Autoszczepionka zbliża się wielkimi krokami. Wczorajsza wizyta w Krakowie, była dla mnie męcząca, ale najważniejsze, że mam to już za sobą. Niestety, żeby posiewy wyszły miarodajne, a ludzie robiący dla mnie "cudowny lek", byli pewni, że to zadziała, muszę mieć nacięty ropień, który utworzył się kilka tygodni temu. Mieszanka, która się w nim znajduje, musi zostać również zbadana, bo nie wiadomo, jakie w środku są bakterie, więc nie mam innego wyjścia, jak poddać się temu bolesnemu zabiegowi. Boję się jutra, tak dużo już bólu miałam, i mam, nie chcę więcej. Mam nadzieję, że to będzie już ostatni raz, że więcej blizn mi już nie zaoferują, bo z tymi, co mam jest mi ciężko, mimo tego, że wolf mi powtarza, iż wszystkie moje blizny są do pokochania. Jednak, jestem kobietą, i ciężko jest na siebie patrzeć, kiedy plecy, pupa, brzuch, i pośladek jest pokryty różnej wielkości bliznami. Wiem, że część się wybieli, ale większość pozostanie, i już zawsze będzie nierówno w kilku miejscach. Do dnia dzisiejszego, nie zaakceptowałam blizn na ręce, i wstydzę się ich, kiedy wychodzę bez opaski, a tu jeszcze tyle dodatkowych doszło, chociaż te na plecach są niewidoczne, dopóki, nie przyjdzie lato, wtedy wiadomo, krótsze t-shirty, sprawią, że podczas zniżania, odsłoni się na plecach, największa nierówność, jaką posiadam, i jaka dla mnie jest najbardziej traumatyczna. Pociesza mnie fakt, że do lata, trochę jeszcze jest, i może trauma w związku z tym, też przejdzie.
Iva, ostatni czas, sprawia, że nie ma takiej weny, która pozwoliłaby pisać bloga, ludzie zajęci swoimi sprawami, obowiązkami. Bloga nie trzeba pisać codziennie, to nie jest obowiązek, ważne, żeby w ogóle pisać ;)
A dzisiaj mi się znowu popłakało, i wolfikowi zrobiło się smutno. W ostatnich dniach, trochę się rozbestwiłam, i konsekwencje, które dzisiaj poniosłam, należały mi się na pewno, jednak jest mi ciężko, bo nie robię tego celowo, to mój organizm jest głównym problemem, z którym ja sama sobie nie mogę poradzić... Powód? Znany. Nie jem. Obiecałam, że się postaram ( chociaż tych obietnic było już tyle), nie mam nawet zbytnio, co napisać, bo ciężko jest mi wytłumaczyć, motywy mojego organizmu, kiedy wstręt na sam widok jedzenia, daje dodatkowe konsekwencje, z których nie czerpię żadnych przyjemności, wręcz przeciwnie. Staram się nie nakręcać, teraz nie myśleć, że za chwilę muszę jeść, ale to samo do mnie przychodzi, nawet jak wyrzucam to z głowy. I wpadam w takie błędne koło, cierpię ja, cierpi Wolf, a mi potem jest z tego powodu przykro.
środa, 12 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kochanie jutro będę z Tobą i będę Cię trzymał za rączkę,możesz ściskać z całej siły i nawet gryźć mnie w ramię:).Myślenie na temat blizn zmienimy jak tylko Cię wycałuję,każdą z osobna i milimetr po milimetrze:).Skarbie tego,że nie będziesz przez mnie płakać obiecać Ci nie mogę,bo jak będziesz nieposłuszną dziewczynką to będą ślady na pupie,coś jak na czołgu "Rudy";).I nie jest to BDSM:P.Zresztą Ty wolisz to niż "krzyk";).A o mnie się nie martw(proszę:)).Ja będę silny za Nas dwoje i damy radę,a poza tym sama zobacz...Teraz jest dobrze i może ten płacz był Ci potrzebny,czasem warto wylać z siebie pewne rzeczy za pomocą łez,choć szczerze powiem,że nie lubię na to patrzeć i serce mi się kraje,a wtedy najchętniej bym Cię przytulił...Mocno,tak bardzo mocno objął i pocałował w czółko:*:).
OdpowiedzUsuńBlizny rzeczywiście paskudna rzecz, ja do dzisiaj mam na nodze bliznę po wypadku rowerowym, na szczęście już nie tak widoczną, ale jednak. Super że masz Wolfa, taki facet to skarb. Pozdrawiam Was serdecznie :)
OdpowiedzUsuńWiem, że będziesz, ale zastanów się poważnie nad tym użyczeniem ramienia, bo ja mocno gryzę ;)
OdpowiedzUsuńTy nie lubisz patrzeć, ja nie lubię płakać. Może już więcej, się to nie powtórzy, będę twarda..., i żyli długo i szczęśliwe ;)
Zimbabwe, wiem..., i z każdym dniem dziękuję za to z całego serducha, takie szczęście mi się trafiło :)
OdpowiedzUsuńTylko, niech to szczęście przeze mnie się więcej nie smuci, wolfik... kocham mocno, mocno, mocno :*
Salanee, przesyłam Ci ogromną garść
OdpowiedzUsuńdobrych myśli i wszystkiego dobra.
Niechby ból opuścił Cię jak najszybciej.
Mając tak wspaniałego mężczyznę, jakim jest Wolf, wierzę, że tak się właśnie stanie.
Pozdrawiam Was serdecznie :)
Yyy...ekhm...Tylko bez przesady:)..Ja po prostu Ją Kocham:).
OdpowiedzUsuńwolf, jest po prostu skromny :):*
OdpowiedzUsuńSalanee powiem tak:
OdpowiedzUsuńjutro dasz sobie radę, naprawdę, u boku Wolfa najgorsze zło przemieni się w dobro tak samo jest z bólem, będzie dobrze.
Blizny, rzecz nie ciekawa, ale one kiedyś zginą, zreszą teraz to mozna nawet operacje plastyczne robić. Najwyzej tego lata nie pokażesz sie w podkoszulce na naramkach...wiem...ale za rok będziesz już wspominać tylko ten koszmar :-)
Martwi mnie jedynie te twoje niejedzenie. To kurczę naprawdę niedobrze, abys w anoreksję lub bulimię nie wpadła.
Nie dziwię się, ze Wolf się martwi, bo ja też robie to samo. Może popróbuj jeść to co najbardziej lubisz, co sprawia Ci radość...nie wiem, byle jeść!!
Pamiętaj, że zawsze jestem z Tobą1
Ps. A na blogu, wiem, ze nie trzeba codziennie pisać, ale ja chcę. I jak mam o czym to pisze, a jak nie, to nie.
Tulę i pozdrawiam Ciebie i Wolfa:-)