wtorek, 9 marca 2010

Kiedyś, myślałam sobie, że nie potrzebuję dodatkowych portali, miałam swoje przyzwyczajenia, i wydawało mi się, że nowe w niczym mnie nie uszczęśliwią. Wtedy, dostałam linka do portalu nasza-klasa.pl Było to tak dawno, że nawet nie pamiętam, kiedy;) Na początku NK, nie wciągnęła mnie, aż tak bardzo. Jej powolne działanie, zawieszanie serwerów, sprawiały, że nie miałam chęci tam wchodzić, bo każdorazowo kończyło się to traceniem cierpliwości. Przez jakiś czas, zapomniałam o portalu, aż w pracy znajomy mi powiedział, ilu to już osób, ma u siebie dodanych. Postanowiłam, sprawdzić, i dać szansę NK jeszcze raz, ciekawość ma, nie znała granic. Problem pojawił się do razu po wejściu, bo oczywiście nie pamiętałam hasła, i sporo się musiałam natrudzić, aby je sobie przypomnieć. Po wielu mozolnych próbach, moim oczom ukazała się strona główna portalu, i faktycznie, w skrzynce odbiorczej było dużo zaproszeń. Różnorakich, czasami kogoś znałam tylko z widzenia, a mnie „dopadł”. Życie zaczęło toczyć się wokół pracy, i naszej–klasy. Po czasie, portal się rozwinął, doszło parę funkcji, niemniej jednak ludzie nie do końca zrozumieli założenia, i wszystko, co było nowe, wiązało się z ogólnym sprzeciwem, i buntem. Pomyślałam wtedy, że portal miast być profesjonalny jest dziecinny, że większość tych „znanych” mi ludzi, jest ograniczona w świecie, w którym najważniejsze jest gadu, i gry online. Gdzieżby chciało im się przeczytać, do czego miał służyć Śledzik. Zaczęłam bywać tam coraz mniej, jednak lubiłam sobie, w ramach odpoczynku psychicznego, czasami zaglądnąć na profile innych, przejrzeć zdjęcia, dać komentarz. Wpisała się NK, w procedurę odchamiania Salanee. Do czasu… Nie pamiętam, w jakich okolicznościach, ale na pewno były one ważne, któregoś pięknego, słonecznego poranka, albo mniej słonecznego popołudnia lub nawet, ciemnej nocy, dostałam adres Facebooka. Zarejestrowałam się, ale tyle nowości, które tam zobaczyłam, zniechęciły mnie do wdrażania, poza tym, mała liczba znajomych, tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie warto inwestować w nowy nałóg. Zapomniałam o Facebooku na czas jakiś, przypominały mi o jego istnieniu maile z informacjami, że ktoś nowy doszedł, że dodał mnie do listy. Najpierw, te maile wyrzucałam do śmieci, z ogólnym bluźnierstwem na ustach, ale potem sobie pomyślałam, a co mi tam – zaglądnę raz jeszcze…, jaka ja byłam głupia, gdybym wiedziała, jakie czekają mnie konsekwencje, nigdy bym tego linka nie otworzyła, nigdy bym, nie dała się skusić! Za późno, teraz już nic nie mogę zrobić, teraz już jestem stracona, i właściwie zastanawiam się, czy jest sens nadal przebywać w sieci, bo, jak tak dalej będzie, to źle skończę! Kto jest winowajcą? Facebook, oczywiście! Co zrobił? Zapętlił mnie tak, że nie wiem, gdzie żyję! Czym się przyczynił? Ha, jest, o czym pisać,… Kiedy się już zalogowałam, i rozkminiłam, o co w nim chodzi, zaczęłam śnupać, jak to na mnie przystało. Dostałam zaproszenia do różnorakich gier, jedną z nich była, FarmVille, zaczęła się wczytywać…, pojawiła się informacja, o przeniesieniu się z miasta na wieś, i możliwości uprawiania roli. Po chwili wyskoczył ekran, w którym to mogłam podzielić się z innymi o tym fakcie, i wypis ten pojawił się na ogólnej stronie fb. Jako, że lubię wszelakie gry typu DinerDash, etc, farmville mi się spodobała. Zasadziłam parę roślinek, i dostałam informację, że wśród moich sąsiadów, mogę umieścić użytkowników fb, których mam u siebie na liście. Kolejne okienko, to prezenty związane z tematyką gry, które mogę wysłać swoim znajomym, aby zachęcić ich do grania. Gra ma ograniczenia, bo prezenty mogę wysyłać, tylko przez czas jakiś, np. raz dziennie, ale to powoduje, że gra się rozwija, a człowiek pochłania się jeszcze bardziej. Kiedy zdobywam jakąś nagrodę, coś mi wyrośnie, coś znajdę, mogę się podzielić tą wiadomością z innymi, umieszczając wieści na stronie głównej. Żeby coś urosło, trzeba czekać, bo po zebraniu plonów, wpadają pieniążki, za które można kupować nowe rzeczy, i rozwijać poziom doświadczenia. Moim celem, to zawodowym farmerem być, a raczej farmerką. Gra mnie zniewoliła, sprawiła, że zasypiając, widzę jak mi ryż rośnie, jak krowa daje mleko, jak, jak, jak...Wystarczyło kilka dni, żeby osiągnąć maksymalne zainteresowanie, i brnąć dalej. Kto mi się tym zajmie, jak wyląduje w szpitalu? Bez farmerowania, nie przeżyję! A nasza-klasa? Hmm, praktycznie mnie tam nie ma, zaglądam z przyzwyczajenia, jakoś myszka sama klika, dlatego, za czas jakiś, usunę swoje konto,to na facebooku znalazłam swój dom..., którego się co prawda jeszcze nie dorobiłam, ale lepiej się go dorobić późno, niż nie dorobić wcale;)



Tymczasem, moja farma, wygląda sobie tak. Gram od dni kilku, zaznaczam :)

Dajcie skusić się i Wy, znajcie jednak konsekwencje!

7 komentarzy:

  1. O żesz, ja też w to gram :) Właśnie mam zbiorek kapusty :) Ciekawe jak Cię znaleźć na Facebook :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to popatrz, jaki ten świat mały. Wpisz w wyszukiwarce fb, mój mail: agnieszkapap@gmail.com, a wskaże ci mnie. Zdjęcie takie samo, jak na blogu, więc problemów mieć nie powinnaś. Jak będą jakieś przeszkody, odezwij się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszka nie mam pojęcia co to facebook. Ale chyba jutro porozmawiam z Tobą na gadu gadu i, kto wie, moze się zapiszę. Cos mnie to kusi, choć jeszcze nie za bardzo znane.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Farma bardzo zle wplywa na psychike...

    OdpowiedzUsuń
  5. Iva, fb, w polskiej wersji językowej jest od 2008 roku, a ogólnie, powstał w 2004 roku. Jest to tak samo portal społecznościowy :) Faktem jest, że nie jest rozpowszechniany, ale wzięcie ma, szczególnie w ostatnim czasie. Dużo rzeczy dzieje się po angielsku, ale nie jest to nic trudnego.

    JF, no coś ty..., uzależnienie jest straszne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. od wczoraj też gram w jakąś farmę ale nie tą... - dziecinna grafika co prawda nieco wkurza, ale zasady mniej więcej podobne....a trafiłam zupełnie przypadkiem...

    OdpowiedzUsuń