Kolejny dzień mija. Znowu poniedziałek, znowu muszę napisać, że go nie lubię. Początek tygodnia, wszędzie pełno ludzi. Wybrałam się dzisiaj do dentysty, chociaż przyszło mi to z wielkim trudem, nie lubię tych lekarzy, chociaż oni sami mi nic nie zawinili, tylko ten ich fach... Ząb niestety, nie pyta się mnie, czy może, tylko boli, nie przejmując się, że ja już za dużo tego bólu miałam w sobie, i chciałabym w końcu odpocząć. Z nim jednak nie ma lekko, i w środę zostaje skazany na wyleczenie, moim kosztem oczywiście, on w nosie będzie miał, że ja ze strachu dostanę skrętu żołądka, a moje nogi wprowadzą mnie w stan drgań, i nie będę mogła tego powstrzymać. Gotowam uciec z fotela dentystycznego, ciężko znieść mi ból związany z borowaniem, no, ale spróbuję, i może okażę się dzielną pacjentką, a w nagrodę dostanę od lekarza jakąś nalepkę, czy cóś, hihi;) Materialistka, gadżeciara…;) Dobra, dobra, dementuję, wcale takową osobą nie jestem, gdyby ktoś chciał powiedzieć inaczej.
Amelka króluje nadal. Dzisiaj wygrzebałyśmy plastelinę, Misio stworzył swoje pierwsze dzieło, bliżej mi nieokreślone wzorki na kartce papieru…, taki nieład artystyczny, zupełnie, jak ciotki włosy;) Pominę fakt, że narzuta na łóżko została udekorowana także, a konsekwencje tego czynu ponoszę ja, bo pozwoliłam na taki stan rzeczy. Miękkie serce mam, i chociaż mała daje się we znaki, i jest łobuz, to nie umiem jej powiedzieć, nie! Okres odstawienny, a do tego choroba powoduje, że dziecko chyba ma prawo być niedobre. Może czuje się odrzucona, bo automatycznie zmienia zachowanie, kiedy okazuje się jej ciut zainteresowania, i zajmuje się nią. Wtedy na jej ustach pojawia się ten piękny uśmiech, który sprawia, że wszystkie kłopoty znikają, chociaż na chwilkę. Obraża się nadal o byle, co, ale to też jest jedyne w swoim rodzaju, bo zarzuca wtedy tak fajnie głową, i zakłada rączki na siebie, co sprawia, że nie mogę się nie uśmiechnąć, a mój uśmiech wywołuje uśmiech u niej, taki łańcuch dobroci wtedy wychodzi. Jeżeli ktoś chce dostać uśmiech, niech bierze, uśmiechy mają to do siebie, że nie znikają.. Leć uśmiechu, przynieś radość tym, którzy jej potrzebują… Bądź też magiczny, i wróć do mnie, jeszcze bardziej uśmiechnięty, mnie też potrzebny jesteś, żebym czasami mogła za twoją pomocą znosić to, czego w jakiś sposób pojąć nie mogę.
Czytając wczorajsze komentarze pod moim wpisem, chciałam tylko dodać, do wpisu, Wolfa, że to, co nie potrafimy nazywać, a co nas łączy, nazywa się PRZYJAŹNIĄ. Taką prawdziwą, choć nienamacalną. Być przyjacielem na dobre i złe, to największa wartość, najbardziej ją cenię, i będę pielęgnować. Niekoniecznie trzeba znać się osobiście, żeby sprawić, że się jest ważnym dla kogoś w życiu. Ja w końcu poczułam, że coś znaczę na tym świecie, i W., to sprawił. Nie miejsce tu na licytację, kto komu bardziej wdzięczny być powinien, oboje pomogliśmy sobie, chociaż ja ubolewam, że nie mogę zrobić więcej. Prawdziwi przyjaciele są z nami na złe, a później na dobre. Przy prawdziwych przyjaciołach można milczeć nawet godzinę, i nie czuć skrępowania, można powiedzieć wszystko, i nie przejmować się, co dana osoba sobie o nas pomyśli. Z W., tak mam, mogę powiedzieć mu o wszystkim, i będzie to dla mnie naturalne.
Bolesław Prus, ujął to najlepiej: „Prawdziwy przyjaciel jest zwierciadłem, w którym odbija się dusza nasza. On jest otwartą księgą naszych myśli, czynów i upodobań, podczas gdy inni, obojętni ludzie są księgami w grubą skórę oprawnymi i zamkniętymi na kłódki.”
Realni znajomi są dla mnie drugim - ważnym światem, i oni doskonale wiedzieć o tym powinni. Jeżeli zapominają, że dla mnie każdy ma wartość, to jest mi przykro, bo wychodzi na to, że tak naprawdę mnie nie znają, a szufladkują, nie doszukując się przyczyny. Nie odrzucam nikogo, - nigdy w życiu. Wiem, że mam, do kogo zwrócić się o pomoc, jednak czuję, że życie za bardzo gna do przodu, i nie narzucam się. Jeżeli ktoś postanowi nie kolegować się ze mną, bo poczuł się urażony, to nic na to nie poradzę, nie mam takiej mocy sprawczej, żeby to zmienić. Ja nie zrobiłam nic złego, ja chcę tylko być szczęśliwa, i cieszyć się tym, co przynosi mi każdy dzień, nie chcę wiecznie być o coś posądzana. Chcę spokoju, chcę zwalczyć chorobę, chcę w końcu wsiąść na rower. Chcę być normalna, a nie zastanawiać się wiecznie, dlaczego, co sprawiło, że sprawiło, i dlaczego zawsze odbija się to na mnie. Nie chcę myśleć, za dużo mam tego w życiu.
Więc,: „Chodźmy tam, gdzie świeci słońce, gdzie rozbrzmiewa serc muzyka.Chodźmy tam, gdzie nie ma końca, tam gdzie zło, i zawiść znika, zawiść znika...”
poniedziałek, 29 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wizyta u dentysty nie należy do przyjemnych. Bo oprócz stresu, bólu, boli jeszcze kieszeń :-) Mam na mysli wizyty prywatne!
OdpowiedzUsuńAle tak poważnie no nic przyjemnego, ja też nie lubie borowania a jeszcze bardziej wyrywania. Czasm sie zastanawiam gdzie predzej bym poszła do ginekologa, czy do dentysty. I tu i to mi ciężko dojść zawsze.
Przyjaźń - wspaniała rzecz. I prawdą jest to, co napisałaś. Nic na siłę.
OdpowiedzUsuńLudzi zjednuje się czynami, sercem, osobowością, nigdy na siłę.
I z całą pewnością będą przy Tobie osoby, które podobnie myślą, podobnie postrzegają świat, rzeczywistość...
Będą też ci, którzy integrują się z Tobą, z Twoim cierpieniem.... ono bardzo łączy ludzi...
Serdecznie pozdrawiam w radości, szczęściu, otwartym sercu na drugiego człowieka i w przekonaniu, że warto żyć, cieszyć się chwilą,każdym dniem....
Przytulam cieplutko.
Ja Ci ucieknę z fotela;)!Ino spróbuj;)!A z plasteliny to był przecież bałwanek;).Co do Znajomych to pozwolę sobie napisać swoją opinię.Przecież to żaden problem wysłać sms,lub zadzwonić skoro nie masz ochoty wychodzić z domku,a poza tym z tymi pleckami ciężko gdzieś się "włóczyć".Mam nadzieję,że Nikt się nie obrazi za to co napisałem,ale takie jest moje zdanie.I tak jak już napisała Agnieszka -Ona ceni Wszystkich ludzi(i jestem pewien,że tak jest)i na pewno nie zrywa od tak sobie żadnych znajomości.Pozdrawiam Wszystkich czytających tego bloga:).
OdpowiedzUsuńUuu, dentyści... Dawno nie byłam, może powinnam się wybrać, chociaż w sumie nic się nie dzieje...
OdpowiedzUsuńCo do ludzi, nie warto się tym wszystkim przejmować, chociaż wiem że boli i to nieraz bardzo. Ale skoro tak się zachowują, to nieraz więcej warci są ci "wirtualni". Pozdrawiam :)
Zimbabwe, ja też długi okres czasu myślałam, że nic się nie dzieje, a widzisz, jak skończyłam, nie bierz ze mnie przykładu, szoruj do dentysty. Dwa razy do roku, trzeba się kontrolować;)
OdpowiedzUsuńwolf, ale przecież, czy ja coś mówię?;)Udaj, że nie widzisz,tego, co napisałam, buehehehe, postaram się nie uciec, w sumie, jak mnie baba przyszpili, to się nie wywinę, bo teraz nie jestem taka gibka, jak kiedyś, a ona trochę szeroka jest, to może być ciężko. Najgorzej, kiedy usłyszę, odgłos wiertła...,wtedy może pozostać po mnie siwy dym, niczym struś pędziwiatr, MYK MYK, MYK...;)
Aldi, dokładnie tak, przyjaźń jest największym skarbem, jaki może spotkać człowieka:)
Iva, niestety leczę się na kasę chorych, za dużo kasy biorą prywatni...
Te mądralińska;).Przecież wiesz,że wchodzę tutaj po kilkanaście razy dziennie,więc nie mogę udać,że nie widzę;).Co do Pani stomatolog to ja już Cię dopilnuje.Zaraz mi przypomnisz na którą masz ,bo z moja sklerozą to chyba na 8(choć mogę się mylić;)),ale bez obaw ząbek będzie wyleczony;).A teraz wygonie Cie pod prysznic i na zmianę opatrunku;).
OdpowiedzUsuń:P, nie znasz litości, cwaniaczku :)
OdpowiedzUsuńPrzytnę Ci ten jęzor Śmieszku;).
OdpowiedzUsuńCicho, rotfl!
OdpowiedzUsuń