czwartek, 6 października 2011

Halo, czy mnie widać? Hihi. W takim czepku przyszło mi dzisiaj wracać ze szpitala. Nie pomyślałam, że tak się to może skończyć, więc pozwoliłam tacie jechać do pracy samochodem, chociaż on chciał mi auto zostawić... Jakiż to był z mojej strony błąd. Przez całe życie nie miałam w sobie takiego wstydu, jak dzisiaj. Ze szpitala mam do domu na nogach niecałe 30 minut, ale nie wyobrażałam sobie, że pokonam tę odległość na nogach w takim czymś? Te wpatrzone we mnie ślepia innych same mówiły za siebie, a ja wiedziałam, że do domu w takim stanie na nogach nie pójdę, o nie! Gdybym miała kaptur przy kurtce, to jeszcze mogłabym iść, ale nie - przecież Aga na tak genialny pomysł nie wpadła... Nie było wyjścia, musiałam zadzwonić do taty, że przyjdę po samochód ( tata był w pracy w jednym z urzędów, te 10 minut byłam w stanie do niego przebiec, tak żeby być mało widoczną) Gdy już znalazłam się w aucie, odetchnęłam z ulgą, chociaż stojąc na światłach, wzbudzałam ogólne zainteresowanie pieszych przechodzących przez pasy ;)

Sam zabieg bolał. Już zapomniałam, co to znaczy troszkę pocierpieć. Zastrzyki znieczulające prawie rozsadziły mój mózg. Doktor porządnie się musiał namęczyć, żeby usunąć te nieszczęsne kaszaki. Jeden wyszedł bez problemu, natomiast dwa pozostałe stawiały opory, widać chciały ze mną zostać. Ujojcyłam się z bólu, ale jakoś przeżyłam. Teraz cierpię, bo znieczulenie przestało działać i straszliwie boli mnie głowa. W czepku pochodzę do jutra. Później mogę umyć głowę. Szczerze, wolę nie widzieć tego, co tam doktor zrobił, bo niestety musiał obciąć mi włosy w miejscach, gdzie znajdowały się kaszaki. Nie widziałam, czy wyciął do łysa, czy zostawił troszkę włosów, jak ja będę wyglądać? Dowiem się jutro. Jedyny plus jest taki, że włosy rosną mi szybko. Za tydzień zdjęcie szwów. 

Amelka chora. Nie poszłam z nią do przedszkola. Ma odpocząć do poniedziałku - tak powiedziała pani doktor. Nie dostała antybiotyków, bo to tylko przeziębienie, ale syropki tak one mają jej pomóc. Jutro z racji tego, że jej mama idzie do pracy, muszę się nią zająć dzień cały - do 15 znaczy się. Jakoś sobie poradzę, byle mnie po głowie nie biła. Ludki kasztanowe wysłane, ale miała radochę, kiedy jej powiedziałam, że znajdą się na takiej wirtualnej łące w komputerze. A jak już jestem przy Amelce, ostatnio nauczyłam ją przechodzić przez ulicę. To znaczy, przechodzimy tylko na pasach i za każdym razem jej mówię, że trzeba główkę odwrócić w prawo, żeby sprawdzić, czy nie jedzie auto, potem w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo. Po kilku razach, mała opanowała strony i  teraz sama mówi, czy możemy przejść, czy nie. Ja oczywiście trzymam ją za rękę i czuwam. Kiedy już jesteśmy na pasach, mała idąc ma podniesioną prawą rączkę - też zasługa cioci ma się rozumieć ;) A swojej babci, czyli mojej mamie się chwaliła, że : babciu, ja juz sama będę chodzić do psedskola, bo umiem iść po zeblach, a te zebly nie glyzą... i wiesz babciu, mam podniesioną lączkę, zeby mnie autko zauwazyło... Najśmieszniejsze jest to, że ona teraz tam, gdzie nie ma pasów nie chce przechodzić przez, bo przecież nie wolno :) Taka moja 3 i pół letnia pojętna drobinka. Uwielbiam tę jej mądrość. Pani w przedszkolu mówi, że jest ponad przeciętna, jak na swój wiek, to chyba dobrze, nie?

Idę odpoczywać, jakąś tabletkę wciągnę, żeby nie bolało i może porwie mnie Morfeusz.

2 komentarze:

  1. Grunt, że już po wszystkim. Na pewno nie będzie tak źle z tymi włosami. Pozdrowienia dla Amelki i szybkiego powrotu do zdrowia! Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwa tygodnie siedział we mnie stres i w końcu się go pozbyłam na rzecz bólu głowy, nie wiem co gorsze ;)
    Amelka kazała pozdrowić również i mówi, że pije sylopek i wyzdlowieje :)

    OdpowiedzUsuń