czwartek, 3 marca 2011

Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła... 

Ruchomy, Tłusty Czwartek. Pewnie wielu z Was zajadało się dzisiaj pysznymi pączkami, które pobudziły  indeksy glikemiczne i skłoniły  Was do sięgnięcia po kolejne olejowe ciasto - Bon appétit! Przyznajcie się zatem, ile pączków dzisiaj zjedliście? Ja, nie skosztowałam ani jednego,chociaż w domu stało ich ze 20. Nie powiem,  kusiło mnie, ale wiedziałam, jakie konsekwencje niesie ze sobą zjedzenie pączka. Pomyślenie o zgadze, która wystąpi później wystarczyła, żeby cofnąć rękę. Poza tym, 250 kcal, wolę wykorzystać na inne dobrocie, aniżeli coś, co przyprawi mnie tylko o wyrzut sumienia i dyskomfort brzuszny. Tak bywa. Nigdy bym nie pomyślała, że tak zmieni mi się myślenie, że dostanę jakiegoś jobla na punkcie zdrowego odżywiania, chociaż nie uważam, żeby zjedzenie pączka było grzechem. Absolutnie! Pomyślałam sobie, że skoro nie jem pączków, to chociaż trochę sobie o nich popiszę, należy im się w takim dniu, jak dziś. Szkoda tylko, że patrzę na nie przez pryzmat kaloryczności, ale skoro mam jobla, to nic na to nie mogę poradzić ;) 
Przede wszystkim, jeden pączuś zawiera gdzieś około 250 kcal. Dla osób, które nie liczą swojego zapotrzebowania kalorycznego lub nie mają problemów ze skaczącą wagą, te liczby nie zrobią żadnego wrażenia, natomiast u tych, którzy chcieliby troszkę ograniczyć swoje kalorie, mogą wywołać drobne załamanie. 250 kcal, to jest porządne, zdrowe śniadanie! 250 kcal, to jest porządny, zdrowy obiad! Czy zjadając jednego pączka, człowiek się naje? Czy zaspokoi swoje podniebienie okrągłym, oblanym lukrem smakołykiem? Ciężko będzie, szczególnie kiedy lubi się jeść pączki. Podniebienie samo zawoła o kolejne, bo pobudzi się tylko receptory, które skuszą do złego. Pączki są dla ludzi - owszem, ale trzeba znać ich umiar. Mało tego, żeby spalić jednego pączka, należy poćwiczyć dobrą godzinę i to dość intensywnie na dodatek. Jeżeli  nie możecie się oprzeć jedzeniu pączków, to wybierzcie sobie te, które jako nadzienie mają konfiturę, a nie czekoladę - mniej kalorii. Ja nigdy nie lubiłam nadzienia, zawsze zostawiałam dla taty. A jeżeli nie robi to na Was żadnego wrażenia, to jedzcie do woli, wszak tradycja mówi, by w Wielki Czwartek zjeść jak najwięcej pączków. Wtedy przez najbliższy rok, nie będzie brakowało niczego, czego będziecie potrzebowali. Zobaczymy, jak się to przełoży na mnie, skoro nie zjadłam ani jednego. Na pewno napiszę  pod koniec roku? Chcę tylko jednego - być zdrową i wiem, że pączki mi w tym na pewno nie pomogą.

Parę słów do Kisiołka. 
nie nerwuj się mój bracie miły
ostatnie dni to sprawiły 
że jest mnie mniej niż być powinno
taki niestety jest  urok mój
zamykam się  gdy czuję ból

Obiecuję, że od teraz będzie lepiej!
Za jakoś rymów przepraszam, do Ciebie mi daleko, ale się starałam, naprawdę :) 
Za niedługo  już wyciągniemy rowery i wyruszymy na nich wraz z wiatrem we włosach i muchami w zębach, i znowu będziemy się śmiali, że nas bolą kolana, i znowu zapomnisz się wypiąć i w tempie powolnym polegniesz wraz z rowerem w pokrzywy, a ja znowu poskładam się ze śmiechu, który wywoła u mnie łzy. Zobaczysz, że tak będzie :)

2 komentarze:

  1. Ja zjadłam dziś całego jednego pączka. ;) jakoś na więcej ochoty nie było :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja 5 :) Tak, słownie i liczebnie 5 (pięć) :)

    OdpowiedzUsuń