wtorek, 2 marca 2010

Gdyby ktoś, kiedyś, gdzieś powiedział mi, że praktycznie cały dzisiejszy dzień spędzę przywiązana do prezentacji Power Point, później, kolejne 3 godziny poświęcę na szukanie programu, który pozwoli przerobić mi to do formatu avi tudzież wmv, a następnie, będę czekać 41 minut, aż YT mi wrzuci filmik do swoich zasobów,a potem, drugie 41 minut, bo przy samym końcu, zniknie internet, i dodatkowe 30 minut, aż genialny YT sobie film przetworzy, to bym mu/jej odpowiedziała,: „chyba jesteś niepoważny/a. Ja, taki leń, przecież w życiu by mi się nie chciało…” (normlanie, to byłyby bluźnierstwa, ale tu kulturna będę). Niestety, prawda jest inna, kiedy się już na coś uprę, to nie ma zmiłuj się, nakombinuję,czasami nawet przekombinuję, ale dopnę swego, nawet kosztem zawirusowania komputera, i wyklnięcia wszystkich w rodzinie. Taka czasami potrafię być;) Co dzisiaj mnie tak bardzo pochłonęło? Owa prezentacja, ma się rozumieć. Wrzucanie zdjęć na bloga z opisem, wydawało mi się w dniu dzisiejszym banalne, a poza tym,opcja dodawania zdjęć nie działa, więc postanowiłam uwiecznić wspomnienia za pomocą Office, i programu Power Point. Jako, że przywiązuję uwagę do każdego detalu, i wszystko musi być tak, jak chcę, to wciągnęłam się w tworzenie w całych swoich 100%. Koniec, oczywiście nie jest taki, jakbym chciała, ale niestety, nic nie poradzę na złośliwość rzeczy martwych. Chlip…, chociaż bardzo ubolewam.

Wracając do meritum. Zapraszam do obejrzenia mojej „krótkiej” prezentacji, która opisuje „wypad” na Babią Górę – wspomnienia, dla mnie tym bardziej ważne, bo tylko w górach odpoczywam najlepiej, to je uwielbiam ponad wszystko. Rozsiądźcie się wygodnie, włączcie głośniki, i przygotujcie na troszkę czytania. Jest to o tyle ważne, bo tak! Tylko nie przelatywać mi wzrokiem. Weźcie pod uwagę, jak bardzo się poświęciłam, i naklęłam przy tym wszystkim;) Popcorn mile widziany.




Uczestnikami wycieczki byli, moi miastowi kumple, z którymi spędzam każdy wolny czas, o odpowiedniej porze roku, takie wspólne pasje, wesołej kompanijki… Tymczasem, udaję się spać. Wykończona, zmarnowana, obolała, zakatarzona, ale szczęśliwa, że się udało to wrzucić – jednak nigdy więcej już, zdecydowanie wolę zdjęcia!

Zieeeewwww!

8 komentarzy:

  1. Cudne :)
    Wprawdzie nie przy Popcornie, ale przy śniadanku, obejrzałam z zainteresowaniem i podziwem.
    Pracy przy tym z pewnością bardzo dużo było, jednak warto tworzyć takie piękne rzeczy.
    Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę szybkiego pozbycia się choróbska.
    Dobrego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo mi się podobało włożyłaś filmik dużo pracy-szacuneczek L>A>

    OdpowiedzUsuń
  3. Normalnie, takie napięcie zbudowałaś, że człowiek pyta sam siebie: co będzie dalej?, jak to się skończy? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamierzenie trafione ;) Ja nie powiedziałam, że po raz pierwszy w życiu, miałam lęk przestrzenny, właśnie przy wchodzeniu na Babią. Jest tam taki moment, w którym trzeba wychodzić po drabinie, a ona sama nie jest zabezpieczona. Coś pójdzie nie tak, lecisz w przepaść. Podołałam jednak, i było warto, za to, co zobaczyłam na górze. Tarczyca też nie chciała ze mną współpracować, i na takiej wysokości walczyłam z oddechem, bo mnie franca dusiła, no i różnica ciśnień spowodowała, że pół drogi powrotnej spędziłam z krwotokiem z nosa, ale i tak było warto!

    Aldi,oj tak, nawet sobie nie wyobrażasz, ile razy przy tym filmiku mnie szlag trafił ;)

    Pani Lidio, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Salanee rewelacja, śliczny film. Niepotrzebne czasem sa nerwy, ale ja wiem jak to jest, czasem jak sie nie wkurzysz to ni nic robota na przód iść nie chce.

    Zdrówka życzę!!.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajnie zrobione :) Wycieczka na pewno przyniosła wam wiele wrażeń :) Oj to widzę Salanee że mamy rzecz wspólną - lęk w górach ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pogratulować. Filiku, pracy, zapomnienia o butach i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O Kurcze....
    Rociński ma racje - napięcie rosło... a jak napisałaś, że zapomniałaś butów i zobaczyłam Cię w samych sandałach.... LOL - pomyślałam: ona w tych sandałach pójdzie! - zdaje mi się, że kto jak kto, ale ty nie odpuściłabyś wyprawy i była do tego zdolna :D

    OdpowiedzUsuń