Powróciłam, nie wiem, na jak długo, ale póki, co, - jestem. PMS, odeszło w niepamięć, teraz zaczęły się inne problemy, poważniejsze, tak jak już napomknął wolf. Znowu doskwiera mi ropień, znowu przestaję w nocy sypiać, występują automatyczne pobudki, kiedy próbuję obrócić się na drugi bok lub brzuch. Dzień też nie przynosi nic dobrego, bo chodzenie nie wychodzi, i większy krok lewą nogą, powoduje automatyczny paraliż bólowy, okolicy lędźwiowej po stronie lewej. Straszne, to jest. Były antybiotyki, było jako tako, skończyły, się i znowu wracam do punktu wyjścia. Ech. Dawno bym się już załamała, gdybym miała przez to wszystko przechodzić sama, ale mam wsparcie, i jest mi o wiele łatwiej, chociaż myśli, czasami i tak krążą, zadając pytanie, a jak się to nie zagoi nigdy? Zamyślanie się jednak nie trwa długo, bo automatycznie przerywa je głos, dzięki któremu moja buzia znowu zaczyna się śmiać. Dziękuję wolf:* Jeszcze w życiu nie było mi tak dobrze, jak teraz, chociaż żyję z paskudną chorobą. Ten stan, który mam, nie można nijak określić,bo słowa to za mało, pragnę tylko powiedzieć, że życzę, aby każdy z Was, doświadczył tego, co ja. Kiedyś myślałam, że nic mnie już dobrego nie spotka, a spotkało, i wynagradza mnie codziennie coraz bardziej, a ja z każdym dniem jestem coraz bardziej szczęśliwa, i dziękuję losowi, za to, że jest, że istnieje, że łączy, i pozwala trwać, grunt to być cierpliwym, i wytrwale czekać, bo, że każdy zasługuje na szczęście, to nie podlega dyskusji. Byle do przodu, jak to mówią.
I, co ja to chciałam...
Wolfik, godnie przejął prowadzenie bloga, prawda? Ale, za te zdjęcia, to foch, taki na niby;) Mam problemy z jedzeniem, i to dosyć spore, brak chęci, brak przyjemności w jedzeniu = odrzucenie, i nie ma siły, która sprawi, że jedzenie zacznie mi smakować. Powiecie, żeby żyć, trzeba jeść, ja to wiem, ale psychika sobie wypracowała swoje zachowania, i nie może się ich wyzbyć.
Jutro mam ciężki dzień. Boję się go. Dość mam tych wszystkich lekarzy, chodzenia, załatwiania, i w ogóle. Wyjazd do Krakowa, napawa mnie przerażeniem jeżeli moje dolegliwości bólowe nie przejdą..., ale póki, co, staram się tego wyzbyć, bo zanim to dojdzie do skutku, to pewnie jeszcze trochę to potrwa. W każdym razie, trzymajcie kciuki!
I w sumie, to by było na tyle, nic bardziej konstruktywnego już nie wyprodukuję, teraz ważniejszy dla mnie jest wolf, niż blog, i to pewnie dlatego. Więc, uciekam, bo się kurzok zakurzy beze mnie na śmierć, a tego bym nie "zniesła";) Bywajcie!
poniedziałek, 3 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
W kwestii jedzenia zrobimy pranie mózgu i po tym nawet grysik będziesz jadła;).Pysio...Ty wiesz,że takie słowa mnie rozkładają na łopatki:)...Ech losie-dzięki;)!
OdpowiedzUsuń