
Obowiązek obywatelski został spełniony - głos oddany. Nie obyło się również bez przygód. Jak wiadomo, za oknem duży mróz, co wiąże się z oblodzeniem wszystkiego, bez względu na to, czy jest to posypane śniegiem, czy też nie. Ja zaliczyłabym porządną wywrotkę na schodach przy szkole, gdyby nie mój kandydat na Prezydenta, który to wchodził z żoną do głosowania przede mną. Wyczucie miał i zdążył mnie chwycić, pamiątka na całe życie ;) Oczywiście żartuję, bo mój kandydat jest też moim sąsiadem i znamy się całe życie, ale sam fakt, że pomógł mi być może przyszły Włodarz miasta jest... hym;)? Po wejściu do Komisji Wyborczej, było jeszcze ciekawiej, bo przywitały nas kamery TVP, a ja nie dość, że zaparowane okulary, to jeszcze czapka przesunięta nie w tę stronę, co powinna przez ten wyczyn na schodach. Mam nadzieję, że mnie wytną, i nie będę się musiała oglądać na TVP Kraków. Dopełniając całości, gdy wracałyśmy z mamą do domu, akurat jak jechałyśmy windą i byłyśmy już jedno piętro od celu, wyłączyli prąd i koczowałyśmy uwięzione w dźwigu dobre 15 minut, a jak na złość, akurat nie miałam żadnego telefonu. Można powiedzieć, że niedziela udana. Popołudnie spożytkowane na oglądaniu Małysza, a także odśnieżaniu placu przed domem... brata. Takie Syzyfowe Prace postanowiłam zrobić, coby troszkę kalorii spalić. Nie czuję się źle, wbrew temu, co noszę na plecach. Najgorsze dla mnie utrapienie, to przemakanie opatrunków i zapach, gdyby nie to, mogłabym normalnie funkcjonować, ale co zrobić, nie jestem w stanie temu zapobiec, powolutku, a może za niedługo będę mogła zapominać, że chorowałam? Chciałabym bardzo.
Czas odpocząć, złożyć głowę na podusi i pozwolić porwać się Morfeuszowi, który na pewno przygotował dla mnie dobre sny. Wyspać się, bo rano trzeba wstać, badanie TSH czeka, na czwartkową kontrolę endokrynologiczną. Jednak, w przeciwieństwie do pleców, o swoją tarczycę się nie boję, pomimo tego, że jest dla mnie bombą, która w każdym momencie może wybuchnąć i wprowadzić mnie w stan zażywania hormonów. Dla mnie to jednak żadna nowość... Kilkanaście lat mi je podawali niepotrzebnie.
Jutro też spotykam się z Mikołajem :) Chociaż nie przyjdzie bezpośrednio do mnie, to będę świadkiem tego, co się wydarzyć może, a co to będzie? Ja już wiem, do tego wcale jutro nie jest mi potrzebne. Kiedy to Mikołaj będzie chciał Amelce dać prezent i zapyta się jej, czy była grzeczna, mała najpierw nadyma swoją buzinkę, a potem prychnie pffff i wykrzyczy Mikołajowi - UCIEKAJ!!! A ja się będę wstydzić za małego, niedobrego, aczkolwiek kochanego pierona! Pierona możecie zobaczyć na wstępie wpisu :) Kochana i niby niewinna, prawda? Nic bardziej mylącego! I to nie ciocia jest tą, co ją uczy złego..., no dobra, może poza paroma wyjątkami, ale o tym powinien powstać osobny wpis.
Cieszę się, że przychodzą do mnie nowe osoby, i się im u mnie podoba. Dla mnie to bardzo ważne, nadaje sens temu blogowi. Dziękuję Wam :)
Pees:
Nie pytajcie, co mała ma na głowie ;)
niedziela, 5 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Widzę, że miałaś przez przypadek niezłą przygodę na wyborach. A może ów pan prezydent pomyśli o osobach niepełnosprawnych i zrobi jakiś podjazd vel zadaszenie, bo faktycznie schody nie konieczie są wygodne i bezpieczne.
OdpowiedzUsuńTy nie rozpuszczaj tak tej Amelki (ha ha) najpierw ją uczysz broić, a potem mówisz, że łobbuz z niej:-)) takie dzieciaczki są kochane choć wiadomo bywa, że dają w kość.
A najbardziej się cieszę, że zdrówko powoli się klaruje!
Pozdrawiam
Ja też wywinęłam orła, tyle że na samym początku zimy i przed szynami tramwaju :) I też byłam na wyborach. I w sumie chyba nawet jakbym włączyła telewizję lokalną, to bym Cię nie poznała, więc spokojnie ;) Tarczyca - ważna sprawa - lepiej zbadać. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń