czwartek, 19 listopada 2009

"Nieważne jest w moich oczach, czy człowiek będzie mniej, czy więcej posiadał. Ważne jest, czy będzie mniej, czy bardziej człowiekiem."

Staram się żyć w zgodzie z samą sobą, z moimi przekonaniami. Szukam, i czasami znajduję. Nie chcę od życia więcej, niż ono samo  może mi dać. Nie oczekuję wiele. Od zawsze największą wartością dla mnie, były relacje z ludźmi. Dzięki nim jestem w stanie jakoś  funkcjonować, być na dany moment potrzebną, cieszyć się tym, że mogę sprawić radość , nie martwić się na zapas tym, co będzie, czerpać z życia, i śmiać się...  Nie zamykam się, ale unikam tego, co działa na moją szkodę,co nie pozwala mi być normalną, co powoduje, że przestaję się uśmiechać, a zaczynam zastanawiać... Przede wszystkim - nie zastępuję ludzi innymi ludźmi -  akceptuję to, co przynosi mi dzień. Coś się kończy, coś zaczyna. Koniec jest początkiem czegoś nowego. Tylko kiedy był koniec, i co to jest koniec. Koniec czego, a kiedy był początek?  Co to znaczy zastąpić kogoś kimś?

Znowu mam kryzys. Naprawdę, nie mam siły już walczyć o to zdrowie. Bezsilność moja, bezsilność lekarzy, bezsilność wszystkich. Dlaczego ten organizm, nie chce dać się leczyć, dlaczego nie mogę jak inni ludzie, zachorować i wyzdrowieć, no dlaczego? Znowu mam jeździć w poszukiwaniu lekarzy, którzy podejmą się próby wyleczenia? Tylko wyleczenia czego? I znowu pół pleców mi wytną, albo jeszcze bardziej oleją? Zdążyłam ich już na tyle poznać, iż wiem, że w tych większych klinikach w nosie mają pacjenta - tak zniszczyli mi ścięgna w ręce, i przez to nie prostują mi się palce... mogłabym walczyć, aby operacyjnie je naprawić, ale...nie chcę, boję się... już 3 razy próbowali... bezskutecznie...Nie ufam im - nie znam ich. Boję się ich.  Czemu zawsze, co najgorsze musi przytrafić się mnie. No, czemu :(
W przychodzi nie dowiedziałam się niczego konkretnego... Lekarz sam siebie oszukuje mówi, byle mówić. Organizm nie posiada odporności - tak, tylko ciekawe, że lekarz rodzinny mówi co innego. Nie zauważył górnego nacieku! Jak można nie zauważyć wielkiej kulki - do tego czerwonej, i tak bardzo bolesnej, że po nocach spać nie mogę. Po pokazaniu jej, się zszokował, i załamał ręce, bo tak może  robić  się w nieskończoność... aż w końcu dostanę jakiegoś groźnego powikłania, i się skończy, bo ile ten organizm wytrzyma.
Krzywa cukrowa wyszła bardzo dobrze - nie mam cukrzycy.
TSH  - prawidłowe.
Niemniej jednak, dał mi skierowanie na badania krwi, do zrobienia mam : morfologię  ( 8 parametrów), rozmaz automatyczny, kreatyninę, mocznik, CRP, HbA1C. Wszystko ładnie, pięknie, ale  nie wiem skąd mi ją tym razem pobiorą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz