poniedziałek, 1 marca 2010

Wirusy, dominują. Dopadły i mnie, sprawiając, że nic się nie chce, gorączka uniemożliwia normalne myślenie, a każdy ruch gałek ocznych, sprawia ból. Wystarczył łyk świeżego, poszpitalnego powietrza, a załapałam zarazę, o której wcześniej mówiłam, że mnie na pewno nie dopadnie. Z ciekawości, zobaczyłam ostatni wypis ze szpitala. No tak, jak mam mieć odporność, skoro białe krwinki nie przekroczyły magicznej liczby 3. Bywa. Zaraza do zarazy ciągnie, więc czego ja się spodziewałam. Mikroby, łączmy się w siłę. Ktoś chce coś mi jeszcze ofiarować? Jakiś koklusz, albo cholerę?;)

Byłam dziś w ZUS-ie, na komisji, w sprawie przyznania mi zasiłku rehabilitacyjnego. Jeżeli miałabym się wypowiedzieć na temat przebiegu badania, to szkoda słów, orzecznik w ogóle nie zorientowany, jakby w ogóle moich dokumentów nie czytał, a przecież mieli dwa miesiące czasu na zapoznanie się z całą historią choroby. Można powiedzieć, że był miły, ale, jako, że z założenia ich nie lubię, to nie dałam się zwieść tym podstępnym uśmieszkom. Gorączka mi pomogła, bo jak się człowiek podle czuje, to nawet uśmiechać mu się nie chce. Wszystko skończyło się dla mnie dobrze. Zasiłek mam na trzy miesiące… Pomijam fakt, że 182 dni chorowania, skończyły się w styczniu, a zasiłek został wydany wstecz, więc mam przed sobą miesiąc, aby wyzdrowieć. Na wychodne, pan orzecznik powiedział, że bardzo współczuje tej choroby, że jest ciężka do wyleczenia, że potrzeba dużo cierpliwości, i umiejętności znoszenia bólu, że muszę uważać na przeszczep, bo bardzo łatwo jest o odrzut, po czasie. Życzył też powodzenia, i wytrwałości. Byłam bardzo zaskoczona jego postawą, naprawdę. Wiele razy na komisji stawałam, ale z takim czymś się nie spotkałam. Miał też rację, co do tej wytrwałości, i wszystkiego innego. Daję radę, ale nie osiągnęłabym jednak tego sama. Mam, na kim polegać, mam wsparcie, a takie dopingowanie na odległość, daje mi motywację do dalszej walki, chociaż wiele razy wkrada się zwątpienie, zapewne to coś normalnego, i każdy tak ma. Niemniej jednak, wiem, że nie jestem sama, po prosu to wiem. Jak tej osobie często ręce opadają, tak i mnie brakuje słów, aby wyrazić swoją wdzięczność, w kierunku Muchomorów, pajęczaków, i ssaków, mogłabym im trochę, powazelinować – owszem, ale tego nie zrobię, bo w/w obywatele na pewno to już wiedzą, a i wazeliniarstwa pewnie nie lubią? Ale niech czuwają nad Papinkiem nadal, tak dla spokojności ogółu…

Jutro kontrola u chirurga. Na wczorajszej zmianie opatrunku dowiedziałam się tyle, że kolejny naciek się robi, ale musimy czekać, co się z tego wyklaruje. Ja wiem jedno, nie śpię przez to badziewie już drugą noc!

Pozostając w klimacie muzyki etnicznej, odsyłam Was do Indiańskich Snów, a ja sama idę pogadać z Wolfensteinem, bo strasznie mi działa na nerw...


10 komentarzy:

  1. Mam naście latek,naście i ciut,sięgam głową ponad stół;).Mam śliniaczek z muchomorkiem do szpitala chodzę z tasią;).Umiem pantofelki zmieniać,rączki(czasem;))myję do jedzenia;).Ładnie żegnam się i witam i kiwam głową kiedy gra muzyka;).Umiem wierszyk o koteczku,o tchórzliwym koziołeczku i o piesku,co był w polu.Nauczyłam się jakiś czas temu w przedszkolu;).

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak organizm osłabiony łapie wszelkie zarazki. Mam nadzieję, że ta grypa ci szybko przejdzie.

    Wracaj do zdrowia.
    Pa!

    OdpowiedzUsuń
  3. witaj w klubie zdechlaków:) ja dostałam dziś tygodniowy karcer:/

    Szybkiego powrotu do zdrowia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Się pochorowaliśmy wszyscy :)
    Wyzdrowiejemy !

    OdpowiedzUsuń
  5. No to dołączam się do kolekcji ;) Jeśli chcesz posłuchać czegoś egzotycznego to polecam: www.heeso.fm. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A to wszystko zaczął kto? no kto? - JA....
    ale już mi przeszło...

    Zdrówka Aga :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kala, bo ty nas po prostu wszystkie pozarażałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  8. A,bo Wy kobiety takie kruche istotki;).Można ,by iść za przykładem wieszcza i rzec "Kobieto puchu marny".;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ALE się porobiło-byle do wiosny,uszy do góry i się trzymaj!:)LiK

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy trzeba, to kruche, ale potrafimy też i zagrzmieć, wtedy żadna choroba nam nie straszna ;)

    A wieszcz wiedział, co pisze, dlatego trza na nas dmuchać, i chuchać, i absolutnie nie krzyczeć bez względu na to, czy my jesteśmy winne, czy nie. Taki przywilej bycia kobietą ;)

    OdpowiedzUsuń