Poniedziałek, zwany dniem pracowitym! Nie, nie dla mnie, wolfik,dzisiaj wzorowym obywatelem jest, i oporządza trawę wokół domu, coby sąsiadom nie rozsiać chwaścików, które niewątpliwie na tej trawce się znajdują. Mięśnie poprzez drgania się mu wzmocnią, i będzie potem King Bruce Lee karate mistrz! O! Ja również nie próżnuję, i w ramach postanowienia, które wystąpiło jakieś dwa tygodnie temu, a do którego zebrałam się dopiero teraz, bo przecież wszystko musi nabrać mocy urzędowej, zrobiłam porządek w szafie... Nad jednym ubolewam, nie mam teraz w czym chodzić! Większość rzeczy jest dla mnie za duża, pozostała część, jakoś przestała mi pasować, i efektem tego są puste miejsca na moich półkach. No, nic, jakoś braki uzupełnię, grunt, że mam porządek..., na jak długo, to się okaże, bo jakimś dziwnym trafem, sam u mnie po czasie zaczyna występować. Dziwne, nie?
Dzień przyjemny, zresztą ja od ponad miesiąca nie posiadam nieprzyjemnych. Zastanawiam się, jak kiedyś mogłam żyć w przekonaniu, że przez życie chcę przejść sama, że do szczęścia nikt mi nie jest potrzebny. Niebywałą egoistką wtedy musiałam być, skoro takie głupie myślenie wkradło się do mojej głowy. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez wolfa, wszystko po raz kolejny straciłoby sens, a ja już na pewno przestałabym chcieć tu być. Psychika moja, niby mocna, na takie coś nie byłaby przygotowana, i nie potrafiłaby sobie wytłumaczyć dlaczego..., No, dobra, cichnę już, bo zaraz usłyszę tudzież zobaczę... "Przestań", jakże wolf lubi używać tego słowa w stosunku do mnie, i to nie chodzi o nic zdrożnego, absolutnie, wtedy powiedziałby "nie przestawaj" ;)
Jutro czeka mnie wyjazd do Krakowa, pierwszy krok, który pozwoli mi mieć nadzieję, i który zbliży mnie do początku końca. Na dzień dzisiejszy, nie jest dobrze..., jednak wierzę, bo wiem, że tym razem się uda!
Uciekam, bo grzmi! I to nie jest wolf, ale burza, która nieśmiało zaglądnęła do moich okien, i nie zapytała, czy może..., a ja się jej tak boję...
Wolfik...: من شما را دوست دارم! :*
poniedziałek, 10 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Salanee Ty się nie śmiej z moich mięśni;).Fakt,że są jak u bociana pięty,ale Ciebie jeszcze dam radę nosić na rękach;).Ja tak mówię "przestań":)?Hym,ciekawe,że też to wychwyciłaś;).Zdecydowanie wolę to drugie słówko,choć nawet gdybym użył tego pierwszego to na nic,by się to nie zdało i dobrze ;)!A Ty wiesz,że zaraz będę Cię budził i pierwsze pytanie będzie "jak tam obiadek,zjedzony,ile ;)?"I już słyszę " no dużo,dużo,brzuszek pełny i kolacji już nie jem",a po dopytaniu okaże się,że ledwo co dno talerza przykryła ta zjedzona przez Ciebie zupka;).Aaa...To odczytałem dopiero po drzemce,ale powiem Ci,że...Hihihi ,nie ,nie tutaj;).Zresztą Ty wiesz co...;).A teraz zanim Cię obudzę,popatrzę na Ciebie,nasycę się tym prześlicznym widokiem Śpiącej Królewny:*:).Pozdrawiam Wszystkich:).
OdpowiedzUsuńDo Krakowa powiadasz?
OdpowiedzUsuńTak, do Krakowa, a dokładniej na ulicę Sławkowską :)
OdpowiedzUsuńSławkowska - to całkiem niedaleko miejsca gdzie mam zajęcia :) Szkoda tylko, że zaraz po nich muszę lecieć do biblioteki :( No cóż, widmo bliskiej sesji i czterech dużych kolokwiów...
OdpowiedzUsuńTak czy siak, życzę Wam wspaniałego pobytu w Krakowie :)
Apropo sesji...To sesja jest jak pierwszy seks - nie wiesz w co ręce włożyć...;).
OdpowiedzUsuń