Pojawiło się światełko w tunelu. Być może wpadnie mi troszkę grosza do kieszeni w niedalekiej przyszłości, ale to jeszcze daleka droga. Wybrałam się w końcu do MOPS-u, pani przeprowadziła ze mną wywiad społeczny wymagany dla Powiatowego Zespołu Orzekania o Stopniu Niepełnosprawności, chodziło o moją niesprawną rękę, która tak naprawdę dużo potrafi, dlatego wcale nie czuję się niepełnosprawna, potrafię sobie poradzić, wiele razy udowodniłam, że pokonam wszelakie przeciwności losu, najpierw musiałam uczynić tylko jedno, zaprzyjaźnić się z moją chorą ręką, i chociaż do dzisiaj wstydzę się jej pokazywać, bo blizny pokrywają sporą część okolicy nadgarstka ,do tego dochodzą niedobory, a także naddatki skórne, to z każdym nadejściem lata staram się coraz bardziej przyzwyczajać i wychodzić bez opaski nadgarstkowej. Kiedy przebywam ze swoją bracią rowerową tudzież szlakową, nie mam oporów, ich się nie wstydzę, bo byli ze mną prawie od zawsze, gorzej z ciekawskimi spojrzeniami osób, których nie znam i tego nie potrafię jeszcze zaakceptować, ale staram się. Po prostu wstydzę się blizn, ale wracając do wywiadu, kiedy przeszłyśmy do rubryczek dotyczących zdolności prowadzenia gospodarstwa domowego, czy też uczestniczenia w życiu społecznym, szybko odpowiedziałam, że nie mam trudności... Dla mnie lekki ból, to nie jest ból, zaciskam zęby i robię dalej, a jak czegoś nie daję rady, bo ręka się np. nie obraca to proszę o pomoc, albo przełożenie do drugiej ręki. W każdej sytuacji staram się radzić, siąść i biadolić to zbyt proste, a ja nie lubię w życiu iść na łatwiznę... Pani zaznaczyła wszędzie tak, jak chciałam, ale sytuacja diametralnie się zmieniła, kiedy do tego wywiadu miałam wziąć pod uwagę mój obecny stan zdrowia, czyli choroba współistniejąca - niegojąca się rana po usunięciu torbieli włosowatej rozprzestrzeniona na część lędźwiową i pośladkową... Kiedy składałam wniosek o ponowne przyznanie mi stopnia niepełnosprawności odnotowałam fakt choroby dodatkowej. Okazało się, że na nią także mogę dostać niepełnosprawność. Hm, jakoś nie wpadłam, że wywiad może być przeprowadzony nie tylko pod kątem ręki... I kiedy wywiad zaczął być przeprowadzany od nowa, okazało się, że większość rubryczek, w których "nie miałam problemów", stały się być "niewykonalne" Łzy poleciały w momencie zaznaczania: nie jest w stanie korzystać z imprez kulturalnych , ze spotkań towarzyskich, z imprez o charakterze sportowo-rekreacyjnym...To chyba najgorszy dla mnie temat, wobec którego nie wypracowałam sobie jeszcze kontrolowania swoich emocji... Boli, że nie mogę robić tego, co tak bardzo kocham. Przed oczami stanęły głównie górskie szlaki i stoki narciarskie. Tak mi tego brakuje...ech. Dużo osób na MOPS narzeka, ale mnie udało się trafić na bardzo sympatyczną panią. Dostałam wytyczne, co mam zrobić, żeby mogli mi pomóc, bardzo pomocny byłby dla mnie umiarkowany stopień niepełnosprawności, ułatwiłby otrzymanie zasiłku, biorąc pod uwagę mój obecny stan, nie będzie z tym pewnie żadnego problemu. Wobec powyższych, czeka mnie kserowanie wypisów, które muszę przedłożyć do Powiatowego Zespołu Orzekania o stopniu Niepełnosprawności, zanim będzie komisja lekarska, żeby lekarz mógł się zapoznać z historią choroby. Jak widać człowiek uczy się całe życie. Gdyby nie pewni ludzie, w życiu nie poszłabym do MOPS-u. Bożenko, bardzo Ci dziękuję za twoje dobre serce, za chęć pomocy i za twoją mamuśkę, bardzo dużo mi pomogłyście, bardzo. Jakkolwiek by się sprawa MOPS-u nie zakończyła i tak będę wdzięczna. Jestem jednak dobrej myśli, bo nadzieja umiera ostatnia. Dobrze, że Was wszystkich mam w tym swoim świecie realnym, czy też blogowym. Dziękuję :*
Super. Trzymam kciuki aby wszystko poszło po Twojej myśli :)
OdpowiedzUsuńJa też kibicuję Ci po cichu, mam nadzieję, że wszystko ułoży się jak najlepiej :)
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci wytrwałości w dążeniu do celu... :)
Ja mam w perspektywie wojnę z ZUSem lada moment (w maju kończy mi się przyznana renta) i już na samą myśl mnie skręca
OdpowiedzUsuń3mam kciuki za powodzenie w Twojej "walce"
:)
Walcz, długo wzbraniałaś się przed określeniem siebie jako osoby z niepełnosprawnością, ale w obecnej sytuacji to szansa na środki chociażby na Siemianowice...
OdpowiedzUsuńA kulinarnych sukcesów gratuluję. Cieszę się, że zaczyna Ci to sprawiać przyjemność :)
Byle do wiosny, panie Zielonka, jeszcze śmigniesz na jednośladzie :D
Ostatnio wielu moich znajomych ma teraz czas orzekań i składania papierów... Mój znajomy też walczy i też z MOPS.
OdpowiedzUsuńBycie niepełnosprawnym i to na papierze to na pewno niełatwe przeżycie... Życzę Ci powodzenia w każdym przedsięwzięciu :)
Cieszę się, że jest nowa nadzieja. Pamiętam w modlitwie, pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuńMoje kochane robaczki, dziękuję za wasze dobre słowa. Mam nadzieję, że tym razem mi się uda wywalczyć cokolwiek. Odkąd pamiętam, miałam pecha, może teraz go już nie będzie? :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cie bardzo serdecznie i zycze zeby udalo Ci sie pokonac wszystkie trudnosci i zdrowka zycze
OdpowiedzUsuń