sobota, 27 lutego 2010

Siedzę i płodzę. Nie, nie dzieci, byłoby to z lekka nierealne, i dziwne. Wpis płodzę. Taki sobotni, postno – imprezowy - jednak. Akurat mi się wyszło ze szpitala dwa dni, przed imieninami taty, i chcąc nie chcąc, musiałam uczestniczyć w posiedzeniu rodzinnym, o ile rodziną można nazwać familię bratowej, która formalnie bratową nie jest – ot paradoks. Nie lubię takich imprez, nie podoba mi się wieczne nadużywanie alkoholu. Ja owszem, jestem osobą pijącą, ale wszystko w granicach przyzwoitości, a u moich, często jest tak, że ta granica następuje, ale oni umiaru nie widzą, i odbija się to na mnie, bo za bardzo to przeżywam, bo martwię się o ich zdrowie, o to, że coś może się stać. Włączają się lęki, z którymi sobie nie mogę poradzić. Nie chcę ich mieć, ale są, i nie da się nawet z nimi walczyć. Boję się konsekwencji czynów, ale nikt się ze mną nie liczy. Mój Czuwaczek zawsze mi powtarza, że za bardzo się przejmuję, i myślę o innych, zapominając o sobie, jako o osobie, która też, aby żyć, musi być zdrowa, bo kiedy już zdrowie szwankuje, to wszystko leci po kolei w dół, a jak już przestaje zależeć, to koniec jest bliski. Tylko, że nie potrafię tak sobie nie przybierać do serca, i za każdym razem boli mnie to ich picie, jakby życie bez tego nie miało prawa istnieć. Nigdy nie lubiłam wódki, wiadomo, że się ją piło, ale potem…? Ogólne samopoczucie do bani, wodogłowie mózgowe, świat wiruje, i nie jest to pozytywne. Uraz mi został, jak się za czasów młodości, popijało w/w trunek jogurtem… Było się takim głupim niestety, ale to dobrze, bo przynajmniej teraz tym się nie truję, bo do dzisiaj pamiętam konsekwencje, jakie miałam po zmieszaniu tych dwóch rzeczy. Spałam później w szafie, ale cóż, organizm sam chciał się tam schować, tam było pewnie bezpieczniej, i nikt nie zmuszał do picia. Zresztą, każdy z Was pewnie jeździł na wycieczki klasowe, to spanie w szafie, nie powinno być dla Was dziwne, pojedyncze przypadki tak mają;)

Późna pora, a tu jakoś spanie nie chce przyjść. Może policzę barany, albo owce – taką nowość sobie wprowadzę, a co. Taki rzut normalności sprawia, że nie mogę sobie poradzić, że nie ogarniam tego wszystkiego, że fizycznie też nie wydalam. Muszę się wdrożyć, bo jak widać, nikt się tu nie liczy z tym, że ja jeszcze trochę boju stoczyć muszę, aby być zdrową, aby móc tak naprawdę cieszyć się wiosną, i jej urokami, które za chwile przyjdą. Wsiąść na rower, założyć kask, i pomknąć przed siebie, po ścieżkach, po nierównościach, w tle widząc górskie szczyty, które mienią się pod naporem słońca…, a może ja po prostu za dużo od życia wymagam?

Czy jestem zdołowana? Nie. Po prostu, takie myśli mnie znowu ogarnęły, a że jedno powoduje drugie, i zaczyna mnie przerażać, to wylewam to w ten swój skromny, mały blogowy świat, lepiej tak, bo przynajmniej jakaś część mnie poczuje chwilową ulgę. Właściwie nie wiem, czemu ta ulga przychodzi, ale przychodzi, a jak przychodzi, to przecież nie będę jej wyganiać.

Dziękuję, że zostawiacie po sobie ślad, Bóg Wam w dzieciach? Wynagrodzi;)


"Wszyscy wiedzą że żyjemy w świecie,gdzie pięknym rzeczom dają złe imiona..."
"...Jesteś silny, by być, miej odwagę, by być, miej nadzieję, by być..."



Update:
A Justyna wywalczyła złoto w biegu na 30 km, i to jedyna dobra rzecz, jaka mnie spotkała w dniu dzisiejszym...

4 komentarze:

  1. Kochana ! Ciesz się złotem Justyny, ale pamiętaj, nie wszystko złoto co się świeci, a nie wszystko, co złociste cieszy ;P U mnie dudnią ściany, aż dziki pod okna nie podchodzą. A na długi bezsenny wieczór polecam dobry film!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie piję, tylko okazjonalnie na np. rodzinnych uroczystościach albo czymś podobnym. A i to niewiele. Po prostu nigdy mnie nie ciągnęło do takich rzeczy i tyle.
    W bezsenne wieczory chodzę po sieci i szukam różnych dziwacznych rzeczy ;)
    Gratulacje dla Justyny!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko nie dziwi mnie to, że się przejmujesz, bo ja na Twoim miejscu reagowałabym tak samo.
    Jednak kochana pomyśl o sobie, potrzebujesz spokoju, aby wyzdrowieć. Nerwy teraz nie sa ci potrzebne. Wiem wiem... łatwo gadać.
    Ja myślę jednak, że wódka jest dla ludzi, i jeśli ktos chce ją pić litrami i sie truć - na zdrowie! Wszyscy sa dorośli i swe rozumy mają.
    No tak, ale to najbliższa rodzina...eh. A próbowałaś kiedyś z nimi rozmawiać, że to nie zdrowo i w ogóle?

    W każdym razie jestem z Tobą. Ciesz sie chwilą, dobrymi wynikami naszych w Kanadzie...piękną pogodą.!

    OdpowiedzUsuń
  4. Stanowczo dołączam się do nielubienia spędów rodzinnych. Jeśli chodzi o trunki, to wódki nie lubię także. Mimo, że nie miałam okazji popijać jej jogurtem. Chyba nie chcę mieć takiej okazji ;)

    A co do przejmowania się za bardzo innymi... Ja już dawno postanowiłam pozwolić ludziom żyć tak jak chcą, niech się każdy sam troszczy o swój tyłek. Wiadomo do pewnej granicy, bo i tak się martwię i daję rady. Ale skoro nie chcą słuchać - ich wybór ;)

    OdpowiedzUsuń