piątek, 24 grudnia 2010

Boże Narodzenie - nowe narodzenie, to czas pojednania i wielkich powrotów. Z okazji Świąt życzę Wam zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności. Niech mała dziecina zstępując z nieba przyniesie miłość i nadzieję, abyście każdego dnia dostarczali dobro, czynili dobro i stanowczo sprzeciwiali się złu. Niech każdy z Was te święta Bożego Narodzenia, będzie obchodził na swój sposób, bowiem każdy ma inny bagaż doświadczeń kończącego się już roku. Każdy w głębi serca ma swoją własną opowieść wigilijną...

Byli szczęśliwi, zakochani w sobie na zabój, nie wyobrażali sobie życia bez siebie. Cztery lata wcześniej, w październiku powiedzieli sobie sakramentalne TAK. Byli prze szczęśliwi, że w końcu mieszkają razem, z prawdziwą radością jeździli do sklepów, kupowali meble do swojego własnego kątka. Zastanawiali się, jak to ich mieszkanie zmieni się być może już niebawem, kiedy w ich życiu, w ich rodzinie pojawi się ktoś trzeci. To miały być ich pierwsze święta we wspólnym domu. Zrobili zakupy, przynieśli choinkę, nie zapraszali nikogo, ani też nie chcieli nigdzie wyjeżdżać postanowili, że ten wspólny czas spędzą razem, będą tylko ze sobą, będą się trzymać za ręce, będą kolędować. Przyszła wigilia, on musiał iść jeszcze do pracy, chciał mieć później wolne, aż do Nowego Roku, aby być tylko ze swoją ukochaną. Ona dzwoniła do niego jeszcze kilka razy, pytała o szczegóły, zostawiała mu listę krótkich zakupów, on zadzwonił ostatni. Powiedział, że wyłącza telefon, bo chce jeszcze iść do spowiedzi. Usłyszał podczas Czwartej Niedzieli Adwentu, że jest jeszcze czas na pojednanie. Kończyła przygotowywać wigilijne potrawy, nie niecierpliwiła się, wiedziała, że w wigilijne popołudnie tych, którzy chcą dostać się do konfesjonału by pojednać się z Bogiem i ze światem jest wielu, wiedziała, że jej ukochany pewnie stoi w kolejce, czekała… W końcu zadzwonił dzwonek przy drzwiach, podbiegła szybciutko, przekręciła zamek i odwróciwszy się, pobiegła do kuchni, nakrzyczała trochę żartobliwie na niego, że się spóźnił…, nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Wróciła do przedpokoju. Tam stał policjant z opłatkiem w ręku… Nie chciała tego słuchać, nie chciała słuchać, że to nie jego wina, że tyle co wyszedł z kościoła, że to tamten był winien, bo wymusił pierwszeństwo, że był pijany. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że jego nie będzie na tej wigilii, że On nie wróci już nigdy. Zjadła wigilię sama, na stole stały trzy nakrycia: dla niej, dla nieobecnego męża i dla wędrowca, który w każdej chwili mógł przyjść, bo nie miał gdzie spędzić wieczerzy wigilijnej…, i wszystkie kolejne wigilie były takie same…Trzy kolejne lata z rzędu, trzy nakrycia, przy jednym zdjęcie ukochanego. Obraziła się przez ten czas na Pana Boga, nie wiedziała dlaczego On jej to zrobił. Pomyślała, że w tę Wigilię będzie tak, jak zawsze, trzy nakrycia, przy jednym jego zdjęcie. Zdecydowała jednak, że będzie troszkę inaczej, pójdzie na Pasterkę… Siedziała jak zahipnotyzowana, tłum ludzi, kolędy. Ksiądz na kazaniu mówił to, co już wielokrotnie słyszała, ale nagle coś ją tknęło… W Homilii usłyszała opowieść sprzed czterech lat, ksiądz opowiadał o tym, jak już wyszedł po spowiedzi z konfesjonału, opuścił kościół i chciał iść do plebanii, jednakże ludzie zaczepili go i prosili: - proszę księdza, tam zdarzył się straszny wypadek, niech ksiądz biegnie… Pobiegł. On leżał na drodze, krwawił. W ręku trzymał opłatek, który niósł dla Niej. Podniósł oczy i spojrzał na kapłana… - czy to już Boże Narodzenie? – spytał ostatkiem sił. -Tak - odpowiedział ksiądz . - To Wesołych Świąt Bożego Narodzenia… - westchnął jeszcze i odszedł. Gdy to usłyszała, wybiegła z kościoła. W głowie kołatała się jej tylko jedna myśl…Boże, czy ty możesz narodzić się także we mnie? Boże Narodzenie – nowe narodzenie…




2 komentarze:

  1. Tak naprawdę nikt nie zna czasu, w którym nasze życie się skończy. Kiedyś słyszałam, że najstraszniejsza chwila w życiu człowieka to taka, w której uświadomi sobie czym jest jutro. Odwzajemniam życzenia! :)

    OdpowiedzUsuń