niedziela, 10 stycznia 2010

Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy. Obieramy sobie  cel, i potem staramy się wg. tego żyć. Czasami możemy się rozczarować, ale to jest już wpisane w ryzyko życia. Obserwuję ludzi. Zastanawiam się na ile są sobą, a na ile grają. Jakie mają wartości? Co jest dla nich ważne? Czy celowo robią to, co robią? Ostatni czas, to pasma potyczek słownych, to udowadnianie, to wzajemne ubliżanie, to pretensje. Staram się tego unikać, staram się nie uczestniczyć, jednak nie zawsze mi to wychodzi. Przestaję wierzyć w szczerość ludzi, przestaję wierzyć w to, że ktoś, jak mówi : "A" - to znaczy "A", gdzieś podświadomie wydaje mi się, że dużo rzeczy jest robione pod publikę, tak przez jakiś czas, a potem można zapomnieć.

Wczoraj miałam kiepski dzień. Dzisiaj, zresztą jest podobnie. Od rana temperatura 38 stopni, opatrunki zmieniane już dwa razy dziennie, z solidnym kąpaniem, a później bolesnym płukaniem wodą utlenioną. Nie stosują nic innego, większość środków odkażających działa na moją niekorzyść. Ordynator, chce zobaczyć, jaki będzie wysięk z rany bez wspomagaczy..., i jak zapachowo się to wyklaruje. Nawet nie wiecie, jakim upokorzeniem dla człowieka jest mieć takie rany, jak człowiek czuje się, kiedy wie, że wszystko mu tam obumiera,i wydaje zapachy.  Kiedy to wszystko nie jest od niego zależne, i on sam nie może nic na to poradzić. Straszne to jest, obyście nigdy nie musieli się z takim czymś zmierzyć. To jest gorsze, niż największy ból fizyczny...Wyniki ogólne słabe, wartości poniżej normy. Na dniach powinny być wyniki TK, urografii,  histopatologii. Posiewy też. Pogorszenie stanu zdrowia, zapewne wynikło przez jakąś nową bakterię,póki co nie dostaję antybiotyku, żeby nie pogorszyć sprawy. Dzisiaj rano rozmawiał ze mną lekarz. Zaczął, jakby przygotowywać mnie na to, co może się wydarzyć, kiedy już dostaną wszystkie wyniki, i nie znajdą w nich powodu, dla którego nie goją się rany. Ponieważ jestem dziewczyną, nie chcieli na początku podejmować tak radykalnych kroków, niemniej jednak wygląd moich pleców, nacieki, opuchlizna, jakby utwierdza ich w przekonaniu, że trzeba do tego podejść jeszcze ostrzej, że trzeba wyrzucić z głowy płeć, tylko walczyć o zdrowie, bo przez ciągłe bakterie, obawiają się ogólnego zakażenia organizmu, bo to już za długo trwa. Muszą to przedyskutować wspólnie, ale wiem już, że prawdopodobnie czeka mnie operacja. Niestety. Wytną skórę z pleców, dosyć duży płat. Zakres będzie duży, i głęboki. Potem rany nie zaszyją.  W obecnym stanie, nie mają możliwości kontrolować tego, co dzieje się pod tkankami. Znowu zaczynać wszystko na nowo... Chlip... Znowu przechodzić ten straszny ból od początku... Teraz nie wiem, co gorsze. Blizny... ,one chyba są mało ważne, albo jeszcze do mnie nie dotarło, co to znaczy nie mieć kawałka pleców. Chciałabym być zdrowa. Chciałabym poczuć się komfortowo. Chciałabym, żeby w końcu mnie przestało boleć. Pójść sobie stąd, i już nigdy tu nie wracać. Zaszyć się, i nie wychodzić, nie musieć myśleć o tej chorobie. Od rana, do wieczora nic nie robię, tylko dumam, nad tym, co ze mną będzie, dlaczego to tak, i w ogóle.

Kiedyś miałam pracę, miałam przyjemności, a teraz nie mam nic... Pozostały mi tylko gry. Za oknem piękna zima, mój brat w Szczyrku na nartach, warunki podobno rewelacyjne - się popłakałam... Ech...

4 komentarze:

  1. Agnieszko -musisz być silna,tyle mogę napisać.JESTEM Z TOBĄ!:)L.A

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ Ona jest silna ! Ta mała , dzielna filozofka:) . Co do zimy...To jeszcze pośmigamy w innym sezonie na sankach ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też z Wami na sanki chcę. Dziś tylko na butach pod schodami - średnia przyjemność ;) A co do gier - skombinuję Ci taką gdzie będziesz limfocytem bakterie zżerającym. Póki co, szukam wtyki mającej dobre kontakty z górą, żeby Ci pomogła ;) Przytulam Cię wirtualnie, by pleców nie urazić. Wierzę, że Twój organizm da radę! :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy..., dziękuję Ci bardzo, za to, że jesteś..., i w sumie, to chyba najważniejsze jest :* A te sanki..., to zobaczymy..., u mnie się nie rzuca słów na wiatr. Możemy pójść na układ, Ty nam użyczysz swojego wozu, a my z Syrgą podepniemy się z tyłu, i zrobimy sobie kulig... :D
    Atrakcje gwarantowane... ;)
    Z tą dzielnością różnie bywa...ale skoro tak mówisz, to pewnie tak jest :)
    Filozofka... nie zaprzeczę..., przez skromność oczywiście..., wrodzoną..., na dodatek ;)
    Syrguś, żadnych gier, stricte medycznych. Wychodzi mi wszystko plecami...;)
    Pani Lidio, jak pani widzi, nie mam innego wyjścia, jak być silną.
    Dla takich ludzi - warto, nawet cierpieć...

    Idę spać... Dobranoc...

    OdpowiedzUsuń