poniedziałek, 8 lutego 2010

Monotonią byłoby wieczne powtarzanie, jak ja nie lubię poniedziałku. Żadnego faktu tym nie zmienię, tak więc powtarzać już więcej nie zamierzam. Efektem wypicia w dniu wczorajszym trzech kaw, było straszne samopoczucie, samoczynne otwieranie oczu po zamknięciu, i wiele innych niewłaściwych czynników, których nie powinno być w momencie, kiedy człowiek układa się do snu o przyzwoitej porze. Dzisiaj wydaje mi się, jakbym popiła nie wiadomo jakiego napoju alkoholowego, mam za swoje...

Komisja ZUS-owska w sprawie przyznania zasiłku rehabilitacyjnego jest dzisiaj, głównej zainteresowanej, czyli mnie, nie będzie. Zwolnienie, oczywiście zostało dostarczone, teraz czekać, co postanowią. Nie wydaje mi się, żeby obyło się bez problemów, u mnie nic, nigdy tak nie przebiegało. Nie zdziwię się, jak odrzucą mój wniosek, przecież oni zawsze wiedzą lepiej, nawet nie widząc...

Z pola walki...
Hmm, jakby to powiedzieć. Skomplikowany przypadek jestem, i nie wszystko, co dla innych jasne i oczywiste, dla mojego organizmu będzie takim samym. Przeszczep stawia opory - niestety. Dolne części nie przyjęły się. Górne, i środkowe póki co, też nie, ale jeszcze nie rokują najgorzej. Wydobywa się też wydzielina, której nie powinno być, nie wiadomo czy jest na podłożu bakteryjnym, czy nie. Ogólnie, takiego  nigdy do tej pory  nie mieli, ale oczywiście przyszłam ja... Miejsce pobrania przeszczepu - to samo, u innych po założeniu Granuflexu zagoiło się w przeciągu kilku dniu, u mnie nadal ból tego miejsca, rana. Płytka, która poparzyła mi brzuch podczas operacji, normalnie może poparzyć człowieka, ale przy długim zabiegu, mój  aż taki nie był, a jednak brzuch z II stopniem oparzenia jest. Granulfex też nie za bardzo sobie radzi z leczeniem tego miejsca. W ogóle, sama zmiana opatrunków, to jest dla mnie jakaś masakra, trwa to wszystko ze 25 minut, trochę tych chorych miejsc teraz mam... Lekarz mi powiedział, że mój organizm jest delikatny. Jeżeli, np. mając 50 lat ( najpierw trzeba tyle dożyć), dostanę jakiegoś owrzodzenia na nodze, to na bank mi ją utną... Hmm, ciekawa perspektywa.., i w sumie na dzień dzisiejszy, wcale bym się nie zdziwiła...Wiem też, że pierwotne przesunięcie płatów skóry, które mieli w planach, ległoby w gruzach, i lekarze teraz dziękują Bogu, że jednak się nie skusili na ten rodzaj zabiegu..., a ja dziękuję tylko jednemu, bo to jego zasługa.

Nie wiem, co mam o tym wszystkim sobie już myśleć. W ogóle, wydawało mi się, że położenie przeszczepu skróci mi czas chorowania, a tu wcale tak nie jest. Jeszcze się to jakoś trzyma, ale szczerze wątpię, że to się przyjmie. Ileż tych dobrych myśli może być. Ileż tego pocieszania, że nie jest aż tak źle... Pacjent nie jest głupi, a już szczególnie taki, jak ja. Za dużo się tu naoglądałam, zbyt sprytna jestem, żeby  dać się wkręcić. Mam nadzieję, że na dniach wypiszą mnie do domu, teraz opatrunki będą zmieniać codziennie, taka konieczność. Pod koniec tygodnia się wszystko okaże. Weekend w domu, to by było coś..., nie ważne z jakim skutkiem, właściwie jest mi to obojętne. Już mi się nie chce walczyć, ode mnie nic tu nie zależy...

No, i jadu mam się pozbyć...

I niech pójdzie precz,  ten prześladujący mnie czarny humor...

I nie krakać mi tu, że co drugi dzień mam doły, wbrew pozorom tak nie jest, i to nie jest oszukiwanie samej siebie, to realizm...


3 komentarze:

  1. O ile się nie mylę to tych kaw było cztery Sówko:P.Dzięki tej chorobie nauczysz się w końcu cierpliwości,a nie tak bo Aga chce,tupnie i ma być po Jej myśli;).No,a poza tym to resztę to nie tutaj...;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga kiedyś ta zła passa się skończy. Głowa do góry!
    A ja poczyniłam pierwsze kroki do naszej pracy i zalogowałam się na googlmail.
    Tak więc wracaj do zdrowia.
    Iva

    OdpowiedzUsuń
  3. W., Ty to nie znasz litości też...,chlip:(..., ale kurczę, Tyś mnie cwaniaczku sympatyczny chyba rozpracował za bardzo..., taki wpływ na Sówkę mieć...No, a poza tym, resztę to nie tutaj...;)

    OdpowiedzUsuń