą się poddać. Wysięk nadal jest, ziarnina znowu zaczyna przerastać, ale podobno teraz, jest to do opanowania, potrzeba tylko cierpliwości i czasu. Cierpliwość mierna, czasu mam dużo. Kiedy już wszystko będzie ładne, czeka mnie kolejna operacja. Przeszczep skóry na chore miejsce, gdyż taka dziura, jaką mam, sama się nie zagoi. Póki co - szpital nadal pozostaje moim domem.
Tak bardzo mi brakuje normalności. Tutaj żyję w świecie innym, niż realny. Za niedługo przestanę porozumiewać się z ludźmi, bo będę mogła tylko rozmawiać, o ranach, opatrunkach, kroplówkach, wenflonach...Dziwnie tak mieć... Wszystko dzieje się poza mną. Świat o mnie zapomniał, albo inaczej - żyje beze mnie, i wcale mnie mu nie brakuje. I możecie sobie gadać co chcecie, ja i tak wiem swoje. Wyalienowana Salanee, o!
...mój Misiu, moja mała Amelusia ma już całe 2 latka! Sto lat, mój kochany okruszku! Ciocia Cię kocha najmocniej na świecie :*
Pierwszy płacz 15.01.2008 godzina 17:40
Aaaaa.........
...kuku... :D
...a kiedyś byłam taka malutka...




Oj, Biedronkowata, Ty, jako ludzio-owad, źle sobie radzisz w izolacji od natury, przestrzeni, słonka... Ale już sama wiesz, że po takiej niewoli, wiosna, nawet, gdy mnie odwiedzisz tu, będzie piękna :*
OdpowiedzUsuńA Amelka rośnie bez Ciebie tylko tymczasowo. Potem będziesz jej bardzo potrzebna, więc zbieraj siły, na wychowywanie tej słodkiej łobuzicy ;)
OdpowiedzUsuńAle ja nie chce wiosny, chcę jeździć jeszcze na nartach!!! :D
OdpowiedzUsuń