poniedziałek, 16 listopada 2009


No i znowu  poniedziałek. Znowu początek nowego tygodnia pracy, znowu ludzie uciekają do swoich obowiązków, wszyscy tacy zagonieni, nie zwracają uwagi na to, co dzieje się wokół nich.  I u mnie standard, chodzę jakaś taka zamyślona, że dowaliłam dzisiaj do znaku drogowego, w sumie kto stawia znak na  wąskim chodniku,  i na dodatek dlaczego ten znak był taki niski?  Dobrze, że nikt nie szedł za mną, bo miałby kupę śmiechu. Ja sama, wyszłam z tego prawie bez szwanku, poza wielkim zdziwieniem,  i małym guzkiem z boku głowy. Chociaż, jakbym pewnie muzyki nie słuchała, to bardziej bym się skupiła na tym,  jak idę,  i nic by mi się nie stało . To już nie pierwszy raz, kiedyś bym tak wpadła pod auto, słuchawki ogłupiają człowieka... No, ale, jak to się mówi: głupi ma zawsze szczęście, chociaż bywają też i podwójni pechowcy, do jakich zaliczam się ja? Czas pokaże.
Szpitala mam dość. Pielęgniarki też - chociaż nic mi nie zrobiła, inne siostry śmieją się ze mnie, że moja podobizna powinna zostać powieszona w głównym holu szpitala, za staż w chorobie, tylko jakoś mnie nie jest do śmiechu. Zegar tyka, czasu coraz mniej, a ja nadal nie wiem, co  ze mną będzie - te myśli nie dają mi spokoju!  Znowu nie obyło się bez bólu... już samo położenie na kozetce zwiastuje coś niedobrego, a widok podchodzącego, zakładającego rękawiczki  lekarza, który mówi: "proszę podać mi skalpelek" sprawia, że czuję się jak w Pile 4 - oczywiście, występuję po stronie ofiary. Moje biedne dupo-plecy... Dzisiaj obyło się jednak bez zakładania sączka, byłam tak bardzo wystraszona, że lekarzowi się mnie żal zrobiło, i dał mi spokój. Oni wszyscy widzą, że ja mam już dość , i że każdy ruch z ich strony wzbudza we mnie niepokój, co tym razem będą robić. Nie jest za ciekawie. Obrzęk nie ustępuje, rana w dolnej części pleców nie wytwarza prawidłowej ziarniny, skutkiem czego będzie zapewne wycinanie  powstałych naddatków, ropień jak był, tak jest, i pojawił się nowy... Chlip... :( Dodatkowo, po antybiotykach odczuwam skutki uboczne w postaci zakażenia "buziowego" - afty i inne tego typu pochodne.  Co się stało z tym moim organizmem, nie mam zielonego pojęcia. Nigdy mi nie dawał tak popalić. Dodatkowo cierpię na ból karku - to chyba od komputera... i złej pozycji wyjściowej przy siedzeniu. Jak człowiek nie spojrzy, to wszystko w d.....

Następna część dnia, upłynęła mi na pracy. Pod koniec każdego miesiąca, musimy rozliczyć się z części, które wymieniliśmy ludziom w telefonach gwarancyjnych, i oddać je producentowi. Na tej podstawie mamy potem płacone, za zaakceptowane naprawy. Jako, że mam status pracoholika, części zostały przywiezione do mnie. Z wielką przyjemnością wyszukiwałam głośniczków, LCD-ków, taśm LCD, mikrofonów... Każda część ma swój kod produktu- musi być identyczny, jak  na kartkach dostarczonych od producenta, jak będzie inny - naprawa nie zostanie zaakceptowana.  Praca bardzo czasochłonna, i czasami człowiek musi się nakombinować, żeby wszystko wyszło dobrze . Grunt, to wiedzieć, co się robi. Części zostały zrobione.

Na przyjemności w sieci też był czas, i  na niebanalne konwersacje, i na dużo śmiechu , i  że nawet Dudka nie wzięli na Mundial?  ;)
Dzień dopełniony.

A jutro czekają mnie badania. I muszę wstać o 6...Dostałam skierowanie na krzywą cukrową, wiąże się to z piciem glukozy... Nie wiem, czy dam radę, czy nie skończy się to jakimś surprisem  na podłodze...No i te moje żyły... Nie ma  gdzie się wkłuć. Wszędzie  zrosty... już podczas ostatniego pobytu  w szpitalu,  wenflony zakładała mi tylko jedna siostra z długim stażem, bo inne nie były w stanie, i rozwalały mi żyły, albo w ogóle w nie, nie  mogły trafić. Taki wenflon miałam na dwa dni, bo potem pojawiał się stan zapalny, wszystko strzelało.. I w ogóle, nie lubię pobierania krwi, i się boję... Człowiek na starość zaczyna wydziwiać...

 Od wczoraj zasłuchuję się w Cirque Du Soleil...zasłuchajcie się i Wy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz