Wyznania Salanee cz.1
Długo się zbierałam do napisania tego "zdrowego" wpisu, który, jakby nie było przedstawi mnie w zupełnie innym świetle. Pamiętacie zapewne przeszłość blogową, moje problemy z jedzeniem, o których wielokrotnie wspominał W, czy też ja. Nigdy nie traktowałam jedzenia, jak czegoś potrzebnego, mój tryb życia to sprawił. Po prostu nie odczuwałam głodu, katowałam swój organizm zupełnie nie mając pojęcia, jakie może to nieść konsekwencje. Choroba, nieoczekiwane schudnięcie, dawało mi pewną satysfakcję, że częściowo udało się pozbyć nadbagażu, chociaż fizycznie nigdy z nim nie czułam się źle, tylko w lustrze bardzo nie lubiłam się przeglądać. Człowiek dąży do celu, moim zawsze było, akceptować siebie. Słaba wola, brak umiejętności pokonywania słabości, a w końcu mieszkanie z rodzicami, nie pozwalały mi zauważyć tego, co złe. Mój organizm, jak już wspominałam wcześniej, działał na rezerwach. Nie jadłam śniadań, nie zawsze jadłam obiad, o kolacjach również zapominałam. Co jadłam? Zależało od dnia. Głównie było to śmieciowate jedzenie, które nie miało w sobie żadnych witamin. Nieregularność była jednak zabójcza. Organizm głupiał coraz bardziej, wyniki leciały w dół, źle się czułam, włosy zaczęły wypadać, ciągle było mi zimno. Zwalałam wszystko na chorobę tarczycy, bo przecież tak jest najłatwiej. Pamiętam ile razy W. tłukł mi do głowy, że trzeba jeść, byłam jednak mądrzejsza. Niekoniecznie we wszystkim miał rację, ale w tym, że trzeba , to na pewno, c.d.n...
Długo się zbierałam do napisania tego "zdrowego" wpisu, który, jakby nie było przedstawi mnie w zupełnie innym świetle. Pamiętacie zapewne przeszłość blogową, moje problemy z jedzeniem, o których wielokrotnie wspominał W, czy też ja. Nigdy nie traktowałam jedzenia, jak czegoś potrzebnego, mój tryb życia to sprawił. Po prostu nie odczuwałam głodu, katowałam swój organizm zupełnie nie mając pojęcia, jakie może to nieść konsekwencje. Choroba, nieoczekiwane schudnięcie, dawało mi pewną satysfakcję, że częściowo udało się pozbyć nadbagażu, chociaż fizycznie nigdy z nim nie czułam się źle, tylko w lustrze bardzo nie lubiłam się przeglądać. Człowiek dąży do celu, moim zawsze było, akceptować siebie. Słaba wola, brak umiejętności pokonywania słabości, a w końcu mieszkanie z rodzicami, nie pozwalały mi zauważyć tego, co złe. Mój organizm, jak już wspominałam wcześniej, działał na rezerwach. Nie jadłam śniadań, nie zawsze jadłam obiad, o kolacjach również zapominałam. Co jadłam? Zależało od dnia. Głównie było to śmieciowate jedzenie, które nie miało w sobie żadnych witamin. Nieregularność była jednak zabójcza. Organizm głupiał coraz bardziej, wyniki leciały w dół, źle się czułam, włosy zaczęły wypadać, ciągle było mi zimno. Zwalałam wszystko na chorobę tarczycy, bo przecież tak jest najłatwiej. Pamiętam ile razy W. tłukł mi do głowy, że trzeba jeść, byłam jednak mądrzejsza. Niekoniecznie we wszystkim miał rację, ale w tym, że trzeba , to na pewno, c.d.n...
Ostatnio oglądałam w TVN program o kobietach z anoreksją. Te dziewczyny wyglądały tak, jak ludzie ze zdjęć z obozów koncentracyjnych. W sumie to zdumiewające - miliony ludzi na świecie głodują, a u nas są tacy, którzy sami głodzą się na śmierć.
OdpowiedzUsuńJa również mam niedowagę, ona wynika z bardzo szybkiej przemiany materii, która ma tempo jak hiperinflacja w Zimbabwe. Ale muszę się pochwalić, że przybyło mi jedno kilo :) I się trzyma póki co.
Życzę Ci aby i Tobie przybywało :D
Zim, mnie niech nie przybywa, ja wróciłam do swoich norm i jeszcze troszkę chcę, żeby waga w dół poleciała i zacznę się stabilizować :) Pisałaś, że zjadłaś 5 pączków w Tłusty, ale jak masz niedowagę, to mogłaś zjeść z 7, pewnie Ci i tak różnicy nie zrobi, skoro masz ekspresową przemianę materii. Ja się teraz też reguluję pod względem metabolicznym :)
OdpowiedzUsuńAnoreksja jest paskudna. Tak, jak mówili jest to choroba duszy. Gdybym nie zmądrzała pewnie wpadłabym w to samo. Te dziewczyny boją się jeść bo automatycznie przytyją i jest to prawda. Efekt jojo murowany, brak odpowiednich składników w diecie powoduje, że kiedy organizm tylko to dostanie odłoży sobie w postaci tłuszczu, i będzie czekał na gorsze czasy (głodzenia), żeby mógł z czegoś czerpać.
JA też przez pewien czas miałam tak z jedzeniem. Nikogo nie słuchałam mimo, iż mieli rację.
OdpowiedzUsuńNajważniejsze że teraz już jadasz i to dobrze jadasz - bo najsmaczniejsze jest to, co przygotuje się samemu nieprawdaż...? :)
OdpowiedzUsuńKalu, a żebyś wiedziała. Czerpię niesamowitą frajdę z gotowania, ach gdyby kuchnia była tylko moja... :)
OdpowiedzUsuń