Tak mogłoby się wydawać, za oknem piękne słońce, wszystko zaczyna budzić się do życia, nawet człowiek, jakiś taki radośniejszy jest, chociaż obawia się teraz o swoją nadpobudliwość, która przyjdzie wraz z wiosną. Ciężko będzie go utrzymać w ryzach, ale znajdą się tacy, którzy skrupulatnie wygaszą tę przypadłość, i sprowadzą na ziemię, o ile do tego czasu się oczywiście nie zagoję. Rower na mnie czeka...chlip..., ale wiem, że nie będzie prosto na nim usiąść, przyjdą wtedy konsekwencje, których nie będę chciała mieć.
Góry..., a góry? Właśnie, co z nimi, czy dane mi będzie wraz z wiosną, zdobyć jakiś zdobyty już wcześniej szczycik? Taka Magurka na przykład... Nie wysoko, ale jednak wysiłek jest, czy moje plecy zdołają udźwignąć ciężar, znieść tyle obciążenia przy schodzeniu? Pewnie jeszcze nie teraz...
Hmm, jakie ja miałam jeszcze przyjemności?
A..., a narty? Czy do maja uda mi się zamienić pidżamę na spodnie narciarskie, i poszusować?
Nie, nie nie! I ja to wiem... chlip...
Niemniej jednak, zimo - schowaj już te kły, i zwijaj nastrój mdły!
Z życia szpitalnego:
Dzisiaj przyszły wyniki posiewu. Paciorkowiec mnie dopadł - jak nie wóz, to przewóz. Liczny wzrost. I jakoś nie usłyszałam magicznego słowa - do domu! Ledwo tu wytrzymuję, i to chodzi o moje ogólne nastawienie, nie chcę tu być!
Ja też spacerując dzisiaj rano z Tuśką zauważyłam początki wiosny, włącznie niestety ze skutkiem ubocznym w postaci pękania lodu pod stopami na ścieżkach :) Najlepiej na początek zdobywać mało strome szczyty, np. bardzo mile wspominam Bieszczady - tam gdzieniegdzie idzie się prawie jak po zwykłej łączce - a zwłaszcza Połonina Wetlińska. A jeszcze dobre są okolice Rabki - to już bliżej Gorców. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPołonina Wetlińska została przeze mnie zaliczona, chociaż byłam wtedy na ciężkim kacu, po całonocnym imprezowaniu w Siekierezadzie,ale warto było, dla samych siekierek wbitych w stół ;)Zresztą, cała moja familia mieszka w Bieszczadach,tylko ja tak daleko od tego, co kocham najbardziej...
OdpowiedzUsuńPrzez moją rękę, nie każdy szczyt zdobędę,ale Babia Góra, i jej Akademicka Perć, nie stanowiły dla mnie żadnego problemu, poza nagłym atakiem lęku przestrzennego. Było pięknie..., i chwilami niebezpiecznie.
W zeszłym roku z (byłym już) chłopakiem zdobyliśmy Piątkową Górę. Niska, zaledwie bodajże 750 m czy jakoś coś koło tego. Ale warto było, piękna panorama Zakopianki i Rdzawki :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń715 m n.p.m. Tam mnie nie było, chociaż też małopolska :)
OdpowiedzUsuńNajbliżej mi do Beskidu Małego..., jednak :)
W górach jest zawsze pięknie :D
Ja myślę, że łowiecki na halach już czują, że niedługo tam zawitasz. :)
OdpowiedzUsuńI wydam okrzyk radości ;)
OdpowiedzUsuń