niedziela, 28 marca 2010

Miałam dziś nic nie pisać, albo miałam napisać, tylko, że miało to nie być dzisiaj? Sama nie wiem. Dzień zaczął się, jak zwykle, bardzo przyjemnie. W nałóg wpadło mi wstawanie z uśmiechem na twarzy. Lubię taki stan. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Przyczyn jest dużo, i ja nie chcę, aby się skończyły. Prawie zapomniałam przez to o swojej chorobie, nie martwię się, ba, nawet w ogóle o niej nie myślę, chociaż czasami daje się we znaki porządnie. Czuję się tak, jakbym była zdrowa, jakby na plecach wcale nie było ran, i zapaleń. Zawdzięczam to wiadomo, komu, jest to tak oczywiste, że nawet nie muszę o tym głośno "mówić", bo kto czyta uważnie, ten będzie wiedział. W., ( bo się tak już przyzwyczaiłam), ty wiesz, że poznanie Ciebie jest czymś najlepszym, co mnie spotkało w moim dotychczasowym życiu? Chyba, żaden realny znajomy, nie sprawił mi tyle dobrego, co Ty, każdy zanurzył się w swoich sprawach, i jakby zapomniał o Salanee. Niby zamieniali ze mną kilka słów, ale było to takie jakieś nienaturalne. Nie wiem, dlaczego, a może mi się wydaje? Ty, pomimo tego, co tam życie Ci zaproponowało, myślisz o innych, nie o sobie. Dla mnie to bardzo miłe jest, i jak zwykle nie wiem, jak się odwdzięczę, za to wygrzebywanie mnie z dna, które osiągam, mając takie, a nie inne przyzwyczajenia. W ogóle, nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam. Blog zaczyna robić się bardzo osobisty, ale chcę, żeby taki był. Taki prawdziwy, taki mój. Nie lubię pisać o byle, czym, lubię myśleć nad życiem(o dziwo), lubię pisać o ważnych w moim życiu osobach. Daje mi to upust, daje mi to czystą przyjemność. Kiedyś, samotna, teraz już tak nie czuję. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: wiem, że mam przyjaciół, dzięki którym zapominam, dzięki którym bolą mnie policzki od śmiechu, dzięki którym zmieniam się, chociaż jest to powolna procedura, i na pewno wymagająca cierpliwości. I wcale nie jest tak, że mi drugim uchem wypada:P Ja jestem po prostu specyficzna:)
Niedzielne popołudnie. Dom pusty. Poza Sonią, i Amelią. Tak, znowu wpadło to w codzienny rytuał, i mała jest u nas. Przechodzi swój bunt, i powoli staje się nie do zniesienia. Na porządku dziennym są słowa: „nie mów do Amelki krupeczko”, „nie mów Amelce, co ma Amelka mówić”, „nie nalewaj Amelce zupy”, „nie dotykaj Amelki”, „nie mów Amelce tak”, „Amelka nie będzie jadła, bo ogląda”, ”nie ciem tego jeść”, „nie lubim tego”, „Sionia, nie wąchaj Amelki tak”… Jak widać, wszystko jest na nie! Czasami kończy się moja cierpliwość do niej, ale wtedy wpada mi drugim uchem…, ona ma dopiero 2 latka, jest malutka, niewinna, chcąca, aby ktoś się nią zajął… No i ja, jako dobra ciotka, dźwigam ją, podrzucam, robię zjeżdżalnię, a potem cierpię, bo nie powinnam, bo dla moich pleców to jest zabójstwo, ale w tym wypadku to małe dziecko jest dla mnie ważniejsze, bo chcę jej zapewnić, chociaż trochę rozrywki, chociaż trochę zainteresowania, pokazać jej, że kocham ją nad swoje marne życie…, chociaż wiem, że ona to doskonale czuje, bo do nikogo nie tuli się tak, jak do mnie. Teraz dała mi czas, bo usnęła na moich kolanach…, ze zmęczenia, z samotności, z choroby. I tak patrzę na nią, a ona wygląda tak niewinnie, śpi tak spokojnie…Niech się wyśpi za ciocię, bo ciocia znowu dzisiaj długo posiedzi, ale nie posiedzi sama, i to jest najważniejsze…


12 komentarzy:

  1. Mimo,że uważam się za wygadanego to teraz brakuje mi literek;).Agnieszko po prostu sprawia mi to masę radości,że mogę sprawić,że Twój pysio się uśmiecha(choć i tak zawsze jesteś uśmiechnięta:)).A i ja dzięki Tobie śmieję się częściej i nie tak jak zwykle,półgębkiem;).A teraz z innej beczki;).Wiem,że Kochasz ponad życie tego małego szkraba(Amelkę),ale naprawdę to dźwiganie i inne wygłupy trzeba ograniczyć,mimo że czasem to bardzo trudne,ale musisz:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Literek,to zabrakło teraz mnie...:)
    Dlatego napiszę tak:
    "Nie potrafisz żyć bez człowieka, który Cię lubi, dla którego jesteś wart wielu zachodów, który dzieli z Tobą radość i ból. Bez człowieka, któremu możesz zaufać; człowieka, który się o Ciebie troszczy, człowieka, u którego jesteś zawsze serdecznie witany."...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z dna można wyjść... Z dosłownie każdego. I mówi to osoba, która wie to z praktyki! Trzymaj się Salanee. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zimbabwe, pewnie, że można, i ja nigdy w to nie zwątpię:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak wspaniale jest żyć, mając świadomość, że można kochać drugiego człowieka.
    U Ciebie dominuje Amelka i W.
    Amelkę bardzo polubiłam i życzę Tobie i Tej maleńkiej istocte wszystkiego co najlepsze, najpiękniejsze.
    W poznaję poprzez Twoje posty i wierzę, że człowiek ten wart jest Twojej Miłości, i że także obdarza Cie tym uczuciem, które jest największe, najpiękniejsze, jedyne...
    Bardzo serdecznie pozdrawiam i przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aldi, czasami fajnie jest nadawać na tych samych falach :) Znaleźć nić porozumienia w czasach, kiedy o nie tak trudno... Ja od życia nie oczekuję wiele, cieszą mnie małe rzeczy, które tworzą pewną całość...

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj AGNIESZKO!POZDRAWIAM CIĘ GORĄCO,fajnie ,że masz kogoś na kogo możesz liczyć z kim kontakt daje Ci wiele radości,ale nie myśl że znajomi odsunęli się od Ciebie,a może to ty odsunęłaś się od nich i żyjesz w swoim nowym ŚWIECIE?pomyśl -życzymy CI powrotu do zdrowia ,pociechy z AMELUSI i dalszej wspaniałej przyjażni z W.Lidia i Karol

    OdpowiedzUsuń
  8. To może i ja dziś coś napiszę;).Nawiążę do wpisu Aldi.Z Agnieszką łączy mnie coś co trudno nazwać.Ona mówi,że nadajemy na tych samych falach i to jest prawda,bo i odbiór jest doskonały.Po prostu rozumiemy się bez słów i przebywanie ze sobą(chodź na odległość)daje Nam(mi)masę radości i chęci do życia.Poza tym była przy mnie w trudnych dla mnie chwilach(Ona-jedyna).Więc mam cholerny dług wobec Niej:).Na koniec dodam,że zaraża optymizmem,uśmiechem i mimo swej choroby jest bardzo dzielna i jest cudowną Kobietką:).

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Lidio, żyję własnym życiem, nie czyimś, robię to, w czym jest mi dobrze. Nie odsunęłam się od nikogo, każdy sam decyduje, czy chce mieć ze mną coś wspólnego, czy też nie. Ja za nikogo zadecydować nie mogę, bo nie mam takiego prawa. Poza tym, moja choroba nie pozwala mi ruszać się z domu, a mnie samą do barów nie ciągnie. Mój dom, to szpital, więc ciężko jest mi utrzymywać kontakt jeżeli do mnie się nie przyjdzie, tudzież nie da znaku. Ja wiem, że każdy ma swoje życie, więc nie wtryniam się w nie, nie myślę, że ktokolwiek się ode mnie odsunął, ja po prostu rozumiem, że się ma czasami ważniejsze priorytety, i do nikogo o to nie mam pretensji...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mogę powstrzymać się przed napisaniem kolejnego komentarza.
    W dobie pędzącego świata, gdzie niekiedy wydaje się,że wszystko jest postawione na głowie, gdzie często nie ma czasu na miłość i tak trudno niekiedy o niej mówić...
    A tu czytam tak piękne i ciepłe słowa Agnieszki i Wolfa :)
    Takie wyznania dodają sił, napawają optymizmem i nadzieją.
    Życzę Wam pełnego spełnienia, radości płynącej z faktu bliskiej obecności.
    Cieszy mnie fakt, że są na świecie prawdziwie szczęśliwi ludzie - ja także się do nich zaliczam :)
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepraszam Agnieszko jeżeli CIĘ uraziłam ,ale ja odniosłam się do wpisu ,który zamieścilaś w niedzelę-czytam to co piszesz i cieszę się twoim szczęściem,doskonale Cię rozumię (wcale tu nie chodzi o spotkania w barze,bo ja też do baru nie chodzę)i ja nie mam do ciebie pretensji -PRZEPRASZAM!

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani Lidio, nic się nie stało, ja po prostu myślałam, że się znowu za plecami o mnie rozmawia, i ma jakieś pretensje. Pani dobrze wie, że ja panią lubię, i bardzo szanuję. Przepraszam i ja, jeżeli przez mój wpis, pani w jakiś sposób poczuła się nieswojo, nie było to moim zamiarem.
    :)

    OdpowiedzUsuń