Idzie odwilż - szkoda, bo może się okazać, że święta będą w ciapie. Wolałabym mróz i skrzypiący śnieg pod butami... Byłam dzisiaj w kościele, na spowiedzi znaczy się. Brakowało mi tego straszliwie. Ostatni raz do spowiedzi byłam bardzo dawno temu, prawie dwa lata. Tamten rok, to praktycznie ciągłe pobyty w szpitalu, niemożność funkcjonowania, chodzenia gdziekolwiek. Na oddział co prawda przychodził ksiądz, ale bywał tylko raz w tygodniu, a przed świętami wcale, kiedy ktoś chciał się wyspowiadać, nie było tej intymności, trzeba było to robić na sali, gdzie przebywali inni chorzy. Ja tak nie potrafiłam, poza tym ten ksiądz był taki hm, jakby niedostępny, jakby obojętni mu byli ludzie. Do dzisiaj pamiętam, jak ominął dziewczynę, która chciała przyjąć komunię i uklękła, kiedy przechodził. Nie mógł jej nie zauważyć - nie w szpitalu, ale nieważne. Do teraz ciężko jest mi chodzić do kościoła, chociaż bardzo lubię tam przebywać. Powodem jest moja psychika i to, co dzieje się z ranami. Zapach, jakby dyskwalifikuje mnie z chodzenia na mszę, ludzie nie są tolerancyjni, sprawiają dużo przykrości, nie rozumieją, że czasami człowiek nie ma wpływu na to, co nosi ze sobą. Przykro, że muszę się tak odsuwać, że nie mogę sobie gdzieś pójść bez obaw. Jeżeli już gdzieś pójdę, nie macie nawet pojęcia, ile mnie to kosztuje stresu, kombinowania, a potem ciągłego myślenia - i to jest najgorsze, zabija najbardziej. Dzisiaj w kościele nie było dużo ludzi, duża przestrzeń sprawiła, że mogłam czuć się luźno, nie obawiać się o nic. Przyjemnie było się znów wyciszyć, pomyśleć, porozmawiać... Spowiedź... Trafiłam na świetnego księdza. Bardzo mi pomógł rozmową, pocieszeniem, wytłumaczeniem, że absolutnie nie mogę się obwiniać o tę chorobę, że nie jest to żadna kara, że Pan Bóg chce oczyścić mnie, chce mnie taką niedoskonałą, tutaj cierpię po to, żeby tam niczego mi nie zabrakło, dlatego muszę przejść przez to wszystko. Zapytał się, czy czegoś się w chorobie nauczyłam... Tak - cierpliwości. Na pewno wszystko, co się dzieje ma swój plan... Mam się nie martwić, bo wszystko będzie dobrze. Nie jestem sama i nie mogę o tym zapominać. Popłakałam się przy tym księdzu, tak mądrze do mnie mówił, to była dla mnie najlepsza spowiedź... Potrzebowałam tego oczyszczenia, czuję się tak luźno, tak mi jakoś przyjemniej na sercu jest, bardzo pozytywne uczucie :) Czy ja tak to tylko odczuwam? Mam wrażenie, obserwując niektórych ludzi, że dla nich spowiedź jest jakby czymś takim zwykłym. Pójdą, wyklepią grzechy, odmówią pokutę, a później znowu żyją, jak wcześniej, nie starają się poprawić, mało tego oni wiedzą, że po wyjściu i tak będą grzeszyć... Nie ma tej łączności, ludzie odsunęli się od Boga, nie jest im potrzebny..., szkoda.
Widzisz Salanee, jest tak jak opisujesz, ponieważ dzisiaj większość ludzi myli religię z wiarą - bardzo nieraz skupiają się na religii, ale niewiele albo wcale nie interesuje ich relacja z Bogiem, ta niesamowita przyjaźń - która może się nawrócić tylko przy nawróceniu. A nawrócenie może nastąpić wtedy, kiedy człowiek uświadomi sobie, że jest grzeszny, sam nie może siebie zbawić i potrzebuje Chrystusa. Tylko jak wytłumaczyć komuś, kto myśli, że nie grzeszy, że tak właśnie jest? Dla setek ludzi w naszej kulturze grzechy dotyczą tylko zabójstw, kradzieży i ewentualnie sfery seksualnej, a o grzechach myśli itp. mało komu to przychodzi do głowy.
OdpowiedzUsuńCo do choroby i podejścia ludzi. Wiesz, trudno jest tłumaczyć wszystkim ludziom że chorujemy i na co, nie każdy ma tyle wiedzy na ten temat. No i obawa przed zarażeniem. Nieraz jak kaszlę to muszę tłumaczyć że to niezaraźliwe, chociaż rzadko mi się to już zdarza. Albo to że jestem chudzinką. Niektórzy kiedyś myśleli że mam anoreksję. Tak że widzisz, mentalności ludzi nie zmienisz :(
Pozdrawiam cieplutko :*
Ojć, zrobiłam błąd - miało być "narodzić się" zamiast "nawrócić" :) Tak jest jak się myśli szybciej niż pisze :)
OdpowiedzUsuńCieszę się Zim, że masz tyle do powiedzenia i wszystko, co mówisz jest takie wyważone i mądre. Dobrze, że jesteś i dziękuję :)
OdpowiedzUsuńDokładnie, ludziom czasami nie da się wytłumaczyć, nawet jak się im mówi, nie potrafią usłyszeć.
A ja mam całkiem odmienne poglądy na sprawy wiary,kościoła etc.,ale chyba nie będę opisywał,bo to jednak bardzo drażliwy temat i mógłbym kogoś urazić.Choć Salanee uważa,że chyba nie jest tak do końca jak ja sobie wbiłem do głowy.Wczoraj był ciekawy program(Lis)i nawet podejście jednego księdza i zakonnika mi się podobało,ale ten nawiedzony redaktor(chyba z "Tygodnika Powszedniego") to żenua jakby ktoś to powiedział;).Reasumując,tak po krótce.Skoro komuś to pomaga to dlaczego nie,ale wkurza mnie narzucanie czegoś innym,manifestacja poglądów,wiary,obnoszenie się z tym i na prawo i lewo,mówienie o tym.(Salanne,przypomnij sobie program o tych nawróconych kryminalistach;)).Ostatnio usłyszałem ciekawe stwierdzenie,że Bóg pomaga tylko tym,którzy sami sobie pomagają...Czyli?Każdy sobie dopowie:).
OdpowiedzUsuńMasz rację Zim. Niestety w tym dzisiejszym świecie wiele ludzi gubi sens świąt Bożego Narodzenia, bo dla nich ważne są prezenty ważne jest jedzenie, ta cała oprawa i nic po za tym. A tak naprawdę gdzie jest Bóg? To Boże Dziecię, które w tę noc ma się narodzić?!!! Narodzić też i w naszych sercach, a nie tylko na ołtarzu w kościele!!
OdpowiedzUsuńJa tez już skorzystałam z sakramentu pokuty i teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęślliwa i przygotowana na święta.
Pozdrawiam cieplutko!!
Dosłownie parę dni temu pisałem o spowiedzi i tym, czym dla mnie jest. Mam podobne odczucia. :)
OdpowiedzUsuńSpowiedź jest wyjątkowym momentem, kiedy spotykamy się z Bogiem bardzo blisko. Niestety, bardzo często ludzie nie są świadomi, jak blisko Boga wtedy są. I nie przeżywają dobrze spowiedzi. To co usłyszałaś od księdza, nie jest tylko jego opinią, czy przemyśleniami. To jest coś, co Pan Bóg chciał Tobie powiedzieć. Jemu nie jest obojętne to przez co przechodzisz. Zobacz, że w tym wszystkim także bardzo się do Niego upodabniasz. Pozdrawiam serdecznie, z Panem Bogiem! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Wam za te słowa, pomagają mi bardzo mocno!
OdpowiedzUsuń