sobota, 6 lutego 2010

Aj! Jak ja nie lubię. Nie wiem czego, ale nie lubię - to słowo zbyt często występuje w moim słowniku potocznym. Nie lubię, i już! Przemęczenie organizmu trwa. Na oddziale ponury tydzień, albo złe wiadomości, albo śmierć. Dzisiaj odeszła kolejna osoba... Przez cały mój pobyt, zmarło 9 osób. Dużo to, kurna, i najgorsze, że z większością z nich wcześniej rozmawiałam. Wierzyli, że będzie lepiej, chcieli żyć. Nie udało się. Pozostały mi tylko numery telefonów, do rodzin tychże ludzi, bo że tak powiem, byłam punktem informującym...siostra miłosierdzia...

Tak to już chyba musi być, że nastaje początek, a później przychodzi koniec,czasami zupełnie nieoczekiwanie. Wtedy też pogłębia się nasze myślenie o życiu, o tym, jak kiedyś my zakończymy ten swój żywot, czy będziemy wtedy zupełnie samotni, czy będzie ktoś obok nas...Kiedy jesteśmy w pełni sił, nie zastanawiamy się nad szczegółami, nie dbamy o to, co będzie, i czy będzie. Zajmujemy się sprawami, które na dłuższą metę nie mają żadnego znaczenia. Obchodzą nas rzeczy, które tak naprawdę wcale nie są ważne, i nie stanowią dla nas żadnego zagrożenia. Nagle, ktoś wylewa na nas kubeł zimnej wody, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jak sobie tego życia jakoś nie zorganizujemy, to czeka nas to, czego byłam świadkiem  w szpitalu..., umieranie w samotności..., i pomimo tego wszystkiego o czym tu piszę, nadal nie mam pomysłu na to swoje życie. Nie umiem go sobie zorganizować, nie mam nawet sił podjąć starań. 

Nigdy nie pragnęłam więcej, aniżeli sama mogę dać, dlatego cenię sobie bardzo te najmniejsze przejawy sympatii. Wielką przyjemnością dla mnie jest otrzymanie sms, z porannym: dzień dobry, to tak niewiele, a jednak tak dużo. I wyzywanie mnie od maniaczek sprawia mi radość , i wszelkie inne nazewnictwa też ;) Muchomor nie zawsze musi być zły, trujący - niech pamięta, chociaż z założenia takowy być powinien, albo koniec muchomorowania... ;)

Uciekam..., goście nadchodzą, oby tylko nie mieli mandarynek...

3 komentarze:

  1. Nie dziwię się kochana, ze masz taki ponury nastrój. Ja też bym miała. No niestety zycie ucieka i nic na to nie poradzimy. Tylko na codzień człowiek tego nie odczuwa, dopiero kiedy sie widzi jak ktos odchodzi...to sie budzimy.
    Ale Ty Agnieszko nie dołuj się, zdrowiejesz i zycie przed Tobą!!
    Wiem, łatwo się mówi! Ale jestem z Tobą.
    Ps. A co mandarynek nie lubisz, czy nie możesz jeść? Bo ja uwielbiam, tak więc jak co to daj mi z chęcią skosztuję :-)
    Iva

    OdpowiedzUsuń
  2. I od rana na twarzy;).Bo pomimo tych niezbyt optymistycznych przemyśleń na początku to koniec już był w Twoim stylu Papinku;).Choć czytam z uwagą wszystko i zmuszasz mnie do myślenia,a to takie męczące;).

    OdpowiedzUsuń