poniedziałek, 24 maja 2010

Dawno nie pisałam, fakt. Nie jest to żadna nowość, wielokrotnie powtarzałam, że nie mam weny, i nawet chęci do tego. Jakoś tak wyszło. Każdy mój blog miał ten sam koniec, powolutku zapominałam o jego istnieniu, nie czułam potrzeby bycia w nim, integrowania się. I o ile, tamte blogi było mi łatwiej kasować, tak z tym miałabym problem, wszak zostawiłam tu trochę swojego życia, i jakby nie było, wiele mu zawdzięczam, chociaż czasami sprawił, że ludzie obrazili się na mnie za to, co tu napisałam, za moje przemyślenia, za mój gorszy moment życia. Co robi choroba z psychiką człowieka, to sobie nawet nie wyobrażacie. Milion myśli dostaje się do głowy, i najgorsze, że żadna myśl nie jest pozytywna. Człowiek przelewa w ten świat to, co czuje, a potem obrywa..., no ale to zamierzchłe czasy, i nie mam wpływu na to, co się wydarzyło.

Teraźniejszość, znowu przynosi mi dużo bólu. Fizycznego, - dodam. Coraz ciężej mi z nim walczyć, coraz mniej sił mam na to, aby po raz kolejny postawić się temu, co mnie atakuje, i zjada od środka. Brak snu, nadal występuje. Ból nie daje mi zasnąć tak, jakbym chciała, w cieple, przytulona do kołderki, na swoim ulubionym brzuszku tak, jak lubię... Zasypiam ze zmęczenia, i budzę się, kiedy podczas snu, próbuję ułożyć się w innej pozycji, niźli na prawym boku, ale bezskutecznie. Każdorazowe naprężenie pleców, daje taki ból, jakby ktoś przekłuwał mnie nożem, i dźgał, co chwilkę, po moich wnętrznościach. Straszne to jest, i właściwie nie da się tego opisać. Każda noc, związana jest z płaczem, bo takiego bólu nie jestem w stanie znieść. Autoszczepionka przede mną, ale czy przyniesie skutek? Im dłużej żyję z jej świadomością, tym ciężej mi uwierzyć, w jej powodzenie, przez wszystkie pobyty w szpitalu, zaaplikowali mi miliony antybiotyków, bardzo mocnych, wszystko bez skutku. Teraz, zanim podadzą autoszczepionkę, będę znowu dostawiać antybiotyki, i ciekawa jestem, czy teraz coś zadziała..., bo niby, co może się zmienić od tamtych razów, teraz te bakterie mają ze mnie pożywkę, bo nikt im nie przeszkadza, i namnażają się we mnie, i ja to czuję, w każdej postaci. Pieprzone beztlenowce! I słaba jakaś taka jestem, i męczy mnie to strasznie...

Jeszcze ta pogoda mnie dobija. Kiedy pada, - źle, kiedy pogoda obdarowuje mnie słoneczkiem, też nie wychodzi mi to na korzyść. Dlaczego? Zżera mnie tęsknota, tęsknota do gór, do wyjścia na szlak, do pobycia wśród natury, i to takiej, którą uwielbiam najbardziej. Tam wypoczywałam najlepiej, tam regenerowałam się, i zbierałam swoje siły, tam byłam ponad sobą, problemy przestawały mieć znaczenie, byłam tylko ja, i one, a teraz..., teraz mogę tylko popatrzeć na nie z okna, bo nie będzie mi dane zasmakować szlaków górskich... winowajcą - plecy! Góry dopełnia rower, ta forma aktywnego wypoczynku, dawała mi pozytywne zmęczenie. Przejazdy przez lasy, nierówności, i podróż w nieznane, dawała mi dziką satysfakcję, a ryzyko, które czasami musieliśmy ponieść, powodowało podniesienie adrenaliny do granic możliwości,(np. zjazd z góry, prędkość ok 65 km/h) Czułam tylko syk powietrza, kierownicę trzymałam mocno, wiedziałam, z czym wiąże się wpadnięcie w lekką nierówność, pupa nie siedziała na siodełku, tylko wystawała poza nim, najlepsza sylwetka do poprawnego zjazdu, ręce zgięte w łokciach, pracowały do granic możliwości..., i to, co doświadczyłam podczas tego zjazdu, jest tylko moje. I tak cholernie mi brakuje mojego rowerka, i tak bardzo chciałabym znów wsiąść na niego, i dać się ponieść w nieznane..., a tu się nie da, nie można. Zakichane plecy!





...,chlip.

Jestem zmęczona chorowaniem..., strasznie zmęczona.

6 komentarzy:

  1. wolfik, niczym się nie martw, i nie hymuj, Salanee jest skonstruowana poprawnie, i wydobędzie się, i zbierze siły na pokonanie tych bakterii. Czasami ma gorsze dni, ale to już jest wpisane w jej naturę, taka jest, i nie umie tego zmienić, jednak..., potem się tylko wzmacnia, bo ma dla kogo to robić:*
    No, i okres się zbliża, to i wahania nastrojów przychodzą, to wpisane w naturę kobiet jest, takie z nas skomplikowane stworzenia;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie martw się?A Ty dobrze wiesz,że to tak się nie da...I nie bądź taka spryciula,bo teraz piszesz to co chciałbym usłyszeć...Ech Agniesia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. No,wiem..., bo sama przez takie coś przechodziłam. Jednak, ja z każdej gorszej chwili wychodzę, więc wiem, co mówię, tak, że: się nie martw :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Salanee, rozumiem to uczucie zmęczenia chorobą, choć nie mam aż tak ciężko... Ale pamiętam nieprzespane noce, ból w klatce i brzuch... A na zmiany nastroju na okres najlepsza waleriana :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zim a ja polecam meliskę:-) Salanee ja też sie marteię o Ciebe, oj wiem co to ból a i wyobrarzam sobie jak Ty musisz cierpieć.
    Masz jednak Wolfa koło siebie, a to już naprawdę dużo mieć się komu w koszulę wypłakać.

    Aguś jestem z Tobą!!!

    OdpowiedzUsuń