Idzie zwariować. Nie potrafię już spędzać czasu przed komputerem. Gdy tu siadam, trafia mnie przysłowiowy szlag, siedzenie w domu to zło wcielone. Dlaczego? Bo nawiedzają człowieka złe myśli, bo nabywa zachcianek, bo kombinuje, niekoniecznie na jego korzyść i jeszcze mogłabym tych "bo" trochę wymienić, ale tego nie zrobię. Dlaczego zatem nie wybędę zdobyć troszkę kilometrów? Oszczędzam się, gdyż jutro jadę do Siemianowic Śląskich i nie chcę nabawić się niczego, coby mogło pokrzyżować plany, które w stosunku do mnie będą mogli mieć tamci lekarze. Poza tym, po ostatniej trasie umyłam solidnie rower i niech czeka na weekend majowy, bo na pewno zostanie przeze mnie wykorzystany :D
Ale, żeby nie było, że nie robię zupełnie nic, nadmienię, że porwałam dzisiaj Corsinkę do mycia. A, co, nawet jej się należy bycie czystą. Odkurzyłam wnętrze, wymieniłam pokrowce na siedzeniach, wypucowałam tapicerkę i zapachniało w autku nowością... teraz można wyruszać nią w świat. Oczywiście, nie wyszłam bez szwanku, bo mam pocięte palce, ale nic tam, jakieś straty muszą przecież być. Niech mnie dowiezie bezpiecznie do Siemianowic ;) A Wy, trzymajcie kciuki, żebym jutro poczuła, że finiszuję, żebym się nie rozczarowała, a gdy wszystko, co dobre się ziści, będę najszczęśliwsza na świecie.
Pozdrawiam Cie serdecznie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Ewuniu również serdecznie, bardzo bardzo :)
OdpowiedzUsuń