sobota, 1 maja 2010

Jako,że Salanee ma dalej lenia i zwala to wszystko na PSM ;)to ja spróbuję coś napisać. Pewnie pójdzie mi to jak po grudzie, bo nigdy nie pisałem, nie prowadziłem bloga, i nie wiem, czy się potrafię tak otworzyć, jak Pysio:) Sam nie wiem od czego zacząć, bo dzień podobny do dnia, ale to nie oznacza ,że nudny... Wstaję z uśmiechem ,bo wiem ,że zaraz JĄ zobaczę:). Tak,tak -JĄ- Agniesię:).Budzę się po 6 i przez dwie, trzy godziny powstrzymuję się,aby nie napisać eska, nie zadzwonić..., ale nie, nie, nie mogę, bo przecież niech się wyśpi, a jednocześnie sięgam za telefon i znów odkładam;)... Aż w końcu wybija 9 i mogę ,już czas budzić;), a samo budzenie też trwa z pół godziny;)... Na początku słyszę dziwne dźwięki(!@#$%^&&;-nawet trudno powtórzyć;)), potem dociera zaspany głos "nooo":P. Później zmuszam Pysia do podniesienia jednej powieki, po chwili drugiej, następnie klękamy na łóżeczku i siadamy, a potem bach, znów na łóżko;) i znów procedura od początku;) i tak dopóki nie pójdzie do łazienki... Wreszcie słyszę "dryn,dryn,dryn" i skype zaczyna się "grzać";). Z oczywistych względów nie będę pisał o szczegółach, ale to jest niesamowite, bo niby jesteśmy tak daleko od siebie, to czuje się bliskość, prawie namacalność (choć chciało,by się bliżej Raju,oj chciało;)), ale jestem cierpliwy, a poza tym apetyt będzie większy;). Potem nie wiadomo kiedy jest pora obiadku.... Ech no właśnie obiadku... Ja pożeram kawał mięcha-jak to wilk, a mój Niejadek, jak ta ptaszyna,skubnie dzióbnie, pogrzebie i już Ją brzuszek boli... Oczywiście je, i za wolfa, i za siebie, i za nas itd, ale jak robi taką smutną minkę, i prosi "już nie mogę, pełna jestem ,proszę" to czasem ulegnę, choć potem tego sam żałuję, bo wiem, że musi jeść, musi nabierać sił. Teraz, jak to czytam, to tym bardziej się upewniam i zarzekam się sam w sobie, że mimo wszystko, mimo tej słodkiej minki, nie będę Jej ulegać... Ufff, wreszcie zjadła(no prawie wszystko;)), a wtedy nastaje słodkie rozleniwienie, i co;)? I idziemy drzemać:)... Pobudkę robię około 18,tak żeby do 19 się wybudziła i przez następną godzinę znów ta sama procedura rozbudzania apetytu(czyt. wmuszania;)) kolacji;). A wieczorem, a wieczorem rozmówki o wszystkim;) Tak,tak o wszystkim, bez wyjątku;). Dziwne,ale mogę Jej powiedzieć wszystko i to już od dawna,a uważałem się za skrytą osobę i ciężko mnie było namówić do zwierzeń,opowieści o sobie,mówienia o swoich pragnieniach,marzeniach ,a Waderka sprawiła,że klepię jadaczką bez opamiętania i nie raz się łapię na tym ,że wchodzę Jej w zdanie;),ale obiecuję poprawę:)....Teraz piszę i słyszę Jej oddech,zerkam co robi...Paluszek w buzi i wlepia swoje śliczne ślipka w TV;)...Mogę tak godzinami na Nią patrzeć i zawsze czuję niedosyt:)...Chyba starczy na dziś,co?;)Jak na pierwszy raz i tak mnie poniosło;)...Może jeszcze tylko jedno.Moje życie wreszcie ma sens ,już nie jest wegetacją z dnia na dzień.Cokolwiek robię,gdziekolwiek jestem Ona zawsze jest ze mną:)... Cdn.(może;)).

1 komentarz:

  1. Noooooo:)..., I już teraz wiem, że wolf też posiada dar pisania, i ja mu tak łatwo nie odpuszczę, będzie tu trwał ze mną..., i wspomagał mnie, kiedy mnie samej, sił na pisanie zabraknie, a ostatnio tak jest. Opisany nasz dzień..., chociaż zdecydowanie te dni są za krótkie, i te wszystkie czynności, które są tu opisywane, zabierają trochę czasu, ale cóż..., taka już jestem niedobra;)

    Wolfiku..... Muaaaaaaa, KC:*

    OdpowiedzUsuń