"Istnieją pewne granice przeżyć ludzkich i bezkarnie nie można ich przekraczać; jeśli się to stanie, gdy wyjdzie się „poza”, wówczas już nie ma powrotu do dawnego. Zmienia się coś w zasadniczej strukturze; człowiek już nie jest ten sam, co kiedyś".
Przychodzą takie chwile w życiu człowieka, że nawet przekaz blogowy nie pomaga. Nie o wszystkim da się, i można napisać, nie zawsze łatwo jest kliknąć "Publikuj". Czy blog jest lekarstwem na zło? Chyba nie. Bo przecież jeżeli trudno jest o czymś myśleć, to jak można o tym pisać? Jednak, czasami człowiekowi wydaje się, że pisząc daje upust swoim emocjom, a pozytywne komentarze, pomagają mu przetrwać ten cięższy okres. Pozwalają mu spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy, poszukać plusów, w tym jednym wielkim minusie.
Niestety, są też chwile, kiedy to wszystko przestaje działać. Taka chwila przyszła, i jakby na nią nie spojrzeć, wszystko wygląda tak samo - czyli źle. Człowiek nie potrafi zrozumieć słów, które stworzyły beznadziejną sytuację. Chce to przekazać, ale nawet palce jakby przeciw człowiekowi, piszą coś, a nie widzą w tym żadnego sensu. Człowiek stara się przezwyciężyć, bo przecież wielokrotnie mu to pomagało, i prosi te palce - pomóżcie, tak jak do tej pory to robiłyście... Niestety..., nie udaje się, i dlatego, za pomocą cytatu, który rozpoczyna mój dzisiejszy wpis, chcę przekazać swój stan, i zapatrywania na to, co sprawiło, że sprawiło...
Update:
Przepustka dla mnie, przybyła dzień wcześniej. Radość ma, nie do opisania. Pani Lidia - kobieta, z którą przez 3 tygodnie dzieliłam salę, została wypisana już na zawsze. Było bardzo dużo łez :( Tak bardzo się z nią zżyłam. Przez ten cały czas, była ze mną na dobre, i na złe. Pomagałyśmy sobie, byłyśmy VIP-ami, nie do ruszenia. Od samego początku była przy mnie, pocieszała, płakała razem ze mną, śmiała się nawet z tego samego... Kobieta po amputacji piersi - z nowotworem złośliwym, powiedziała mi dzisiaj, że mam walczyć o siebie, bo jestem dobrym człowiekiem, i nie zasługuje na to całe zło, które mnie spotyka... Chlip! Podobno przyciągam ludzi uśmiechem, i pozytywnym przekazem... emanuje ze mnie siła, która innym daje wolę życia - jej dała. Są też i złe strony. Powiedziała mi, że pewnie często mnie w życiu wykorzystano, i bawiono się mną... Skąd ona to wiedziała... Miło jest wiedzieć, że ktoś dzięki mnie będzie walczył dalej, że nie są to puste słowa, że komuś pomogłam ... Ech, tylko czemu mi tak smutno... Szpital nie będzie taki sam, jak z nią, nie chcę być już VIP-em - bez pani Lidii ta funkcja jest nieopłacalna. Różowy misio, który od niej dostałam sprawi, że nigdy nie zapomnę... Chlip..., Syrga, dziękuję CI za przesłanie wspaniałych kartek. Dużo to dla mnie znaczy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz