poniedziałek, 4 kwietnia 2011

I nastał deszcz. Nie mogłam się spodziewać innej aury, wszak to kwiecień, a on potrafi robić niespodzianki w postaci zimy nawet, dlatego cieszę się z tego deszczu, roślinkom też się należy, a co!

Weekend dobiegł końca, a poniedziałek przyniósł kolejną wizytę u dentystki. Mimo, że moje nastawienie do tych lekarzy wcale się nie zmieniło, i nadal bardzo się boję, to ta kobieta potrafi rozładować stres rzucając jakimś "mega" tekstem, bo którym chciałoby się leżeć i  kwiczeć,  i tylko waciki w buzi to uniemożliwiają. Mimo wszystko, było miło. Teraz mam spokój, a ostatni etap leczenia mojej szczęki czeka mnie po świętach, ale ja pójdę już sobie w maju, tak żeby nowy miesiąc miło rozpocząć ;)

Nie napisałam nic o weekendowym grillowaniu. Nie ma się czym chwalić, z tego wszystkiego ogniskowa kiełbaska była chyba najlepsza. Atmosfera rodzinna nie jest miła. Jakby to powiedzieć, nie ma zrozumienia pomiędzy "bratową", która tak naprawdę nią nie jest, bo ślubu nie było, a moją mamą, która z dobroci chce pomóc, a nie jest to doceniane, ba nawet jest wielka obraza, że chce pomóc. Rozchodziło się w tym wszystkim o zbudowany dom i pomoc w umyciu okien, które nie były umyte od tamtego roku. Kto mył? Oczywiście moja matula. Brat wyskoczył do mamy, że przyszła myć okna, chociaż kiedyś ją o to prosił. Dlaczego wyskoczył? Bo zadzwoniła do niego bratowa  z pretensjami, że mama myje jej okna(pomijam fakt, że ona nie robi na budowie nic) Skąd wiedziała? Dowiedziała się ode mnie, bo zapytała gdzie moja mama, a ja odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Dlaczego zapytała? Bo chciała podrzucić bratanicę, a wcześniej jej nikt nie otworzył. Mnie nie było, a mama nie słyszy. Po moim powrocie, podrzuciła dziecko mnie, bo ona chciała sobie w domu posprzątać. Tak, ja też chciałam posprzątać. I to zrobiłam, mała mi wcale nie przeszkadzała... Wtedy nie wiedziałam, że ona zrobiła taką akcję... Wszystko wyszło, kiedy w ekwipunku cyklistki pojechałam na budowę zostawić surówkę, którą zakupiłam do kiełbasy. Auta brata nie było, ale był tata i od razu zdał relację, że mama się obraziła na brata, rozpłakała się i poszła...Wszystko przez tę osobę, o której pisałam wcześniej. Brat za mamą pojechał i przywiózł ją, ale atmosferę szlag trafił. Było mi przykro, że tak traktują mamę, że nie doceniają tego, co ona robi. Przecież nie jest osobą młodą... Nie mogąc tego znieść, pojechałam przed siebie. Wiatr mi wtórował, a ja chciałam pojąć dlaczego w mojej rodzinie jest tak, a nie inaczej... W domu dowiedziałam się, że mama tam więcej nie pójdzie i bardzo dobrze! A "bratowa"rozczarowała mnie strasznie. Nie rozumiem, jak można tak traktować drugiego człowieka. Mój brat się zmienił, to nie jest ta sama osoba, co kiedyś. Bratanica też ma charakter inny - nie mój na pewno. Jest agresywna. Ze mną się tak nie zachowuje, ale przy większej frekwencji jest nie do opanowania. Ech, głowa nie ogarnia tego wszystkiego...

6 komentarzy:

  1. Rzeczywiście, trudno czasami zrozumieć takie sytuacje. Czasem jedyne co pozostaje to pomodlić się za takie osoby. Mam nadzieję, że nie podłamujesz się tą sytuacją. Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, drażni mnie straszliwie ich sposób życia, ich podejście do niektórych spraw, ich niedojrzałość. O braku ślubu nie wspomnę, jakie oni wzorce kiedyś przekażą swojemu dziecku..., a moja mama? Nie dam jej traktować w taki sposób, nie ma nic gorszego niż brak szacunku do osób starszych. Modlę się za nich, mam nadzieję, że kiedyś przejrzą na oczy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Salanee, wydaje mi się, że akurat najwięcej o pewnych rzeczach mają do powiedzenia ci, którzy nic nie robią, jak ta osoba. A kłótnie w rodzinie cóż, moim zdaniem gdyby porównać wszystkie wojny świata w historii, żadna liczebnością w ciągu lat nie przebije konfliktów w rodzinie. A ofiary też są, tyle że nikt im nie stawia pomników. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na Twoim miejscu też bym tego nie rozumiała.
    Jak można się tak zachowywać. Przecież Twoja mama chciała dobrze. Echhh

    OdpowiedzUsuń