piątek, 10 grudnia 2010

Czasami to, że istniejemy jest tak bardzo oczywiste, że nie przychodzi nam nawet do głowy, jak szybko może się to skończyć, albo jak blisko będzie do przekroczenia tej linii życia. Wczoraj, po godzinie 22, prezydent elekt stracił przytomność. Był reanimowany, dzisiaj jest na oddziale intensywnej terapii, wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, po zabiegu kardiologicznym... Serce mnie zabolało, kiedy się o tym dowiedziałam, nie chciało się wierzyć, przecież sąsiad zawsze wiódł aktywny tryb życia, wyglądał dobrze, nie wykazywał żadnych chorobowych skłonności, a tu taka niespodzianka. Dzisiaj miał być zaprzysiężony... Pewnie ostatnie wydarzenia, a tym samym emocje, które towarzyszyły, spowodowały te przykre następstwa. Życzę Panu Jackowi szybkiego powrotu do zdrowia!!!

Miałam mailować do Siemianowic, jednak zadzwoniłam. Mam już niezbędne informacje. Na konsultację, mogę przyjechać w każdym momencie, nie trzeba się wcześniej zapisywać, konsultant oceni, czy nadaję się do takiej komory i czy w ogóle jej wymagam. Kiedy zostanę zakwalifikowana, trzeba czekać w kolejce. Czas oczekiwania to ok 3 miesiące, ale nie to mnie przeraziło najbardziej. Rana, którą posiadam będzie wymagała 30 zabiegów w komorze. Czas siedzenia w niej, to ok 1 godziny, niestety trzeba będzie dojeżdżać tam codziennie. Biorąc pod uwagę natężenie ruchu, które występuje na trasie Oświęcim - Siemianowice troszkę jestem zawiedziona. Myślałam, że mają możliwość położenia na oddziale, że są przygotowani na taką ewentualność. Z drugiej strony, co ich obchodzi, jeżeli komuś zależy - podoła... Dlatego mam wielką, ale to wielką nadzieję, że wyzdrowieję, i nie będę musiała w tej komorze przebywać. Mnie jest ciężko dojechać do szpitala w moim mieście - dziury, zakręty, nagłe hamowania, to wszystko powoduje duży ból, i obfite krwawienie. Do Siemianowic mam ponad 40 km. O ile 10 minutowa jazda potrafi mnie wykończyć, to co będzie, jeżeli będę musiała jechać ponad godzinę? Czekam, aż skończę brać antybiotyk i chemioterapeutyk, a później wybiorę się na konsultację. Ogólnie, staram się nie myśleć o tym, bo ogarnia mnie przerażenie.

Piątek..., byle do niedzieli. Podobno idę na Kabaret Ani mru mru... Chyba ktoś mi zrobił jakiś chłyt materkindody... :) No to chyba iść - i pójdę! ;)

3 komentarze:

  1. Masz rację Salanee, nikt nie zna dnia ani godziny. Przykładem może być pan Jacek czy były prezydent naszego kraju. Ja również od jakiegoś czasu zdaję sobie sprawę, że przecież w każdej chwili mogę gdzieś umrzeć pod płotem... I nikt o tym może nawet się nie dowiedzieć.
    Dlatego tak ważne jest, żeby mądrze wykorzystać dany nam czas.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, to przykre....
    Kurcze, powinna być taka możliwość, przecież nie każdy ma zawsze czym dojechać. Czy chociaż raz nie mogliby pójść komuś na rękę.
    Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy

    OdpowiedzUsuń