Jejuniu, znowu sobota, a ja coraz rzadziej piszę. Nie to, że nic nie dzieje się w moim życiu, bo się dzieje, ale jakoś czasu na napisanie nie znajduję, bo albo literki nie chcą sklejać się w słowa i zdania, albo wena odchodzi, albo sama w sumie nie wiem. Nadrabiając, spieszę donieść, że głowa się zagoiła, w czwartek wyjęli mi szwy. Nie powiem: nie bolało, bo bolało i do dzisiaj czuję miejsca "operowane", ale powolutku wszystko zaniknie. Leczenie chirurgiczne zakończone. Co dalej, MOPS będzie pomagał mi do końca roku. Fajnie, że będę miała kawałek grosza, pozwoli to zaspokoić trochę tych moich potrzeb. A potrzeby są duże. W związku ze zgubieniem ponad 25 kg, szafa stała się praktycznie pusta, wszystko, co miałam poszło dla biednych, o ile letnie ciuchy nie były drogie, o tyle zimowe już tak. Kurtkę muszę kupić i nie tylko będzie miała mi służyć do chodzenia, ale także na wyjazdy narciarskie. Mam już nawet upatrzoną, tania nie jest, ale droga też nie. Mamusia dołoży :) Buty zimowe w tym roku pominę, kupię grube skarpety i jakoś obchodzę sezon - mam nadzieję. Rękawice zakupione, opaski również, postanowiłam tej zimy nie przemrażać uszu, taka jestem superowa, odpowiedzialna i mądra ;) I w sumie, to tyle. Zdolności do pracy mogę spodziewać się dopiero w styczniu 2012 roku, jeżeli oczywiście wyniki pójdą do góry. Końcem października idę się kłuć i do lekarza. A w listopadzie, dokładnie 22, endokrynolog, który sprawdzi jak się miewa moja tarczyca. Piszę tu, bo już zgubiłam karteczkę z terminem i musiałam kilka razy łazić na drugi koniec miasta, żeby dowiedzieć się, kiedy to mam iść do lekarza. Jakbym zgubiła ponownie (tfu tfu), to tutaj znajdę odpowiedź ;)
Pachnie mi tu kakaowiec gruszkowy... Właśnie piecze się w piekarniku. Naszła nas z mamą ochota na jakieś dobrocie, a najlepsze są domowe wypieki - to chyba nie podlega dyskusji. Wiemy, co dodajemy i na ile jest to zdrowe. Nasz placek w 100 g będzie miał ok. 200 kcal, ale czy to tak naprawdę ważne? Dla mnie tak, bo ja lubię znać wartości odżywcze. Takie zboczenie mi się zrobiło i nie zamierzam z tym walczyć, chociaż czasami bywa uciążliwe. Widząc cyferki, przeliczam, kalkuluję, zamieniam jeżeli trzeba. Takie moje ukochane zwariowanie. Gdyby ktoś chciał przepis, można sobie wziąć, proszę :
Kakowiec gruszkowy
Składniki:
- 4 jajka
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżki kakao (naturalnego)
- 200 g masła
- 125 ml mleka
- 1,5 szklanki cukru (można użyć słodzika do ciast i wypieków)
- 2 szklanki mąki
- 4-5 średnich gruszek ( ja dałam 3 wielkie)
- 1/2 szklanki rodzynek ( o kurczę, zapomniałam o rodzynkach :D)
Roztapiam masło w rondelku, dodaję cukier, kakao. Doprowadzam do wrzenia i wyłączam palnik. Studzę masę, następnie dodaję powolutku przesianą mąkę, proszek do pieczenia oraz żółtka. Mieszam dokładnie. Białka ubijam osobno, a później dodaję do kakaowej masy, mieszam ponownie aż ciasto będzie miało jednolitą konsystencję, następnie wylewam na blachę (blachę mam wyłożoną papierem). Na wierzch kładę plasterki gruszek. Piekę w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez ok 30 minut. Wychodzi taka oto dobroć, wuala!
Pachnie mi tu kakaowiec gruszkowy... Właśnie piecze się w piekarniku. Naszła nas z mamą ochota na jakieś dobrocie, a najlepsze są domowe wypieki - to chyba nie podlega dyskusji. Wiemy, co dodajemy i na ile jest to zdrowe. Nasz placek w 100 g będzie miał ok. 200 kcal, ale czy to tak naprawdę ważne? Dla mnie tak, bo ja lubię znać wartości odżywcze. Takie zboczenie mi się zrobiło i nie zamierzam z tym walczyć, chociaż czasami bywa uciążliwe. Widząc cyferki, przeliczam, kalkuluję, zamieniam jeżeli trzeba. Takie moje ukochane zwariowanie. Gdyby ktoś chciał przepis, można sobie wziąć, proszę :
Kakowiec gruszkowy
Składniki:
- 4 jajka
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżki kakao (naturalnego)
- 200 g masła
- 125 ml mleka
- 1,5 szklanki cukru (można użyć słodzika do ciast i wypieków)
- 2 szklanki mąki
- 4-5 średnich gruszek ( ja dałam 3 wielkie)
- 1/2 szklanki rodzynek ( o kurczę, zapomniałam o rodzynkach :D)
Roztapiam masło w rondelku, dodaję cukier, kakao. Doprowadzam do wrzenia i wyłączam palnik. Studzę masę, następnie dodaję powolutku przesianą mąkę, proszek do pieczenia oraz żółtka. Mieszam dokładnie. Białka ubijam osobno, a później dodaję do kakaowej masy, mieszam ponownie aż ciasto będzie miało jednolitą konsystencję, następnie wylewam na blachę (blachę mam wyłożoną papierem). Na wierzch kładę plasterki gruszek. Piekę w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez ok 30 minut. Wychodzi taka oto dobroć, wuala!
Jak smakuje, przekonam się gdy placek ostygnie i zaparzy się kawa.... Mmmm.... już mi ślinka cieknie.
I co tu więcej napisać... Może to, że byłam wczoraj w cyrku z bratanicą... Porażka!
Makowiec z gruszkami hm takiego połączenia jeszcze nie widziałam, ale ciekawe to to i apetycznie wygląda. Aga, ja też staram się pilnować, ale czasem, się zastanawiam, czy warte jest liczenie kalorii, dołowanie się, uwżanie. Owszem człowiek lepiej się czuje, ale z drugiej strony życie jest za krótkie aby sobie odmawiać przyjemności...tak więc choć czasem wyluzuj:-).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko!!
Ciasto wygląda smakowicie :)
OdpowiedzUsuńWiesz, też mam czasem blogowego lenia albo po prostu mam dużo zajęć i dużo do roboty i wtedy nie piszę albo wykorzystuję zaplanowane wcześniej tematy, które wtedy po prostu publikuję. Tak że nie tylko Ty masz ten problem :) Pozdrawiam :)
Iva, Kakaowiec... To był, bo już go nie ma, wszyscy spałaszowali, aż im się uszy trzęsły. Ciasto pyszne, połączenie też idealne. Właściwie to zamiast gruszek, można dodać co się chce, za tydzień zrobię taki z ananasem np :D Masz rację, życie jest za krótkie, żeby sobie odmawiać wszystkiego, dlatego kakaowca nie odmówiłam wcale :D Po prostu, dbam o to, żeby nie wrzucać do mojego śmietnika pustych bomb kalorycznych, bo nie jest to nic dobrego.
OdpowiedzUsuńZim, taki leń właśnie u mnie wystąpił, jak mówisz :D