Godzina 4:45
Mierzenie temperatury, przynoszenie basenów, misek, etc. Niektórzy, czyli ja, nawet nie pamiętają, że ktoś im coś do głowy przystawiał...
Godzina 7:00
Kolejne przebudzenie,na korytarzu zaczynają krzątać się ludzie, salowe, pielęgniarki, lekarze, dietetycy. Przykrywam się kołdrą... Jeszcze 5 minut.
Godzina 7:30
Cholera! Nie wyrobię się. Wstaję - ledwo co, niczym kaleczna 90latka. Udaję się do WC - po drodze, dzień dobry, dzień dobry...Cześć Papinku, a ty widziałaś się dzisiaj w lustrze? - pyta z szyderczym uśmiechem doktor K. Ale chodzi doktorowi o moje włosy? Rzuciłam tylko okiem wychodząc z sali, a że jedno mam astygmatyczne, to niekoniecznie muszę dobrze widzieć, ale przyjmijmy, że jest to świąteczny nieład artystyczny, muszę się tu jakoś prezentować z samego rana ;) - odpowiedziałam, i oddaliłam się opróżnić pęcherz w damskim WC...
Godzina 7:45
Wpadam na szybko do łazienki, poranna toaleta, wypadam zahaczając o swoje miejsce do spania..., prawie się zabijam, no kto te kółka tak ustawia w tych łóżkach!
Godzina 8:00
Wizyta lekarska. 9 lekarzy, 4 pielęgniarki, sekretarka, dietetyk... Zatrzymują się przy moim łóżku, pada hasło - Terapia Fagowa. Jeżeli dyrektor szpitala jej nie sfinansuje , będę musiała płacić. Wolę o tym nie myśleć - póki co.
Godzina 9:00
Śniadanie. Kawę zbożową zamieniłam na zwykłą, ponieważ raz mi dali z kożuchem, i już więcej się nie napiję. Bułka + jakaś nieznana mi kiełbasa. Zjadam połowę, bo więcej brzuch nie mieści. Zupy mlecznej mi nawet nie dają, bo wiedzą, że nie lubię.
Godzina 11:00
Kąpanie związane z późniejszą zmianą opatrunku.
Godzina 11:30
Opatrunek. Przychodzi mój doktor, ordynator, a także ordynator oddziału chirurgii dziecięcej., który jest zastępcą dyrektora szpitala. Mówią, że rany są brzydkie, organizm nie walczy z bakteriami, terapia - jedynym dla mnie ratunkiem. Ordynator życzy mi powodzenia. Zaczynają załatwiać sprawy związane z moją terapią. Będę pierwszą osobą, u której będą próbowali ją zastosować. Fajnie, nie, a jak się nie uda?...Ciężko myśleć pozytywnie.
Godzina 13:00
Obiad. Jakie obiady są w szpitalu - każdy wie, a jak nie wie, to niech spróbuje sobie wyobrazić, co może zjeść za 6 zł - tyle przydzielone jest na jednego pacjenta. Zupa - dobra, zjedzona w całości. Drugie - no comments.
Godzina 13:30
W ramach pomocy szpitalnej, dostałam zadanie bojowe. Nalepianie literek na butelki, w których znajdą się dwie wody utlenione, i kwas borny. Do literek dostarczono mi skalpel, miałam uważać. Uważałam, ale i tak jakimś dziwnym trafem, mam pocięte palce, że też te skalpele robią takie ostre.
Godzina 13:30
W ramach pomocy szpitalnej, dostałam zadanie bojowe. Nalepianie literek na butelki, w których znajdą się dwie wody utlenione, i kwas borny. Do literek dostarczono mi skalpel, miałam uważać. Uważałam, ale i tak jakimś dziwnym trafem, mam pocięte palce, że też te skalpele robią takie ostre.
Godzina 14:00
Jupi! Lekarze poszli, został tylko dyżurujący, ordynator o dziwo też gdzieś zniknął. Można udać się dotlenić płuco. Jedyna przyjemność, jaka mnie spotyka w ostatnim czasie.
Godzina 16:00
Mierzenie temperatury. Czuję, że mój organizm nie będzie miał 36,6... Mierzę, wynik - 37,8. Kurde! Powoli robi się to nudne.
Godzina17:45
Kolacja. Nie ma na nią smaków. Wszystko takie jałowe.
Godzina 19:00
Godzina 19:00
Wizyta lekarska. Lekarz cieszy z mojego centrum dowodzenia. Te stany podgorączkowe są przez bakterie, które we mnie siedzą. Każe myśleć pozytywnie.Wychodzi.
Godzina 19:45
Kąpiel.
Godzina 21:00
W końcu mogę się położyć, i zasnąć. Układam się na prawym boku, szukam najwygodniejszej pozycji, zasypiam... by się znowu obudzić..
W czasie nieopisanym, robiłam także pozytywne rzeczy, wszak ja innych nie robię. Załatwiałam zasiłek rehabilitacyjny, pomagałam innym - w miarę możliwości oczywiście...
W czasie nieopisanym, robiłam także pozytywne rzeczy, wszak ja innych nie robię. Załatwiałam zasiłek rehabilitacyjny, pomagałam innym - w miarę możliwości oczywiście...
Co do zasiłku, doktor K musiał wypełnić wniosek, który zostanie zaniesiony do ZUS-u, była tam rubryczka o ocenie wyników leczenia. Moim oczom ukazał się wpis: Rokowania niepomyślne, dotychczasowa terapia, nie przynosi rezultatów, wymagana terapia fagowa... Doktor K, kazał nie buczeć - się zastosowałam...
Był też czas, na chwilę refleksji, nad przemijającym życiem, a to dlatego, że umarła dzisiaj pani, która leżała z nami na sali. O tym podłym życiu na pewno powstanie osobny wpis, nie czas dzisiaj na przemyślenia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz