środa, 30 marca 2011

Błogie lenistwo w pełnym słońcu. Niach, niach, niach, jak ja uwielbiam. Pogoda świetna, chce się żyć, chce się biegać, skakać, latać, pływać w tańcu, w ruchu wypoczywać... No dobra, poniosło mnie, ale nastawienie do wszystkich rzeczy mam bardzo pozytywne. Wczorajszą wizytę u dentysty przeżyłam, aczkolwiek poszłam tylko zaplombować zęba, a zostałam naciągnięta jeszcze na wyrwanie. Niestety, górna szóstka dawno temu się rozsypała (efekt rozgryzania orzechów + otwierania piwa), i został mi tylko korzeń, który prosił się, żeby go usunąć, jednak ja, osoba panicznie bojąca się dentysty, nie spieszyłam się tego zrobić wcale. Wczoraj się wykonało. Pani powiedziała, że pójdzie szybko, bo takie korzenie usuwa się raz, dwa. Zastrzyki znieczulające (to była tragedia) i rach ciach!!! Ups, zapomniałam tylko powiedzieć dentystce, że ja jestem oryginalny egzemplarz i u mnie coś z pozoru łatwe, wcale takie nie jest. Co się kobieta naklęła nad tym moim "zębem", nie mogła go usunąć, moja buzia latała w każdą stronę, a ja miałam wrażenie, że za chwilę to jej dłuto przebije mnie na wylot. Czułam każde poruszenie narzędzi w mojej szczęce, a korzeń ani drgnął. Dopiero rozdrobnienie na kawałki i mozolne wyjmowanie po kawałku, doprowadziło do finiszu. Dopóki wszystko było znieczulone, czułam się świetnie, poza złudzeniem, że mi ślina wycieka z kącika ust ;) Wyskoczyłam nawet z Kisiołkiem na soczek pomidorowy... A wieczorem, ból straszliwy w miejscu wbitych zastrzyków, ból gardła i ból zębodołu. Gorączka też się przyplątała, ale nie zwalczałam. Zimna woda łagodziła dolegliwości bólowe i jakoś zasnęłam, a dzisiaj jest już lepiej, chociaż jeszcze czuję ból. Następna wizyta w piątek, wymiana plomby. OMG! Już się boję ;)

Dzisiaj też wyskoczyłam na rower, chciałam spożytkować energię, której znowu mam nad stan. 20 km zrobione, wiaterek nie był tylko moim sprzymierzeńcem, ale podołałam, wszak to dla mnie sama przyjemność. Mam nadzieję, że nie zachoruję po raz wtóry, ale odpluwam, żeby nie wykrakać, jak to ja.

To tyle, spadowywuję. Cmok ludki!

1 komentarz:

  1. 20 km... Ładnie!
    A kiedyś to po prostu ząbki kowal wyrywał... ;) I też się żyło :P (Oczywiście to żart :) )
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń