Pogoda nas nie rozpieszcza w ostatnim czasie, wszystko to odbija się na człowieku, i jego samopoczuciu. Ledwo się wstanie, a już chce się spać. Jeszcze plecy mi nie pomagają, i praktycznie nie zdarzyło się, żeby mnie ból nie obudził. 5-6 godzin snu w nocy dla mnie, to za mało. W dzień 2-3 godzinki dodatkowe, i można by rzec, że uzbiera mi się 7-9 godzin, ale organizm jakoś mocy przerobowych nie zbiera. Ciągłe opady deszczu powodują kiepskie nastawienie, brak pomysłów, zorganizowania, nic się nie chce. Męczy mnie to strasznie, bo nie lubię taka być, bo ja wolę mieć dobry nastrój, uśmiechać się, i nie popadać w dziwne stany, które nadal występują. Ostatnio, taki kryzys miałam w szpitalu, i zdecydowanie go nie lubiłam. Zawiesić się, i tak patrzyć w jeden punkt..., masakra jakaś... Zmęczona jestem tym wszystkim, i gdyby nie wolf, to pewnie w ogóle już bym się przestała uśmiechać... On, potrafi sprawić, że jakoś zapominam, i wracam do siebie, jak za starych dobrych czasów, kiedy to choroba, nie wiodła u mnie głównego prymu. Ciężko mi jest jednak, bo wiem, że nie zawsze mogę wykrzesać z siebie coś pozytywnego, będąc w kiepskim stanie psuję humor jemu..., i takie błędne koło się wytwarza, bo kiedy on jest smutny, to i ja smucę się jeszcze bardziej. Ech. Czemu organizm człowieka jest taki skomplikowany, i dlaczego czasami nie można sobie z nim poradzić, chociaż bardzo by się chciało? Wiem, marudzę, ale tak już mam, bo chciałabym, żeby wszystko zaczęło się układać, żebym zaczęła zdrowieć, żeby rany na plecach w końcu zagoiły się, żebym powoli zaczęła zapominać, co przeszłam przez ostatni rok..., bo za niedługo właśnie wypadnie rocznica mojego zachorowania. Nigdy bym nie pomyślała, że czeka mnie taka długa walka, o zdrowie, że medycyna straci pomysł, jak mi pomóc, że lekarze, poddadzą się, nie mając żadnego punktu zaczepienia, że tak naprawdę pozostawią mnie samej sobie, licząc na to, że może coś wykombinuję? A ja już nie wiem, co mogę robić, żeby w końcu opuściły mnie te bakterie. Opatrunki zmieniam kilka razy dziennie, ciągłe płukania pod prysznicem, kwasem bornym, nie przynoszą rezultatu, a występująca monotonia sprawia, że nienawidzę tej procedury. Już nie pamiętam kiedy, czerpałam przyjemność z kąpania się. Jeżeli ta autoszczepionka mi nie pomoże, to nie wiem, co zrobię, boję się, że wybuchnę, i już więcej znieść nie będę mogła, że poddam się, i przestanę walczyć, że czara goryczy wobec mnie samej się przeleje, i ta moja niby silna psychika pójdzie się "paść". Czasami zastanawiam się, za co to wszystko, czym sobie zapracowałam co takiego zrobiłam, że tak mnie to wszystko doświadcza. Zawsze byłam dobrym człowiekiem, nigdy nie chciałam dla nikogo źle, pomagałam, nie było u mnie słowa "nie mam czasu", wobec innych ludzi..., jednak jak coś do człowieka ma się przyplątać, to bez względu na to, co zrobił, i tak przyjdzie, i w nosie ma to, że człowiek w życiu nacierpiał się już wystarczająco, i chociaż raz chciałby nie myśleć, i oddać się szczęściu, które nazywa się wolf. Ech.
Miałam się położyć spać w południe, nie wyjdzie mi to niestety. Amelka mnie zaszczyci swoją obecnością, bo jej mama musi ratować sprzęt, który lada moment zostanie zalany przez wodę. Niestety, w moim mieście zaczyna się dziać źle. Dzisiaj mają zamknąć mosty, które łączą nas z drugą częścią miasta. Woda wylała, jest już całkiem niedaleko ode mnie. Z okna widzę, jak przybiera, zalała cały stadion, i jeżeli nie przestanie padać, to w końcu wały zostaną przelane, i woda obleje moje osiedle. Korki są straszne, straż nie chce puszczać samochodów, kryzys, a deszcz sobie nic z tego nie robi, tylko leje, jakby ktoś na górze wypłakiwał morze łez... Tak samo, jak w 1997 roku...
Ciekawe, co się śni wolfikowi, tak, on ucina sobie drzemkę, i mam nadzieję, że w przeciwieństwie do mnie śni mu się jakiś dobry sen..., i budząc się, sprawi, że moja twarz przybierze jaśniejszych barw, i uśmiechnę się zapominając na czas jakiś o wszystkim... I nauczy mnie grać w szachy, bo jakoś do dnia dzisiejszego nie opanowałam zasad, wiem..., mądrością nie grzeszę.
I w ogóle wyszłoby słońce, bo chcę wrócić do swoich sił witalnych, nie godzi się, żeby Salanee była smutna, żeby traciła wiarę, wiarę, którą tak przekazuje innym. Przez to staje się niewiarygodna, i sprawia, że sama w siebie też nie wierzy.
..., a miał być dzisiaj optymistyczny wpis..., jednak coś mi nie wyszło...
Aga cóż ja ci mogę powiedzieć, żeby mądrze i optymistycznie... Zdrowiej wreszcie dziewczyno bo miłość kwitnie a ta cuda działa (wiem co mówię)
OdpowiedzUsuńA kto to jest pesymista? To optymista po przejściach. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń