poniedziałek, 13 lutego 2012

Nigdy nie ukrywałam, że nie jestem osobą specjalnie zadowoloną z siebie. Może teraz lepiej czuję się we własnej skórze, ale do momentu, kiedy przestało mi zależeć na opinii ludzi z zewnątrz, to strasznie cierpiałam z powodu swego wyglądu. Wkurzało mnie to, że na Dzień Kobiet chłopcy nie kładli mi tulipana na krześle, wkurzało mnie to, że nikt nie przysłał mi kartki z napisem "czy będziesz ze mną chodzić?"... Tylko dlatego, że odbiegałam od pewnych popularnych standardów urody... Denerwuje mnie to, że ostatnio fizyczność, estetyka zewnętrzna ma kolosalne znaczenie spychając inne wartości na margines... Osoby nie spełniające pewnych oczekiwań przepadają w przedbiegach, czy to w wyścigu o miłość, przyjaźń czy szczęście... Ja lubię wszystko, co potłuczone i kalekie... I chętnie porozpycham się łokciami, żeby dla takich ludzi zrobić trochę więcej miejsca... 
Kasia Nosowska 1999

2 komentarze:

  1. Aga ja Ciebie dokładnie rozumiem, też kiedyś strasznie przeżywałam to, że jestem inna, gruba, powolna, nieforemna i w ogóle. Jednak w tej chwili już aż tak mi to nie przeszkadza, bo wiem, że nie liczy się szata człoweka lecz to co ma w środku. I to prawda, bo wiem, że jest wiele pięknych ludzi, ale pustych w środku. A my, osoby niepełnosprawne, choć często nie jesteśmy atrakcyjne, ale wnętrze mamy bogate. I tego się trzymajmy.

    Ale zakręciłam, nie wiem, czy zrozumiesz o co mi chodzi:-).
    Pozdrawiam cieplutko!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Iva, zrozumiałam doskonale :) Temat niepełnosprawności, braku akceptacji znam od podszewki. Buziak :)

    OdpowiedzUsuń