Szpitala mam dość. Pielęgniarki też - chociaż nic mi nie zrobiła, inne siostry śmieją się ze mnie, że moja podobizna powinna zostać powieszona w głównym holu szpitala, za staż w chorobie, tylko jakoś mnie nie jest do śmiechu. Zegar tyka, czasu coraz mniej, a ja nadal nie wiem, co ze mną będzie - te myśli nie dają mi spokoju! Znowu nie obyło się bez bólu... już samo położenie na kozetce zwiastuje coś niedobrego, a widok podchodzącego, zakładającego rękawiczki lekarza, który mówi: "proszę podać mi skalpelek" sprawia, że czuję się jak w Pile 4 - oczywiście, występuję po stronie ofiary. Moje biedne dupo-plecy... Dzisiaj obyło się jednak bez zakładania sączka, byłam tak bardzo wystraszona, że lekarzowi się mnie żal zrobiło, i dał mi spokój. Oni wszyscy widzą, że ja mam już dość , i że każdy ruch z ich strony wzbudza we mnie niepokój, co tym razem będą robić. Nie jest za ciekawie. Obrzęk nie ustępuje, rana w dolnej części pleców nie wytwarza prawidłowej ziarniny, skutkiem czego będzie zapewne wycinanie powstałych naddatków, ropień jak był, tak jest, i pojawił się nowy... Chlip... :( Dodatkowo, po antybiotykach odczuwam skutki uboczne w postaci zakażenia "buziowego" - afty i inne tego typu pochodne. Co się stało z tym moim organizmem, nie mam zielonego pojęcia. Nigdy mi nie dawał tak popalić. Dodatkowo cierpię na ból karku - to chyba od komputera... i złej pozycji wyjściowej przy siedzeniu. Jak człowiek nie spojrzy, to wszystko w d.....
Następna część dnia, upłynęła mi na pracy. Pod koniec każdego miesiąca, musimy rozliczyć się z części, które wymieniliśmy ludziom w telefonach gwarancyjnych, i oddać je producentowi. Na tej podstawie mamy potem płacone, za zaakceptowane naprawy. Jako, że mam status pracoholika, części zostały przywiezione do mnie. Z wielką przyjemnością wyszukiwałam głośniczków, LCD-ków, taśm LCD, mikrofonów... Każda część ma swój kod produktu- musi być identyczny, jak na kartkach dostarczonych od producenta, jak będzie inny - naprawa nie zostanie zaakceptowana. Praca bardzo czasochłonna, i czasami człowiek musi się nakombinować, żeby wszystko wyszło dobrze . Grunt, to wiedzieć, co się robi. Części zostały zrobione.
Na przyjemności w sieci też był czas, i na niebanalne konwersacje, i na dużo śmiechu , i że nawet Dudka nie wzięli na Mundial? ;)
Dzień dopełniony.
A jutro czekają mnie badania. I muszę wstać o 6...Dostałam skierowanie na krzywą cukrową, wiąże się to z piciem glukozy... Nie wiem, czy dam radę, czy nie skończy się to jakimś surprisem na podłodze...No i te moje żyły... Nie ma gdzie się wkłuć. Wszędzie zrosty... już podczas ostatniego pobytu w szpitalu, wenflony zakładała mi tylko jedna siostra z długim stażem, bo inne nie były w stanie, i rozwalały mi żyły, albo w ogóle w nie, nie mogły trafić. Taki wenflon miałam na dwa dni, bo potem pojawiał się stan zapalny, wszystko strzelało.. I w ogóle, nie lubię pobierania krwi, i się boję... Człowiek na starość zaczyna wydziwiać...
Od wczoraj zasłuchuję się w Cirque Du Soleil...zasłuchajcie się i Wy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz