Plucha, ziąb, katar. U kogo jest inaczej? W dniu dzisiejszym na swojej drodze nie spotkałam nikogo, kto by nie był pociągający. Deszcz do tego i chłód = choroba jak się patrzy. Mam nadzieję, że moje przeziębienie minie i nie przerzuci się na oskrzela, albo na coś więcej (tfu tfu). Póki, co nie jest tragicznie i jakoś się trzymam. Gorączki nie odnotowuję, boli mnie tylko czaszka, mam nadzieję że to przez wytrzepanie u dentysty, bo odbudowałam zęba, koszt 280 zł. Jestem zadowolona, teraz będę chuchać i dmuchać, coby nic tam w szczęce się nie rozpadło. Wytrwale zażywam wapń i liczę na jego działanie ( się sama sobie dziwię, bo te suplementy to wiadomo, jakie są), ale Ania (Syrga) poleciła, a ona to się zna. Uch. Ale bym pooddychała nosem ;)
Poza tym to nudno. Nie biegam, nie jeżdżę, a całą moją aktywnością jest chodzenie. A chodzę prawie wszędzie (pomijając). Od listopada nastąpi zmiana, bo zapisuję się na step. Nie, nie sama. I Nie wiem, jak to będzie, nie wiem, czy się nie rozmyślę, ale na dzień dzisiejszy jestem na 90% pewna, że chcę chodzić. Dwa razy w tygodniu po godzince, może wystarczy? Znając moje wymagania, to nie, ale lepiej mieć cokolwiek, aniżeli siedzieć na czterech literach i nie robić zupełnie nic.
Gdzieś tam marzę, że jeszcze uda się pojechać w tym roku na jakiś szlak i zobaczyć jesień w górach...
No, boli mnie głowa, no...
A u mnie cały dzień piękne słońce, czyste niebo z małą chmurką od czasu do czasu. Lekki wietrzyk i po prostu piękna, złota jesień :)
OdpowiedzUsuńZero kataru, zero smarkania, zero apatii. :)
Ach :)
Ależ ci zazdroszczę, ja nadal zatkana na maska, słońca niet, jak to w jesieni :) Niech ci się zdrowie trzyma :D
OdpowiedzUsuń